- 25-minutowy zestaw fragmentów rozgrywki z „GTA VI” to składanka największych szlagierów studia Rockstar: trzymających w napięciu napadów, desperackich ucieczek przed policją oraz interesów z szemranymi „biznesmenami”.
- Bohaterów, Jasona i Lucię, będziemy zmieniać w mgnieniu oka, model jazdy oraz mechanikę strzelania odpowiednio „dociążono”, z kolei od ilości miejskich atrakcji rozboli nas głowa. W ofercie m.in. siłownia, motocross, kajaki oraz nurkowanie.
- Jeśli chodzi o grafikę (jakość tekstur, oświetlenie, efekty cząsteczkowe i animacje), rozgrywka zarejestrowana na konsoli PlayStation 5 prezentuje się fantastycznie. Czy „GTA VI” wyciśnie z wysłużonej maszyny ostatnie soki?
- Od kilkunastu dni studio Rockstar Games oraz wydawca Take-Two Interactive próbują zatamować falę przecieków z „GTA VI”. Jedną z największych w historii obydwu firm. Haker o pseudonimie Cyberleek umieszcza w sieci kolejne fragmenty rozgrywki, scenariusza oraz mapy Vice City.
W złej atmosferze: Rockstar, Netflix i Cyberleek
Nie wiem, czy w siedzibie firmy Rockstar Games był w tym tygodniu owocowy czwartek. Jeśli tak, to nastroje w kuchni były raczej minorowe. Od ponad tygodnia internet zalewany jest materiałami z nadchodzącej gry „GTA VI”, udostępnianymi przez hakera (lub cały legion hakerów) o pseudonimie Cyberleek.
Dla twórców oraz wydawcy Take-Two Interactive to poważny problem. Budżet produkcji (włączając koszty promocji) szacuje się na kwotę od miliarda do dwóch mld dol. Czyni to z „GTA VI” jedno z najdroższych i potencjalnie najbardziej dochodowych przedsięwzięć w historii popkultury.
Otwierasz „GTA VI”, a tam zdrapka. Jak żyć (i grać) w cyfrowym świecie?
W sieci wylądowały m.in. fragmenty mapy Vice City, zręby fabuły oraz scenki przerywnikowe, mini-gry i misje poboczne, w tym relacja z plaży nudystów oraz panorama miasta widziana z kokpitu pilotowanego przez bohatera samolotu. Łącznie 16 przecieków (stan na 27 sierpnia) o różnej skali i potencjalnej „szkodliwości biznesowej”. Nic dziwnego, że już teraz na tąpnięcie w Rockstarze reaguje giełda.
Od czasu 2022 r., gdy za sprawą ataku hakerskiego do sieci wypłynęło ponad 90 klipów z wczesnej wersji gry, a także kod źródłowy „GTA V”, studio nie musiało gasić tak rozległego pożaru. A ponieważ w dobie nieuczciwych praktyk wydawniczych oraz generalnej awersji do korporacyjnej kultury Cyberleek urósł do rangi ludowego herosa, wygląda to na syzyfową pracę. Nikomu też specjalnie nie przeszkadza, że zasłaniając się hasłami o dobrostanie konsumentów haker promuje własną kryptowalutę.
Podczas gdy prawnicy Take-Two stają na czubku głowy, by odnaleźć sprawcę (dziennikarz Jason Schreier z serwisu Kotaku zdradził, że firma uzyskała już nakazy sądowe zobowiązujące do pomocy Microsoft i Discorda), Rockstar wraz z Netfliksem udostępnili nam pierwszy „rozszerzony pokaz” gry.
Dość powiedzieć, że i to wydarzenie stało się przedmiotem kontrowersji. Po pierwsze dlatego, że aby go obejrzeć, potrzebny był abonament. A po drugie dlatego, że początkowo Rockstar planował wyłączyć z równania streamerów, którzy – tak jak reszta świata – mieli czekać z relacjami, aż materiał pojawi się na oficjalnym kanale studia.
Sześć godzin, które dzieli pokaz na platformie streamingowej od umieszczenia materiału na kanale, to wbrew pozorom sporo czasu. Zwłaszcza w kulturze błyskawicznej konsumpcji i na jesieni pełnej gorących informacji ze świata gier wideo – choćby z trwających właśnie w Kolonii targów Gamescom.
Netflix pokazuje „GTA VI”. Co nowego w Vice City?
Przechodząc do sedna – ci, którzy spodziewali się konfetti, odautorskiego komentarza twórców oraz precyzyjnie zaplanowanego przeglądu nowych, intrygujących mechanik, będą rozczarowani. Cała reszta doceni fakt, że z 25-minutowego zestawu ścinek z rozgrywki wyłania się obraz dokładnie takiej gry, na jaką czekają.

Otwierająca pokaz misja w narkotykowej melinie rzuca światło na coś, z czego deweloperzy są ewidentnie dumni, czyli na rozbudowany ekosystem postaci niegrywalnych (lub jak kto woli – NPC). Oświetlone trupim światłem jarzeniówki korytarze, klaustrofobiczne windy i ponure klatki schodowe, wreszcie – obskurne laboratorium metaamfetaminy. Wszystkie te lokacje zaludnione są fantastycznie animowanymi, ekspresyjnymi i pochłoniętymi własnymi sprawami postaciami.
Mieszkańcy tego uroczego miejsca żywo reagują na obecność gracza, zaś późniejszy fragment z napadem na sklep spożywczy potwierdzi nasze domysły. Skończyły się czasy beztroskiego ganiania z kałachem po ulicy. Ktokolwiek nas przyuważy, wyciągnie oczywiste wnioski i powiadomi patrolowego.
Głowni bohaterowie, były żołnierz Jason Duvall oraz świeżo „rehabilitowana” w więzieniu Lucia Caminos, biorą udział w szemranym interesie. Jak nietrudno się domyślić, plan to lista rzeczy, które się nie udają. Jedną zdradę i kilkanaście wystrzałów później uciekają już przed skorumpowanymi gliniarzami z jednostki antyterrorystycznej.
To również pierwsza okazja, żeby przyjrzeć się systemowi osłon oraz wymiany ognia. Rewolucji w tym aspekcie raczej nie widać, choć fizyka jest zdecydowanie lepsza niż w „GTA V”. Czuć impet wystrzelonych pocisków, a także wagę opartych o ścianę bohaterów i upadających na posadkę przeciwników. Jak pokażą kolejne sceny, z taką samą pieczołowitością potraktowano model jazdy – wydaje się on nieco bardziej realistyczny i uwzględniający zmienne warunki atmosferyczne.
Jak Szkoci nauczyli nas kraść auta? Narodziny serii Grand Theft Auto
Jason, Lucia i miasto, które nigdy nie śpi
Ponieważ Lucia i Jason to najjaskrawsza popkulturowa odpowiedź na Bonnie i Clyde’a, na jaką stać magików z Rockstar Games, cały pokaz kręcił się wokół ich relacji. W trakcie jednej z misji ochraniali swojego wpływowego klienta na bankiecie medialnej korporacji Megamundo. W innej brali udział w serii napadów zwieńczonych szaleńczą ucieczką przed kolumną radiowozów. W jeszcze innej nudzili się na proszonym obiedzie w trakcie przyjęcia na dachu luksusowego wieżowca. Ona i on. Niebo i grom.
Z materiału wynika, że w większości misji Jason i Lucia bedą uczestniczyć wspólnie. Scenarzyści dbają natomiast o to, by przyciągać i oddalać ich od siebie w zależności o dramaturgicznego rozdania. Gdy suną kabrioletem przez Vice City, można przełączać się między nimi w mgnieniu oka. Gdy dzieli ich większy dystans, kamera ucieka w niebo, a następnie pikuje w inną część miasta – zupełnie jak w „GTA V”, gdzie bohaterów było trzech.
Klimat Vice City można zbierać do szklanki, ale to już doskonale wiecie. Miasto tętni życiem, szaleni influencerzy prychają śmierci w twarz, a wściekłe dewotki atakują bohaterów bez wyraźnego powodu. O ilość zajęć fakultatywnych możemy być spokojni – nurkowanie z butlą tlenową, śmiganie na skuterach, obsypywanie pieniędzmi tancerek erotycznych, kajaki, zimne piwko, wyścigi NASCAR, motocross, skoki ze spadochronem, wyścigi na milę rodem z „Szybkich i wściekłych”, trzymanie ludzi w bagażnikach, przebieranki celem zgubienia pościgu. Dla każdego coś dzikiego.
Wieloletnich fanów cyklu na pewno ucieszy też fakt, że Rockstar odzyskał licencję na muzykę Phila Collinsa. To dlatego usychającemu w windzie Jasonowi przygrywa „Against All Odds”. Doskonała nuta, wspaniały wybór!
Kwestia jakości technicznej wciąż stoi ością w gardle wielu entuzjastom cyklu. Rozgrywkę z pokazu Netfliksa zarejestrowano na konsoli PlayStation 5 i, szczerze mówiąc, palce u stóp bolą mnie od opadającej szczęki. Pal licho 30 klatek animacji na sekundę przy tak wysokiej jakości tekstur, oświetlenia, animacji i efektów cząsteczkowych. Nie wspominając nawet o kapitalnej reżyserii przerywników filmowych oraz dialogach napisanych z takim wyczuciem gangstersko-miłosnej materii, że ręce same składają się do oklasków.
„GTA VI”. To jak, czekacie?
W jednym z udostępnionych przez Cyberleeka przecieków bohater odwiedzał sklep z grami – tradycyjny, z płytami na mahoniowych półeczkach i nadgorliwym sprzedawcą. Nie trzeba wiele, by dostrzec w tym obrazku srogą ironię – choć „GTA VI” zostanie wydane w pudełku, w środku znajdziemy kod na pobranie gry z internetu. Znak czasów.

Wiadomość o przejściu na cyfrę jest osią konfliktu pomiędzy częścią graczy a Rockstarem. Na forach trwa partyzantka pomiędzy ewangelistami marki a ludźmi z barykad „walki o analogową kulturę”. W komentarzach pod postami studia roi się z kolei od ikonek z wirującą płytą CD.
Ekskluzywny pokaz GTA VI na Netflixie. Internet jest w tej sprawie podzielony
Nikt tu oczywiście kijem Wisły nie zawróci. Sytuacja będzie eskalować wraz z kolejnymi przeciekami, a media, wraz z graczami, będą odliczać dni do premiery. Zaś na końcu, czyli 19 listopada, Rockstar wyda grę i zacznie zarabiać na niej horrendalne pieniądze przez kolejną dekadę.
Z tej perspektywy „ekskluzywny” pokaz daje zdecydowanie więcej Netfliksowi niż Rockstarowi. Dla streamingowego giganta jest ważną cezurą w aneksji globalnej popkultury. Dla amerykańskiego studia to zwykły czwartek, kolejny pokaz artystycznej i marketingowej siły. Bez zbędnego gadania. Samo gęste. Jak to w „GTA”.
Może zainteresuje cię także:


