Reklama
Kraj

Przeciąganie liny w episkopacie. Prace komisji ws. nadużyć znów się opóźniają

Konferencja Episkopatu Polski miała wybrać przewodniczącego ogólnopolskiej komisji da nadużyć. Miała, ale z wczorajszego zebrania biskupi rozjechali się do domów bez decyzji. A to oznacza, że początek prac opóźni się nawet o pół roku. Trudno nie zauważyć, że polscy biskupi są mocno podzieleni w kwestii zbadania skali zjawiska wykorzystywania seksualnego w Kościele – pisze Wojciech Teister.

Wojciech Teister
Opinia autorstwa: Wojciech Teister
Dzisiaj 05:59
6 min
Konferencja Episkopatu Polski nie wybrała jeszcze przewodniczącego komisji ds. wyjaśnienia przypadków pedofilii. Na zdj. abp Wiesław Śmigiel, abp Tadeusz Wojda SAC i bp Artur Ważny. (fot. Artur Reszko / PAP)
TYLKO NA

Kiedy podczas marcowego zebrania Konferencji Episkopatu Polski (czyli biskupów ordynariuszy i biskupów pomocniczych) ogłoszono powołanie do życia ogólnopolskiej komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele katolickim w Polsce, wydawało się, że wreszcie coś w tej sprawie ruszyło. Wreszcie, bo o potrzebie rzetelnej analizy tego problemu przez niezależną komisję mówi się już od lat.

W międzyczasie w niektórych państwach (jak choćby we Francji) podobne komisje zakończyły już prace, a wobec braku działań ogólnopolskich także w niektórych polskich diecezjach biskupi powołali podobne komisje, tyle, że działające na poziomie lokalnym.

Przewodniczącego jak nie było, tak nie ma 

Chociaż marcowe rozstrzygnięcia dalekie były od ideału (proponowany i na szczęście odrzucony regulamin komisji nie gwarantował jej niezależności, o czym więcej mówił w wywiadzie z Zero.pl bp. Artur Ważny), to zgodnie z zapowiedziami niektórych hierarchów na kolejnym czerwcowym zebraniu KEP, biskupi mieli wybrać przewodniczącego komisji. Mieli, bo w czasie zakończonych właśnie trzydniowych obrad w Łomży co prawda na sprawy związane z komisją czas znaleziono, ale przewodniczącego jak nie było, tak nie ma.

 

Reklama
Reklama

Już wcześniej z kuluarów docierały informacje, że poszukiwanie kandydata, który zgodziłby się wziąć na siebie odpowiedzialność w sytuacji, w której nie są jeszcze znane ramy i zasady funkcjonowania komisji, idzie jak po grudzie, a lasu rąk chętnych do pracy w zespole nie widać.

Czytaj także: Kard. Krajewski do ofiar pedofilii w Kościele: „Proszę, niech się zgłaszają”

Z wywiadu udzielonego we wtorek Katolickiej Agencji Informacyjnej przez prymasa abpa Wojciecha Polaka wynika co prawda, że udało mu się znaleźć osobę gotową podjąć to wyzwanie, ale prymas nie może jak na razie podać jej nazwiska, „ponieważ zgodnie ze statutem Komisji kandydatura ta musi zostać przez Przewodniczącego KEP przedstawiona najpierw Radzie Stałej KEP, następnie wymaga akceptacji Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich oraz Konferencji Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych” i „dopiero później kandydat zostanie zaprezentowany biskupom podczas zebrania plenarnego”.

Start prac komisji opóźni się o wiele miesięcy

To wszystko oznacza, że rozpoczęcie prac komisji ds. zbadania nadużyć oddala się co najmniej o kolejne, długie miesiące.
 
Dlaczego? Biskupi spotykają się na zebraniach plenarnych co kwartał, a wyżsi przełożeni zakonni dwa razy w roku. Najbliższe spotkanie planowane jest na jesień. Oznacza to długotrwały proces, w którym potencjalny przewodniczący zostanie zaprezentowany zgromadzeniu biskupów najwcześniej pod koniec roku. I dopiero wtedy może zostać formalnie powołany przez KEP. Albo i nie.
 
Jeśli zostanie zaakceptowany i prace komisji ruszą, konieczne będzie stworzenie skomplikowanej metodologii, bo trudno wyobrazić sobie, by złożona z kilku czy nawet kilkunastu osób komisja była w stanie przeanalizować w sensownych ramach czasowych archiwa ponad 40 diecezji, sięgając aż do roku 1945. W dodatku komisja będzie musiała podpisywać oddzielne porozumienia o współpracy z każdą z diecezji czy zakonów. Właśnie nad roboczą wersją takiego porozumienia pracowali biskupi w ostatnich dniach w Łomży i – zgodnie ze słowami prymasa – udało się osiągnąć w tej sprawie szeroki konsensus. Co to oznacza w praktyce? Że najwyraźniej sprawa pełnego, nieskrępowanego i niezależnego dostępu komisji do kościelnych archiwów nadal jest kwestią sporu wewnątrz episkopatu.

Reklama
Reklama

To, co dzieje się w sprawie komisji przypomina strajk włoski

Mówiąc krótko, umiarkowany optymizm, jaki pojawił się po marcowej informacji o powołaniu komisji, został właśnie drastycznie przygaszony, bo to, co dzieje się obecnie w tej sprawie, przypomina bardziej strajk włoski niż deklarowaną w dokumencie powołującym komisję „gotowość zrobienia kolejnego kroku w kierunku pełniejszego oczyszczenia”.
Byłoby oczywiście nieuczciwe, gdyby na listę strajkujących zapisać cały episkopat. Mamy przecież diecezje, gdzie proces oczyszczenia nie tylko przebiega sprawnie, ale już widać jego pierwsze efekty.

Świetnym przykładem może być choćby diecezja sosnowiecka, ale komisja pracuje też m.in. w Łodzi, a wkrótce mają ruszyć prace w Krakowie czy Częstochowie. W Sosnowcu transparentna praca komisji i otwarta postawa biskupa spotyka się z bardzo dobrym odbiorem diecezjan. Od wielu lat w polskim Kościele działa też Fundacja św. Józefa, która nie tylko prowadzi działania prewencyjne, ale też niesie konkretne wsparcie dla osób skrzywdzonych.

Tyle tylko, że nawet na przykładzie tej fundacji widać, jak różne podejście do problemu wykorzystywania seksualnego w Kościele mają polscy hierarchowie. Fundacja jest bowiem finansowana z obowiązkowych składek biskupów i księży. Każdy biskup jest zobowiązany do przekazania na jej funkcjonowanie kwoty 2000 zł rocznie, a każdy ksiądz – 150 zł. Składki są zbierane najpierw w ramach diecezji, a następnie cała pula jest przekazywana przez każdą z diecezji na konto Fundacji. Choć właściwie „każdą” nie jest tutaj odpowiednim słowem. Bo, jak zwracała uwagę w marcu prezes Fundacji św. Józefa Magdalena Bogdan, wpłaty te systematycznie maleją. W praktyce bowiem nie każda diecezja wywiązuje się z tego zobowiązania, a te, które wpłacają pełną składkę można policzyć na palcach jednej ręki. A to właśnie Fundacja św. Józefa zgodnie z przyjętymi przez KEP dokumentami ma wziąć na siebie koszty pracy rodzącej się w bólach ogólnopolskiej komisji.

Reklama
Reklama

Czytaj też: Biskup Ważny o skandalach w Kościele: To nie jest czas na odwracanie oczu i obronę instytucji

W dniu, w którym za oceanem rozpoczyna się mundial nie sposób więc nie odnieść wrażenia, że w drużynie polskiego episkopatu, choć nie brakuje takich, którzy chcieliby zagrać piękny, ofensywny football, wciąż większa wydaje się grupa zawodników preferujących taktykę murowania bramki i gry na czas. Tyle tylko, że w ten sposób turniejów się nie wygrywa.

Źródło: Zero.pl
Wojciech Teister
Wojciech TeisterKierownik działu nauka w tygodniku „Gość Niedzielny”, dziennikarz i publicysta „Gościa Niedzielnego”, portalu Gosc.pl i felietonista magazynu „Historia Kościoła”. Publikował także m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Aletei”, „NaTemat.pl” - autor zewnętrzny