Dołącz do dyskusji! 1 komentarz
Reklama
Robert Kubica jest gościem Kanału Zero. Krzysztof Stanowski porozmawia z kierowcą AF Corse o jego wyścigowej karierze.

– Wcześniej też były różnice prędkości, ale kierowca mógł je wyczuć – komentuje zmiany w F1 gość Kanału Zero, wskazując na możliwe problemy wynikające z aktualnego podziału mocy mechanicznej i elektrycznej w bolidach.
Kubica przyznaje, że ma obawy wobec deszczowych wyścigów po zmianach regulacji w F1. – Narażamy kierowców na bardzo niepotrzebne niebezpieczeństwo – mówi, wskazując na ostatni wypadek Olivera Bearmana podczas GP Japonii.
– Kiedyś myślałem, jak już nie startowałem, że jak nie będę mógł jeździć, to pójdę na studia, zostanę inżynierem i wygram mistrzostwo F1 jako inżynier. Według mnie to byłoby bardzo dobre połączenie. Wiem, jak ktoś się czuje jako kierowca – zdradza Kubica.
Kubica opowiada, jak wygląda jazda w deszczu. – Nie opłaca się patrzeć na wprost, bo tam nic nie zobaczysz. Bardziej opłaca się patrzeć w bok – zdradza.
– Potrafię się cieszyć bardziej ze zrobienia dobrego czasu na rowerze, bo pobiłem swojego kumpla, niż skończenie na podium w wyścigu długodystansowym. Jedno to pasja, drugie to praca – mówi Kubica.
Tuż po wygranej w Kanadzie Kubica zamiast świętować poleciał na testy do Barcelony. – Kiedy twoje życie zmienia drogę i uświadamiasz sobie, że to mogło być jedyne zwycięstwo, to zaczynasz to analizować. Obiecałem sobie wtedy, że jak wygram coś innego, to nie zrobię tak samo. Zdarzyło się to w zeszłym roku. I co? Zrobiłem tak samo – mówi.
Kubica przyznaje, że nie umie się cieszyć z sukcesu. – Wygrałem w Kanadzie. Podchodzi do mnie Jean Alesi, były kierowca Ferrari, gratuluje i mówi: tylko nie zrób tak jak ja. Nie zrozumiałem o co mu chodziło. Mój menadżer mi wytłumaczył, że Jean wygrał jeden wyścig i to w Kanadzie. To utkwiło w mojej głowie – wspomina.
Stanowski pyta o największą fanaberię zakupową Kubicy. – Kupiłem ostatnio auto, które mnie najbardziej cieszy, choć nie jest najdroższe. Mitsubishi Evo VI. Cofa mnie do czasów, kiedy byłem młodym chłopakiem. Mam wiele droższych aut, o których marzy wielu, ale nimi nie jeżdżę. Tym owszem – zdradza.
Kubica: Prowadzę normalne życie. Mam to szczęście, że idę do marketu i nie patrzę na ceny, ale nie lubię wydawać pieniędzy.
– Definiujesz drugie miejsce jako porażkę? – pyta Stanowski. – Tak, zdecydowanie – odpowiada Kubica.
– Po wypadku stałem się bardziej emocjonalny. Wcześniej byłem jak robot. Emocje są fajne. I pozytywne, i negatywne – mówi Kubica.
Gość Kanału Zero przyznaje, że jego największym sukcesem było to, że wrócił do F1. – To był trudny rok, czasem podchodzący pod koszmar, ale emocji, które czułem, stając na polu startowym w Australii, nic nie może przebić – wspomina.
– Moje życie potoczyło się inaczej. Nie wiem, co by było, gdyby nie było wypadku. Może byłoby lepiej, może gorzej – mówi Kubica.
Kubica wraca do kontraktu z Ferrari. – To była ostatnia rana, która krwawiła – mówi.
– Bycie kierowcą to nie jest tylko naciskanie gazu. To dużo bardziej techniczny sport, niż wielu się wydaje – podkreśla Kubica.
Kubica: To miał być mój ostatni rajd. Dwa miesiące wcześniej podpisałem umowę z Ferrari, która zabraniała mi rajdów.
– Mało osób rozumie, dlaczego wróciłem do rajdów. Ja nie próbowałem swoich sił, ja szukałem alternatywy i przewagi nad innymi kierowcami – mówi Kubica.
Kubica mówi, że pierwszy raz po wypadku za kierownicę wsiadł w sierpniu 2011 r., kiedy jeszcze poruszał się na wózku. – To było auto rajdowe, które miałem w swoim garażu. Miało zmiany biegów przy kierownicy. Nie mogłem chodzić, kierowałem jedną ręką – opowiada.
– Wsiadłem za kierownicę dużo wcześniej, niż ludzie się dowiedzieli. Jechałem na tor o 5 rano. Nie dlatego, że się wstydziłem, ale dlatego, że potrzebowałem ciszy. Nie potrzebowałem kolejnych artykułów i kolejnych spekulacji – zdradza.
Kubica: Momentem zwrotnym było, kiedy wsiadłem za kierownicę. Wtedy dużo zrozumiałem, zrobiłem rehabilitację dla swojego mózgu.
– Bardzo szybko zrozumiałem, że priorytetem dla mnie nie jest wrócenie do kręcenia kierownicą, a do tego, żebym mógł sam zjeść. Kiedy leżysz i nawet sam nie możesz wziąć widelca, to mimo tego, że kochasz jazdę, to to jest priorytet – mówi.
– Wypadek w 2011 r. zmienił moje życie w diametralny sposób. Osoby, które mówią o takich chwilach, że idą dalej, że to nie ma wpływu, wmawiają to sobie. Też tak czasami myślę, ale prawda jest taka, że gdybym mógł cofnąć czas, to bym to zrobił – mówi. – Wiem co się stało, mam nagranie, ale nie pamiętam wypadku – dodaje.
Kubica o serialu „Drive to survive” Netflixa: Jest koloryzowany. Oglądałem siedem minut.
Kierowca mówi o kontaktach z mediami i swoim wizerunku „gbura”. – Czasami ludzie wchodzą do twojego ogródka. Byłem dostępny, ile tylko musiałem – komentuje.
Kubica komentuje, że świat motorsportu w Polsce jest bardzo mały. – Niestety zamiast sobie pomagać, to każdy jest trochę zazdrosny. Ja się wychowałem za granicą, więc mnie to nieco ominęło. Poczułem to, kiedy wszedłem do F1 – mówi.
– Był czas, że dlatego, że jestem Polakiem, kibice myśleli, że jestem ich własnością. To tak nie działa nigdzie na świecie. Ale jest coś takiego w naszym kraju – mówi Kubica. – To teraz trochę przeżywa Iga Świątek – komentuje Stanowski.
