– Do końca sierpnia my przedstawimy ustawę budżetową i wtedy będzie wszystko jasne – powiedział minister finansów i gospodarki Andrzej Domański na antenie TVN 24.
W pierwszej połowie tego zdania nie ma newsa. Drugi miesiąc wakacji to tradycyjnie czas, kiedy resort finansów dopina projekt budżetu państwa. Wynika to wprost z ustawy o finansach publicznych. Rada Ministrów musi przedstawić ten dokument Sejmowi najpóźniej na trzy miesiące przed rozpoczęciem roku budżetowego, którego dotyczy.
Rok prezydentury Karola Nawrockiego. Polacy podzieleni w najnowszym sondażu
Polityczna stawka większa niż cena
Druga połowa tej wypowiedzi z pozoru też nie mówi nic, ale jest w niej zawarte wszystko, co spędza z powiek sen ministrowi finansów. Wszystkie pytania kierowane do niego w ostatnich tygodniach dotyczą bowiem działań, które mają dużą polityczną stawkę – i równie dużą cenę.
Na plan pierwszy wysuwa się tutaj podwojenie kwoty wolnej od podatku, które minister Domański obiecał jeszcze w kampanii wyborczej, jako „człowiek od gospodarki” (tak przedstawiano go na plakatach, billboardach itp.). Przysłowie „łatwiej powiedzieć niż zrobić” pasuje tutaj jak ulał. Kiedy już nowa ekipa weszła do resortu finansów i wszystko sobie podliczyła, okazało się, że na podniesienie kwoty wolnej z 30 tys. zł do 60 tys. zł nie ma miejsca w budżecie. Zaczęło się kluczenie.
W kwietniu 2024 r. Andrzej Domański mówił (cytat także za TVN24): – Premier zobowiązał mnie do przedstawienia planu, jak dojść do tej kwoty 60 tys. zł wolnej od podatku. Oczywiście taki plan panu premierowi przedstawię.
Wcześniej MF nagle „obudziło się” i zaprezentowało kalkulacje, ile to może kosztować. Miało to pokazać, jak trudno o realizację sztandarowej obietnicy wyborczej: w kontekście 2025 r. oszacowano, że budżet państwa może zostać uszczuplony o 52,5 mld zł.
W połowie 2025 r. usłyszeliśmy parafrazę tej wypowiedzi. „Pracujemy nad tym, jak wprowadzić kwotę wolną od podatku w trakcie naszej kadencji” – zapewnił w TVP Info Andrzej Domański. Choć trzeba przyznać, że wtedy zagrał w otwarte karty. „Myślę, że w budżecie na rok 2026 kwota wolna w kwocie 60 tysięcy złotych się nie zmieści” – przyznał (zaktualizowane wyliczenia MF wskazywały, że w 2026 r. podwojenie kwoty wolnej kosztowałoby budżet państwa ok. 55,9 mld zł).
Ministra finansów nie można winić – takich sum nie wyciąga się z kapelusza, zwłaszcza jeśli trzeba zabezpieczyć pieniądze na zbrojenia, na wypłaty świadczeń socjalnych, na służbę zdrowia. Jak duże to są kwoty, pokazuje analiza strony wydatkowej z budżetu na 2026r. Obronność – 124,8 mld zł (uzupełnione środkami z innych źródeł, w tym z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, do łącznej kwoty nakładów 200,1 mld zł). Cztery najbardziej znane programy społeczne („Rodzina 800+”, wypłata 13. i 14. emerytury, „Aktywny rodzic”, „Dobry start”) – 100,9 mld zł. Zdrowie – 247,8 mld zł.
Idą wybory, pieniądze się znajdą?
Ale przecież w przyszłym roku potrzeby nie będą mniejsze. Tymczasem minister zmienia swoją retorykę. Dotychczas pieniędzy nie było – teraz można odnieść wrażenie, że „coś tam się wykombinuje”. Bo jak inaczej interpretować takie słowa: „W tej chwili koszt tego rozwiązania to powyżej 60 mld zł. Trwają nad tym prace. To, co mogę powiedzieć, to że najbliższe tygodnie, w związku z pracą nad ustawą budżetową, przyniosą odpowiedzi na wiele pytań” (jeszcze jeden cytat za TVN24 – jak widać, minister finansów jest tam częstym gościem; do portalu Zero.pl nie chce jednak przyjść na wywiad, mimo ponawianych przez nas próśb).
Albo te wypowiedzi dla RMF FM, tym razem dotyczące zmiany w progach podatkowych, a przede wszystkim podniesienia drugiego progu, zwanego pułapką na klasę średnią. „Chciałbym, aby podatnicy, którzy w tej chwili wpadają w drugi próg, w przyszłym roku zapłacili niższe podatki”; „Pracujemy nad projektem ustawy budżetowej na rok 2027 i, co za tym idzie, nad propozycjami zmian w systemie podatkowym” – to przecież minister Domański w zupełnie nowym wydaniu. W kwietniu, kiedy Polska 2050 składała projekt ustawy zakładającej podwyżkę drugiego progu ze 120 tys. zł do 140 tys. zł, mówił: „W tej chwili rząd nad taką zmianą nie pracuje”.
Wprawdzie wtedy minister finansów też deklarował, że chciałby niższych podatków, ale brzmiał o wiele bardziej jastrzębio. „Muszę mieć źródło do finansowania wydatków” – stwierdził. „Więc w tej chwili, na 2026 r., progi podatkowe pozostają bez zmian” – dodał (jak gdyby ktoś zakładał, że rząd zmieni progi w trakcie trwającego roku podatkowego).
Trudno oprzeć się wrażeniu, że ta nowa narracja to odpowiedź na potrzebę chwili. Im bliżej wyborów, tym częściej wracać będzie temat rozliczeń obecnego obozu rządzącego ze złożonych niegdyś obietnic. Zamiast „pieniędzy nie ma i nie będzie” trzeba zacząć mówić „pieniądze się znajdą”.
Bruksela patrzy nam na ręce
Ale pozostaje jeszcze kwestia „oka Wielkiego Brata”, czyli Brukseli, która w czerwcu 2024 r. objęła Polskę procedurą nadmiernego deficytu i zobowiązała nas do jego redukcji. Dała nam na to cztery lata. Po upływie połowy tego okresu wcale nie jesteśmy bliżej bezpiecznego unijnego progu, który wynosi 3 proc. PKB. Rząd prognozuje, że w 2026 r. deficyt w budżecie wyniesie ok. 6,5 proc. PKB, a w 2027 r. spadnie tylko trochę, do ok. 5,8 proc. PKB.
Boli mnie nagonka na hulajnogi elektryczne. Nie każdy kierujący jest idiotą
I tutaj już minister finansów zapędza się w kozi róg. W czwartek 6 sierpnia przyznał w rozmowie z dziennikarzami na GPW, że wszystkie potencjalne zmiany w podatkach „muszą być zgodne z naszymi zobowiązaniami wobec naszych partnerów w Unii Europejskiej”.
Jakie to zobowiązania? Otóż w październiku 2024 r. rząd przyjął średniookresowy plan budżetowo-strukturalny, który następnie wysłał do Komisji Europejskiej. Nakreślił w nim ścieżkę redukcji deficytu sektora finansów publicznych poniżej poziomu 3 proc. PKB. W planie tym wprost napisano, że rozpoczęcie redukcji deficytu będzie wspierane m.in. przez utrzymanie progów PIT i kwoty wolnej od podatku.
I jak to wszystko pogodzić?


