Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę apeluje do Trybunału Konstytucyjnego (TK), by nie odbierał dzieciom dostępu do edukacji zdrowotnej. Apel pojawia się po tym, jak grupa posłów Prawa i Sprawiedliwości zaskarżyła przepisy wprowadzające edukację zdrowotną do TK wraz z wnioskiem o wydanie zabezpieczenia na czas rozstrzygnięcia i zablokowanie zajęć z edukacji zdrowotnej od 1 września.
W czasie, gdy coraz więcej mówi się o kryzysie zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, przemocy rówieśniczej, hejcie, uzależnieniu cyfrowym, epidemii otyłości i potrzebie wcześniejszego reagowania, pytanie nie powinno jednak brzmieć, czy dzieciom potrzebna jest wiedza o zdrowiu. Pytanie brzmi: czy naprawdę możemy pozwolić sobie na to, żeby im jej nie dać?
Sprawdź również: Wypadek w Krakowie. Do sieci trafiło nagranie zrobione chwilę po tragedii
A przecież mówimy o lekcjach, podczas których dziecko ma dowiedzieć się, jak rozpoznawać sygnały pogarszającego się zdrowia psychicznego, gdzie szukać pomocy, jak reagować w sytuacji zagrożenia, jak dbać o swoje ciało, jak bezpiecznie korzystać z Internetu, czym są uzależnienia, jak działa system ochrony zdrowia czy jak udzielić pierwszej pomocy. To nie są ideologiczne hasła, to są umiejętności potrzebne do życia.
Państwo ma obowiązek wyrównywać szanse. Szkoła jest jednym z niewielu miejsc, do których docierają niemal wszystkie dzieci. Dlatego właśnie może być miejscem, w którym podstawowa wiedza o zdrowiu staje się wspólnym dobrem, niezależnym od zasobności portfela, miejsca zamieszkania, wiedzy rodziców czy sytuacji rodzinnej.
Edukacja zdrowotna a rodzice
Nie chodzi o to, żeby szkoła zastępowała rodziców. Nie chodzi o to, żeby odbierać rodzinie prawo do wychowania. Chodzi o coś znacznie bardziej podstawowego: żeby każde dziecko miało dostęp do minimum wiedzy, która może pomóc mu zadbać o siebie i swoje bezpieczeństwo.
Bo nie każde dziecko ma w domu dorosłego, z którym może o tym wszystkim porozmawiać. Nie każde dziecko wychowuje się w domu, w którym rozmawia się o emocjach. Nie każde ma rodzica, który wie, czym różni się psycholog od psychoterapeuty i psychiatry. Nie każde wie, że uporczywy smutek, lęk, myśli samobójcze czy przemoc rówieśnicza to sytuacje, w których można i trzeba szukać pomocy.
Czytaj także: Ukraina ma problem i zwraca się ku Polsce. „Zagrożeń może być z tego powodu wiele”
W minionym roku konsultanci prowadzonego przez Fundację telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111 zanotowali prawie 80 tys. kontaktów od młodych osób potrzebujących wsparcia. Prawie 1500 skończyło się interwencjami w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia. To liczby, za którymi stoją konkretne dzieci, ale które też pokazują, jak bardzo potrzebujemy dziś skutecznej profilaktyki. Edukacja zdrowotna może pomóc odwrócić model, w którym na problemy reagujemy dopiero wtedy, gdy dziecko trafia do specjalisty.
Dzieci powinny wcześniej dostać wiedzę, która pozwoli im rozpoznawać sygnały pogarszającego się samopoczucia, lepiej rozumieć własne emocje, wiedzieć, kiedy sytuacja wymaga wsparcia, i przede wszystkim do kogo mogą się po to wsparcie zwrócić. To właśnie dzięki takiej wiedzy można reagować wcześniej, zanim kryzys się pogłębi i konieczna stanie się interwencja specjalistyczna.
O edukację zdrowotną od lat apelowały organizacje pacjenckie i pozarządowe, które na co dzień widzą, z jakimi problemami mierzą się dzieci, młodzież i ich rodziny. To nie jest więc pomysł, który pojawił się nagle, lecz odpowiedź na realne potrzeby i doświadczenia osób pracujących z dziećmi. Nie powinna ona zależeć od tego, czy dziecko ma w domu osobę, która potrafi i chce o tych sprawach rozmawiać. Dlatego dziś najważniejsze jest, by w tej dyskusji nie zgubić tego, dla kogo edukacja zdrowotna została stworzona: dzieci.


