- Nagroda „Superbohaterki” dla Gizeli Jagielskiej wywołała kontrowersje wokół redefinicji pojęcia bohaterstwa.
- Krytycy wskazują na sprzeczność między entuzjastyczną narracją a etycznym ciężarem tematu aborcji.
- Spór dotyka szerszego problemu: czy współczesna kultura banalizuje kwestie życia i śmierci?
Bohaterstwo zazwyczaj kojarzy się z herkulesowym trudem, czy z jakimś nieprzeciętnym czynem, wokół którego wspólnota polityczna gromadzi się, aspiruje doń i marzy o nim. Heros jest wzorem do naśladowania. Antycznych wojowników zagrzewały do walki pieśni Tyrtajosa sławiące ideał greckiego męstwa. Poeta z pewną emfazą sławił korzyści dla całej wspólnoty, „kiedy mąż trwa w pierwszym szeregu walczących” i całkowicie zapomina o „haniebnej ucieczce”.
Nie dawajmy się jednak napompować wielkimi słowami. W naszych czasach, bohaterowie nie muszą ginąć w wojskowym szyku czy na barykadzie. Coraz częściej nie muszą nawet nosić peleryn, po cichu pomagają skrzywdzonym i poniżonym albo po prostu, wrzucają po kilka charytatywnych groszy do puszek z serduszkami.
Kobiecy magazyn Gazety Wyborczej nie zadowala się przykrą połowicznością dawnego tytułu bohatera i wręczył nagrodę „Superbohatera”. W tym kontekście: „Superbohaterki”. Bowiem tegoroczną laureatką nagrody została Gizela Jagielska, ginekolożka i „aborterka”. Zanim przejdziemy do kuriozalnej laudacji na łamach Wyborczej, która uzasadniała wybór Jagielskiej, warto sobie odtworzyć galę wręczenia nagrody.
Imprezie towarzyszyły nieprzebrane złoża radości i entuzjazmu. Z twarzy nie schodziły uśmiechy, ściskano się, całowano w niekończących się korowodach gratulacji i szczęścia.
Przy okazji wręczenia nagrody wokół poważnego tematu na płaszczyźnie zarówno społecznej jak i aksjologicznej, spodziewalibyśmy się szklistych wzroków wbitych w ziemię, powagi wobec dramatu aborcji (zawsze jest to tragedia, bez względu na poglądy i okoliczności) czy marsowych min i przemówień. Nic z tych rzeczy – była to impreza rozrywkowa wokół majestatu śmierci.
Sama laureatka wydawała się szczęśliwa i spełniona. Gizeli Jagielskiej wręczono nawet nagrodę w imieniu aborcyjnego „Dream Teamu” – dziesięć tysięcy złotych. Za swoje „dokonania” przekazano jej wielki czek jak podczas charytatywnej loterii fantowej.
– To jest coś, co mi da jeszcze większego kopa do działania – mówiła ze sceny „Superbohaterka”.
„Tutaj jestem nikim”. Tak się pracuje w dostawach jedzenia
Przysięga Hipokratesa a współczesna praktyka lekarska
„Odważna i bezkompromisowa – tymi słowami Czytelniczki i Czytelnicy „Wysokich Obcasów" najczęściej argumentowali wybór ginekolożki Gizeli Jagielskiej na swoją Superbohaterkę. Wskazywali też na jej mądrość, na wierność przysiędze Hipokratesa, powołaniu i własnym przekonaniom” – w tym samym entuzjastycznym tonie możemy przeczytać laudację na rzecz Jagielskiej na stronach Gazety Wyborczej.
Pytanie tylko czy to radosny bzik czy nieudolne bredzenie dziennikarki? Przecież w przysiędze Hipokratesa jest wyraźny zakaz podawania środków na poronienie. A lekarze mają obowiązek ratowania życia za wszelką ceną, z uporem greckiego wojownika…
Od grudnia 2025 r. Jagielska przyjmuje pacjentki wyłącznie w swoim prywatnym gabinecie. Była zmuszona poszukać zatrudnienia w innym szpitalu, ponieważ placówka w Oleśnicy, gdzie przez ostatnie dziesięć lat współtworzyła oddział ginekologiczny, nie przedłużyła kontraktów ani jej, ani jej mężowi, również lekarzowi.
Będąc jeszcze w szpitalu w Oleśnicy Jagielska przeprowadzała aborcje, często w bardzo zaawansowanych ciążach. Chwaliła się swoimi dokonaniami publicznie, mówiła o zabiegach z porażającą lubością.
Ingres kard. Konrada Krajewskiego w Łodzi. Powrót z Watykanu i pytania o kierunek zmian
Szyderczy czy diaboliczny?
W internecie można jeszcze znaleźć film, na którym Gizela Jagielska w brylantowym nastroju przedstawia narzędzie swojej codziennej pracy, jakby mówiła o rzeczach błahych i codziennych. Drwina jest sposobem na wyzucie z sensu, jest reakcję wyparcia.
Niegdysiejsi bohaterowie, którzy poświęcali się dla ogółu, Ordonowie, Gilgamesze czy Rollandowie, wzbudzają w najlepszym razie uśmiech politowania dla archaicznych postur i wyborów. Nowi „Superbohaterowie”, co znamienne, w sprawach ostatecznych nie obawiają się eksplozji radości i szczęścia.
Pytanie, czy to śmiech szyderczy, czy diaboliczny?

