Zawsze, kiedy widzę nowy odcinkowy pomiar prędkości (a ostatnio mam wrażenie, że przybywa ich szybciej niż punktów do ładowania samochodów elektrycznych), przypomina mi się ta sama historia.
Był 2023 rok, a ja jechałem z Warszawy do Małopolski. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że odcinkowy pomiar prędkości na wysokości miejscowości Białobrzegi – otwarty dosłownie miesiąc wcześniej – jest tak długi.
To był najdłuższy odcinkowy pomiar prędkości w Polsce
Pamiętam, że podczas jazdy sam nabrałem wątpliwości. Bo minąłem znak, który pokazywał początek odcinka pomiarowego i... nic. Jakby nie było zakończenia. Wielu kierowcom puszczały nerwy albo wręcz uważali, że przecież ten odcinek już MUSIAŁ się skończyć. Ciekawe, ilu z nich dostało mandat.
Pewnie kilku z nich na pewno, bo potem po mediach fruwała informacja, zgodnie z którą na odcinkowym pomiarze prędkości od węzła Białobrzegi Północ do miejscowości Nowy Gózd przez pierwszy miesiąc pracy systemu wpadło aż 9 tys. kierowców. Tyle mandatów skierowano do podróżujących tą drogą.
To był jednak dopiero początek, wtedy odcinkowe pomiary prędkości były w Polsce jeszcze nieszczególnie znane. Nie to, co teraz – teraz odpalane są dosłownie co tydzień. Wyżej wspomniałem o nowym odcinkowym pomiarze prędkości na S7, a przecież kilka dni temu uruchomiono na autostradzie A2 między węzłami Koło i Dąbie kolejny system kontroli prędkości. Ma on 15,2 km i jest najdłuższy w Polsce.
Robert Kubica w Kanale Zero. Mówił o powrocie do F1, tragicznym wypadku i walce o zdrowie
Dla mnie to jest rewolucja. Przez lata naczytałem się (i naoglądałem się na żywo) tyle o bezkarnych kierowcach na drogach szybkiego ruchu. Wiadomo – policja czai się w krzakach na drogach krajowych i łapie pechowców, którzy z górki nie zdążyli wyhamować, a na ekspresówkach i autostradach hulaj dusza, piekła nie ma.
Wygląda na to, że jednak jest.
Patrole nie pojawiły się masowo na drogach szybkiego ruchu, ale tak po prawdzie – przy tym natężeniu ruchu w Polsce to nigdy nie miało sensu. A poza tym wiadomo – ilu kierowców na autostradzie może zatrzymać patrol podczas np. godziny? Trzeba najpierw delikwenta namierzyć, potem zebrać materiał na wideorejestratorze, następnie go zatrzymać, zjechać w bezpieczne miejsce (przypominam, to droga szybkiego ruchu), pokazać materiał dowodowy, wlepić mandat. Zmęczyłem się pisząc to, a jeszcze nie wiemy, czy delikwent ten mandat przyjmie.
Odcinkowe pomiary prędkości są po prostu skuteczniejsze. Raz, że lepiej wyłapują wariatów. Dwa, że dobrze wpływają na ogół kierowców, który zwyczajowo od razu wciska nogę w pedał gazu po minięciu „zwykłego” fotoradaru czy patrolu drogówki.
Celebryci wożący dzieci do szkoły robią, co chcą. Nie przeszkadzaj, bo wezwą policję
Doceniam te odcinkowe pomiary prędkości tym bardziej, że pochodzę z Lubelszczyzny. I proszę państwa, kto nie jechał na wschód starą siedemnastką, ten nie zna motoryzacyjnego życia. Wyprzedzanie „na trzeciego” (to była dość szeroka droga z poboczami), slalom osobowych busów z Warszawy do Lublina, wieczne wariactwo sfrustrowanych kierowców, którzy odstali pół godziny w korku przed słynnym w tej części Polski rondem w Kołbieli.
Tam nie dało się jeździć z godnością. Z przykrością stwierdzam też, że nawet po wybudowaniu S-17 ten klimat tam został. Ale są miejsca, gdzie już go nie ma. To na przykład obwodnica Garwolina. Zgadnijcie, co tam uruchomiono zimą.
Odcinkowych pomiarów prędkości będzie więcej
A teraz najlepsze – CANARD tak się rozkręcił w stawianiu odcinkowych pomiarów prędkości, ze niedługo naprawdę nasze drogi będą nie do poznania. Już teraz w Polsce jest ok. 100 takich miejsc, gdzie funkcjonują odcinkowe pomiary prędkości, i będzie ich szybko przybywać.
Finalnie w Polsce objętych kontrolą ma być ok. 400 km tras. To naprawdę solidny wynik, chociaż ja bym się na nim i tak nie zatrzymywał, bo w naszym kraju już teraz jest ok. 5 tys. km dróg szybkiego ruchu.
A tymczasem życzę każdemu spokojnego powrotu po świętach do domu. Będzie spokojny chociaż tam, gdzie działają odcinkowe pomiary prędkości.

