Na wstępie należy zaznaczyć, że takie wizyty nie są przypadkowe. Bill Burns, stojący na czele CIA w 2021 r., był w Federacji Rosyjskiej w ramach wizyty ostatniej szansy, która miała wysondować i sprawdzić na ile Władimir Putin jest zdeterminowany do przyszłej wojny. Amerykanie wiedzieli na podstawie danych z wywiadu satelitarnego oraz innych źródeł, że Kreml szykuje dużą operację militarną, bo w dobie rekonesansu satelitarnego nie da się ukryć niepokojącego przerzucania wojsk, z resztą sam Putin nie krył celów swojej agresywnej polityki.
Sondowanie Putina
Wtedy Burns miał za zadanie sprawdzić Putina czy to nie blef, i przestrzec go przed konsekwencjami uderzenia na Ukrainę. Zaznaczmy, że wizytę Burnsa w Moskwie poprzedziła rozmowa Biden-Putin w Genewie. Amerykański prezydent wysłał Burnsa ze specjalną misją wiedząc, że w Genewie jego rosyjski odpowiednik usztywnił swoje stanowisko i żądał od Waszyngtonu odpuszczenia wsparcia dla Ukrainy w razie wojny. Misja CIA była więc faktycznie rozmowami ostatniej szansy.
Dlatego też opinia publiczna z takim dramatyzmem odnotowała wizytę Johna Ratcliff’a w Moskwie.
Zauważmy, że przed szczytem NATO w Ankarze Donald Trump sugerował, że spotka się z Władimirem Putinem, a w czasie obrad Sojuszu Północnoatlantyckiego zachęcał w czasie wspólnego spotkania z Wołodymyrem Zełenskim, by ten w przyszłości spotkał się z rosyjskim dyktatorem, nawet w Moskwie. Wszystko to tworzyło pewien klimat przełomu w negocjacjach rozejmowych w trójkącie USA-Ukraina-Rosja. Do spotkania Trump-Putin nie doszło w ostatnich tygodniach, a w Rosji jest coraz więcej dowodów na to, że Kreml szykuje mobilizację rezerwistów. Ponadto, w Moskwie ląduje szef CIA i po czterech godzinach opuszcza kraj.
Czy nadciąga nowy konflikt zbrojny? „Wall Street Journal” za najbardziej prawdopodobną agendę moskiewskiego spotkania uznaje temat mobilizacji rezerwistów w Rosji i możliwych prowokacji wobec NATO. W relacjach międzynarodowych mobilizacja wojska zawsze oznacza, że państwo szykuje się do dużej operacji militarnej, bo to przedsięwzięcie zbyt kosztowne społecznie i ekonomicznie by ogłaszano je bez powodu. Nawet w takim państwie jak Federacja Rosyjska. Warto wspomnieć, że we wrześniu 2022 r. Władimir Putin, w obliczu klęsk na froncie na Ukrainie, przeprowadził częściową mobilizację rezerwistów i tzw. mobikami łatał przerywany przez Ukraińców front.
Już wtedy wysiłek mobilizacyjny państwa rosyjskiego obnażył logistyczne i szkoleniowe słabości „kolosa na glinianych nogach”. Umundurowanie, uzbrojenie, wyszkolenie i wykarmienie setek tysięcy żołnierzy – bo mowa o zmobilizowaniu nawet 300 tys. rezerwistów - których jeszcze trzeba przewozić ciężarówkami w czasie kryzysu paliwowego pokazuje, że jeśli Rosja prze do takiego rozwiązania znając jego koszty to jest zdeterminowana do dużych działań zaczepnych.
I tutaj pojawia się szef CIA, z całą swoją szpiegowską wiedzą i stojącą zanim armią analityków i oficerów operacyjnych, by znać kolejny ruch Władimira Putina. Bo ten może użyć nowych „mobików” na Ukrainie.
Na papierze taka mobilizacja daje Rosji przewagę w wojnie, która zamieniła się w okopowo-dronowe starcie bez taktycznych sukcesów Moskwy, jednak ze strategicznymi stratami Ukrainy, której gospodarka i rezerwy osobowe drastycznie topnieją.
Ewentualne załamanie frontu na Ukrainie – które analizujemy – to także masa pytań jaką broń jeszcze Ukrainie przesłać, by mogła się obronić, kolejny kryzys humanitarny, a w najgorszym scenariuszu załamanie państwa i strata kluczowego sojusznika na wschodzie Europy. W tym scenariuszu misją Ratcliffe’a było wysondowanie Putina, czy zrobi on wspomnianą mobilizację i ostrzeżenie go, że oznacza to – co oczywiste – eskalację w trwającej wojnie i zostanie potępione przez Zachód.
Mobilizacja ponad siły Rosji?
W powodzenie mobilizacji Rosji nie wierzą wszelako sami Rosjanie. Zbrodniarz wojenny, minister obrony quasi-państwa tzw. Donieckiej Republiki Ludowej, obecnie więzień jednej z rosyjskich kolonii karnych, Igor Girkin vel Striełkow uważa, że nie odmieni ona oblicza wojny, ponieważ Ukraina ma przewagę technologiczno-organizacyjną w konflikcie zbrojnym. Z kolei Andriej Gurulew, były wojskowy i deputowany do Dumy Państwowej uważa, że wysłanie „mobików” na front spowoduje tylko większe straty bo zabiją ich drony. „Głównym i najbardziej przerażającym powodem tego są wrogie drony. Wróg dosłownie zasypał dronami linię frontu i bezpośrednie zaplecze. W rezultacie nasze grupy szturmowe nie mogą nawet podnieść głowy, nie mówiąc już o ataku” – pisał na Telegramie.
Jeżeli pojawia się temat mobilizacji to nasuwa się pytanie: gdzie Putin użyje tych żołnierzy? Dysponuje on kilkoma korpusami wojskowych: kontraktnikami (żołnierzami, którzy podpisali kontrakty na tzw. Specjalną Operację Wojskową) – stanowią oni tzw. mięso armatnie w walce przeciw Ukrainie, żołnierzami zawodowymi (którzy są rdzeniem rosyjskiej armii i są trzymani w drugiej i trzeciej linii), poborowymi (których regularnie szkoli się w Rosji, a następnie zamienia w rezerwistów, których można zmobilizować).
Za najbardziej prawdopodobne uznaje się użycie „mobików” na Ukrainie, w drugiej kolejności wymienia się prowokacje wobec Sojuszu Północnoatlantyckiego np. atak pod fałszywą flagą przeciw Państwom Bałtyckim (gdzie z uwagi na rosyjską diasporę nie można wykluczyć scenariusza z Donbasu z 2014 r.). Przy czym „mobikami” raczej Moskwa chce uzupełniać braki, a nie prowadzić główną oś natarcia, bo są to żołnierze niedoświadczeni, z brakami w wyszkoleniu i pewnymi brakami w uzbrojeniu i wyposażeniu.
Bez względu na to czego dotyczyła wizyta szefa CIA w Moskwie najbardziej pożądanym scenariuszem byłby ten, w którym przynosi ona przełom w wojnie rosyjsko-ukraińskiej, ale na korzyść zawarcia rozejmu. Władimir Putin jednak wielokrotnie dał dowód na to, że na pokoju mu nie zależy.


