Reklama

Samouk, który rozkochał w sobie miliony widzów. Historia Toniego Servilla

Reklama

Choć świat poznał go jako Jepa Gambardellę z "Wielkiego Piękna", Toni Servillo konsekwentnie powtarza, że jego życie to głównie teatr. Nie kino i czerwone dywany, nie bankiety, nie festiwalowe after party. Tylko scena, która "zmusza do czuwania" i nieustannej konfrontacji z żywą reakcją widzów. 

Toni Servillo na festiwalu w Cannes
Toni Servillo to najpopularniejszy obecnie włoski aktor. (fot. Shutterstock / Shutterstock)

O tym wybitnym aktorze piszemy teraz nieprzypadkowo niedawno, 6 lutego, w polskich kinach pojawił się kolejny film z Włochem w roli głównej: "La grazia". Servillo gra w nim fikcyjnego owdowiałego prezydenta kraju zmagającego się z demonami przeszłości i niezwykle ważną decyzją, na którą czekają wszyscy rodacy. 


Reklama

Reżyserem obrazu jest oczywiście Paolo Sorrentino, wielki przyjaciel aktora, który czasami nazywa Servilla swoim starszym bratem. Znają się doskonale, od 1987 r. Pierwszy raz wpadli na siebie a jakże by inaczej! w ukochanym przez obu Neapolu, gdzie Paolo cieszył się wówczas opinią obiecującego pisarza, kręcącego się wokół "Teatri Uniti".

Po różnych wspólnych pracach pokazał mi w końcu scenariusz swojego pierwszego pełnometrażowego filmu. Gdy go przeczytałem, uznałem za fantastyczny – i tak zaczęła się ta relacja wspomina Servillo w rozmowie z portalem female.com.au.

Zazwyczaj wygląda to podobnie: Sorrentino dzwoni i mówi "napisałem film i chciałbym, żebyś zagrał w nim główną rolę". Później Paolo natychmiast wysyła Toniemu scenariusz. Servillo uczestniczy już w pierwszych czytaniach, nie boi się podzielić z reżyserem swoją opinią, nawet jeśli jest dla niego niekorzystna. Ale to zdarza się niezwykle rzadko. Servillo, dla female.com.au: 


Reklama

 Uważam, że Paolo ma ogromny talent do pisania scenariuszy i dialogów. Czytając tekst, już widzisz film. Jest jednym z tych reżyserów, którzy mają cały obraz w głowie. Na plan przychodzi perfekcyjnie przygotowany. To jednak nie przeszkadzało nam w długich rozmowach przed zdjęciami, które pomagały rozwijać postać. 


Reklama

Człowiek bez skazy

No dobrze, ale to nie jest tekst o wybitności Sorrentina, choć taki też chętnie byśmy napisali i kto wie, może nawet to zrobimy. 

Nie, jego bohaterem jest kto inny – człowiek, który uważany jest za największego żyjącego włoskiego aktora. Mężczyzna, którego w listopadzie 2020 r. "New York Times” uznał za jednego z najwspanialszych przedstawicieli tego zawodu XXI wieku: Servillo zajął siódme miejsce na prestiżowej liście. Według uzasadnienia redakcji był "centralnym awatarem w sorrentinowskiej wiwisekcji korupcji i hipokryzji, ale także nieprawdopodobnej chwały i absurdalnej odporności współczesnych Włoch". 

Gdy dziennikarz pisze sylwetkę artysty, polityka czy sportowca chętnie szuka "brudów". Nie dlatego, żeby komuś na siłę przypierdz..., powód jest inny: ludzie nie chcą czytać o kryształowych postaciach. Lubią, gdy pomniki mają rysy. Im jest ich więcej i są głębsze, tym lepiej.


Reklama

Cóż, jeśli należycie do tego grona, możecie spokojnie skończyć w tym miejscu czytanie tekstu, ponieważ żadna spektakularna krytyka Servilla się tu nie pojawi. Dlaczego? Oddajmy głos doktor Weronice Korzenieckiej, italianistce, która mieszkała w Neapolu:


Reklama

 Jeszcze nigdy się nie natknęłam na jakąkolwiek negatywną recenzję występu Servilla. Nigdy nie słyszałam też o skandalu, który by wywołał. A proszę mi wierzyć, szukałam takich informacji, choćby na potrzeby tego artykułu uśmiecha się Korzeniecka. I dodaje, że aktora lubią zarówno eksperci od kina i teatru, jak i "zwyczajni" Włosi. Dlaczego?

 Przyjaciel z Neapolu tłumaczył mi to kiedyś tak: na postrzeganie Servilla mocno wpłynął jego wygląd. Jest intrygującym, ale nie pięknym mężczyzną. Dojrzałym, ale w dobrej formie. Ludzie raczej nie traktują go jak celebrytę, kogoś z innego świata. Jest dla nich swojakiem, który odniósł sukces dzięki talentowi i ciężkiej pracy. Servillo sam zresztą podkreśla przynależność do "normalnego" życia. Mówi o sobie, że jest człowiekiem z południa. Lubi wracać do korzeni.

Życie to teatr

Sam Servillo w rozmowie z "Wysokimi Obcasami" mówi o swojej młodości tak:


Reklama

 Od najmłodszych lat czułem, że jestem częścią neapolitańskiej kultury. Wielkiej, wspaniałej. To zachęcało do poszukiwań, odkrywania kina, teatru, muzyki. Do tego dochodziła wielka ciekawość innych ludzi i świata. Noszę zresztą w sobie tę ciekawość po dziś dzień. To wszystko sprzyjało formowaniu się młodej artystycznej duszy.


Reklama

W tym wywiadzie aktor stwierdził także, że aktorstwo to część DNA Włochów z tego regionu kraju. Jego zdaniem niemalże przez cały czas zachowują się tak, jakby byli na scenie:

  Już sam język, a właściwie charakterystyczny dialekt, jest bardzo teatralny. Wyrażenia mogą oznaczać jedno, ale mogą również oznaczać dokładne tego przeciwieństwo, dlatego język znakomicie nadaje się do tworzenia artystycznych wypowiedzi. 

  Servillo sam chętnie wtrąca ten dialekt tam, gdzie może uzupełnia Korzeniecka. 


Reklama

Aktor dorastał w Casercie mieście pod Neapolem. Jak sam mówi, pochodzi z "rodziny widzów", która chłonęła tętniące kulturą otoczenie. W wywiadach z sentymentem opowiada o wyprawach do teatru z ojcem i jego braćmi. Dzięki nim "wyrobił w sobie nawyk patrzenia na życie przez aktorstwo". I miłość do sceny. "Wysokim Obcasom" mówił tak: 


Reklama

 Moje życie to teatr. Nie czerwone dywany. Teatr zmusza do czuwania i bycia gościem w cudzych domach. Zawsze spotykasz się z żywą reakcją. Czujesz więź z widzami. Teatr nie niesie jednak za sobą takiej popularności jak kino.

Toni Servillo spędza na deskach teatralnych 200 wieczorów w roku.

To właśnie srebrny ekran uczynił z Servilla światowej sławy aktora. Oczywiście pierwsze skojarzenie z Włochem to Jep Gambardella: pisarz-intelektualista-utracjusz z "Wielkiego Piękna", który za młodu stworzył wybitną książkę, a potem jakoś nie poszedł za ciosem i nie podbił rynku kolejnymi. Zmagał się z blokadą twórczą, więc zamiast na próbie jej przełamania, skupił się na życiowych uciechach.


Reklama

W rozmowie z portalem female.com.au. aktor zdradzał w kulisy powstania tego kultowego obrazu: 


Reklama

Paolo naprawdę potrzebował, by ten wymyślony przez niego Gambardella miał moją twarz. Przekazał mi pałeczkę i powiedział: "Włóż w to swoje ciało, swój sposób bycia". Poza tym to postać neapolitańska żyjąca w Rzymie, z neapolitańskim stylem, który obaj dobrze znamy. Film ma bardzo bogatą obsadę – od Neapolitańczyków po Rzymian i nie tylko.

Servillo we włoskim kinie to jednak dużo więcej niż fikcyjny Gambardella – rodacy kojarzą go przede wszystkim z ról kultowych dla nich jednostek, m.in. Eduarda Scarpetty (słynny neapolitański aktor), Giulia Andreottiego i Silvia Berlusconiego (legendarni, kontrowersyjni politycy).

O tej pierwszej postaci opowiedział "Wysokim Obcasom":


Reklama

 (...) Na przełomie XIX i XX wieku Scarpetta zrewolucjonizował scenę i był prawdziwym królem Neapolu. Był centrum jego całego życia towarzyskiego. Ale to, co mnie fascynuje, to jego zwierzęcość. On był drapieżnikiem, który nie odróżniał sceny od rzeczywistości. Dla niego wszystko było teatrem. Jego działania determinowało nieodparte pragnienie życia, które doprowadziło go do spłodzenia ośmiorga czy dziewięciorga dzieci różnym kobietom.


Reklama

Zdaniem Servilla takich ludzi gra się łatwiej, ponieważ… nie żyją od dawna, a co za tym idzie, publiczność już ich nie pamięta. 

– Kiedy gra się postaci autentycznie istniejące współcześnie, jak Berlusconi albo żyjący jeszcze wtedy Andreotti, to jest trudniej, bo widzowie mają na ich temat swoje własne wyobrażenia i reagują mocno, gdy te nie pokrywają się z tym, co aktor prezentuje. Czasem rola walczy z przyzwyczajeniami publiczności.

Wybitny samouk 

Włoch ma też ciekawe przemyślenia na temat obu byłych premierów:


Reklama

Zainaugurował ideę polityki kupieckiej (Andreotti red.), którą ostatecznie naśladowały wszystkie populizmy świata. Był bardziej teatrem, a Berlusconi bardziej serialem telewizyjnym, gdyby użyć takich formatów do określenia ludzi. Teatr to tajemnica i coś z niej przenikało Andreottiego, zaś serial telewizyjny kojarzy się bardziej z rozrywką i celebryckością. I w te klimaty Berlusconi doskonale się wpisuje. 


Reklama

O Andreottim powiedziano kiedyś: "Albo jest najprzebieglejszym przestępcą w tym kraju, albo najbardziej prześladowanym człowiekiem w jego historii".

Już to zdanie pokazuje, że zagranie tej właśnie postaci było sporym wyzwaniem. Servillo sprostał mu w 100 proc., krytycy podkreślali, że idealnie naśladował zgarbioną sylwetkę, charakterystyczne ruchy i głos byłego premiera. Film "Boski" zrobił też z Toniego… wroga Andreottiego. We Włoszech mówi się o tym, że polityk wyszedł z kina w trakcie trwania seansu, a potem mówił bliskim, że film był "skandaliczny i łotrowski".

Doktor Weronika Korzeniecka:


Reklama

Tu trzeba uzupełnić, że Servillo jest samoukiem, nie ukończył żadnej szkoły aktorskiej, a mimo to zawsze gra wybitnie. Nie jest zresztą jedynym włoskim artystą, który rozwinął się w ten sposób. W Italii, a już zwłaszcza w Neapolu i okolicach, znajdziemy sporo naturszczyków, którym udało się zyskać sławę pomimo braku kierunkowego wykształcenia. Dość wspomnieć Sofię Loren czy choćby słynnego Salvatorego Esposita, wcielającego się w serialu "Gomorra" w rolę Gennara.


Reklama

Servillo podkreśla w wywiadach, że bliżej mu do europejskiej niż amerykańskiej szkoły grania. Czyli mocno upraszczając gdyby miał odtworzyć rolę strażaka, to nie jeździłby z nimi wcześniej na interwencje przez miesiąc, by poznać nawyki i zobaczyć zachowanie w trakcie gaszenia płomieni, nie oglądałby też setek zdjęć czy dziesiątek filmów z ich akcji. Zamiast tego po prostu zaufałby swojej wyobraźni i intuicji, by jak najlepiej pokazać na ekranie człowieka uprawiającego ten zawód. 

Servillo o Włochach: Są obsesyjnie przywiązani do teraźniejszości. Lekceważą przeszłość i zapominają o planowaniu przyszłości.

Włoch wyróżnia się pośród aktorskiej braci nie tylko umiejętnościami, ale i trzeźwym osądem rzeczywistości. Widać wyraźnie, że irytują go współczesne czasy, w których celebryci wypowiadają się na absolutnie wszystkie tematy, w wielu przypadkach nie mając pojęcia, o czym tak naprawdę mówią.


Reklama

– To, że aktorów tak często pyta się o zdanie na temat piłki nożnej, kuchni, polityki czy transportu publicznego jest częścią procesu degeneracji show-biznesu. Politycy we Włoszech wydają się spędzać tyle czasu na udzielaniu wywiadów, że nie mają kiedy stanowić prawa mówił w rozmowie z  "Guardianem" Servillo. 


Reklama

W tym samym wywiadzie aktor nie zawahał się przed potępieniem włoskiego społeczeństwa. O swoich rodakach mówił tak: 

– Są obsesyjnie przywiązani do teraźniejszości. Lekceważą przeszłość i zapominają o planowaniu przyszłości. To właśnie wywołuje ogólną atmosferę, którą nazywam moralnym brakiem tonu.

Te dwie krótkie wypowiedzi mówią nam bardzo dużo o tym, jakim człowiekiem jest Servillo. Uwielbia myśleć krytycznie, nie waha się, by iść pod prąd światowych trendów i walić prawdę między oczy, nawet jeśli dla wielu bywa bolesna. W sumie to zupełnie jak… Gambardella. 


Reklama

Wracamy tu często do Jepa, bo w opinii przeciętnego kinomaniaka to rola w "Wielkim Pięknie" była największą Servilla. Gdyby spytać go o to, czy sam odbiera ją jako szczyt swoich możliwości, bez wątpienia by zaprzeczył. I dodał, że tak naprawdę ożywa nie przed kamerami tylko na teatralnej scenie, o której już co nieco wspominaliśmy. 

"Wysokim Obcasom" powiedział, że "nie jest jednym z tych aktorów, którzy uważają teatr za poczekalnię w oczekiwaniu na kolejny film". Te słowa potwierdza jego biografia – przed kamerą zadebiutował dosyć późno – już po trzydziestce. 

W latach 80. piłkarski Neapol zachwycał się Diego Armando Maradoną, a kulturalny Servillem. Jak pisze Armando Petrin w książce "Italian Contemporary Screen Performers" "osiemnastoletni Servillo po raz pierwszy pojawił się na scenie w 1977 r., kiedy założył zespół "Teatro Studio". Mniej niż dziesięć lat później połączył siły z dwiema innymi kluczowymi postaciami neapolitańskiego teatru — Mariem Martonem i Antoniem Neiwillerem — i współtworzył "Teatri Uniti". (...).  

Jednym z najważniejszych osiągnięć w teatrze jest dla Servilla główna rola w spektaklu Głosy Wewnętrzne (Le voci di dentro). Sztukę napisał w 1946 r. Eduardo De Filippo, idol Toniego z młodości, w przeszłości również wybitny aktor. Wyszedł w niej z założenia, że fizyczne zniszczenie ludzi po wojnie przyniosło także zniszczenie moralne. 


Reklama

Servillo wciela się w postać obiboka, który oskarża sąsiada o potworną zbrodnię i doprowadza do jego aresztowania, po czym zawstydzony przypomina sobie, że zbrodnię… wyśnił. Chyba.


Reklama

To sztuka o pomieszaniu snu i rzeczywistości – mówi w rozmowie z "The Times" Servillo. 

Aktor jest także reżyserem tego spektaklu. Servillo często podkreśla z dumą, że był wystawiany na całym świecie, a sam na scenę wychodzi przez 200 wieczorów w roku

To pokazuje, że jest w stałym związku z teatrem, ale od czasu do czasu zdarza mu się romansować z powodzeniem! z kinem. 


Reklama

Dr Weronika Korzeniecka: 

We Włoszech ukazał się niedawno wywiad, w którym aktor wypowiedział ładne zdania, będące trafną puentą jego postaci: że na nagrobku chciałby mieć napisane: "Tu leży Toni Servillo. Toni w teatrze, Servillo w kinie".


Reklama

Źródło: Zero.pl
Kamil Gapiński
Kamil GapińskiDziennikarz Kanału Zero

Reklama