Reklama

Kardynał Konrad Krajewski: Papież Franciszek mówił, że konto jest dobre, gdy jest puste

Reklama
TYLKO NA

Papież Franciszek kiedyś mnie ostrzegł: Jeśli te pieniądze nie pójdą na biednych, będziesz się smażył w piekle – mówi kardynał Konrad Krajewski. Po ponad trzech dekadach w Watykanie zostanie arcybiskupem w rodzinnym mieście – Łodzi. W rozmowie z Zero.pl opowiada o życiu Ewangelią w czasach wojny, pieniądzach i biedzie oraz o tym, jak doświadczenie watykańskiego Robin Hooda wykorzysta w nowej roli.

zrzut-ekranu-2026-03-19-o-14-49-15
Kard. Krajewski o Ukrainie: Zazwyczaj po prostu wspólnie płakaliśmy. Bo co więcej można powiedzieć? (fot. Giulio Origlia, Wally, McNamee/CORBIS, ZUMA, ABACA, Franco Origlia / Getty Images / Newspix)

Krzysztof Zimoch, portal Zero.pl: Po 28 latach zamienia ksiądz kardynał słoneczny Rzym na postindustrialną Łódź. Tak po ludzku – to trudna zmiana?


Reklama

Kard. Konrad Krajewski, arcybiskup metropolita łódzki – nominat, wcześniej jałmużnik papieski: Wyjechałem z Łodzi 32 lata temu – najpierw na studia, a następnie do pracy w Rzymie, bo taka była potrzeba. Ale do Łodzi ciągle wracałem: na pielgrzymki, na spotkania oazowe, diecezjalne uroczystości. Nigdy przez te 32 lata nie spędziłem wakacji poza Polską. Chociaż miałem paszport dyplomatyczny i bez wizy mogłem jeździć po całym świecie, byłem ciągle w Polsce, zwłaszcza w górach, bo tam odbywały się oazy.

Do Rzymu pojechałem jako ksiądz z Łodzi, wypożyczony tylko na 3 lata do Jana Pawła II, którego stan zdrowia się pogarszał i który potrzebował ceremoniarza mówiącego po polsku. Moja umowa miała obowiązywać do Roku Jubileuszowego 2000, ale potem zostałem ceremoniarzem już na stałe i tak ten powrót przeciągnął się do 2026 r.

Ale tak naprawdę, cały czas byłem w Łodzi. Dlatego dla mnie ten powrót nie jest aż tak trudny – wręcz przeciwnie, z wielką radością przyjeżdżam do mojego kochanego miasta. Bardzo często, jak mi było ciężko, śpiewałem sobie „Walczyk o Łodzi”: Pięknych miast jest co niemiara:/Berlin, Praga, Paryż, Rzym./A nas Łódź urzekła szara,/Łódzkich fabryk dym. 


Reklama

 


Reklama

W końcu ta piosenka o Łodzi staje się rzeczywistością. Wracam do siebie. Pewnie, że to jest inna Łódź niż ta, z której wyjeżdżałem, ale może to tym lepiej, bo ja też jestem inny.

Jaki?

Jestem po przeżyciach związanych ze śmiercią Jana Pawła II, po całym pontyfikacie Benedykta XVI, potem papieża Franciszka. Teraz, przez kilka miesięcy, pracowałem z papieżem Leonem.


Reklama

Po takich doświadczeniach – powrót do Łodzi to degradacja?


Reklama

Każdy może myśleć, co chce, jesteśmy ludźmi wolnymi. Uważam, że to, co mnie spotkało w Rzymie, i to, co mnie spotyka teraz, jest piękne. To, czego się nauczyłem w Kościele powszechnym, mogę teraz realizować w Kościele lokalnym, a Kościół powszechny, można powiedzieć, zbudowany jest na Kościołach lokalnych. Kiedyś Matka Teresa powiedziała, że morze składa się z kropel. Jeśli te krople są piękne, przezroczyste, to i morze jest czyste. Wracam do swojego miasta i chciałbym razem z mieszkańcami naszej archidiecezji być jak ta kropla – po prostu pięknym i poddać się Panu Bogu.

Rola papieskiego jałmużnika: na czym polega? 

Pełnił ksiądz kardynał posługę jako papieski jałmużnik. Na czym dokładnie polega ta rola?

Jałmużnik to „pogotowie interwencyjne” papieża, które dociera tam, gdzie inni nie mogą. To jest dzielenie się Miłosierdziem Bożym i przywracanie godności ludziom. Poza strukturami.


Reklama

Brzmi dość enigmatycznie.


Reklama

Dawniej rola jałmużnika ograniczała się właściwie do towarzyszenia papieżowi – gdziekolwiek się pojawił Ojciec Święty, tam był również jałmużnik i prefekt domu papieskiego. Papież Franciszek widział to jednak inaczej. Już na początku mi powiedział: „Zostaw biurko, wyjdź z Watykanu; nie chodź za mną, ja nie jestem królem, ty nie jesteś paziem. Wyjdź na ulicę – będziesz wiedział, co masz robić, kiedy będziesz pośród biednych; będziesz wiedział, jakie mają potrzeby. A jeśli tego nie zrobisz, to będziesz im pomagał na swój sposób, który wcale nie musi być dla nich pomocą”. I miał rację.

Papież Franciszek mawiał: „Funkcja jałmużnika to nie jest Caritas, gdzie od 16:00 do 18:00 można przyjść i dostać paczkę”. Papież doskonale mi to wyjaśnił. Nam się wydaje, że biedni potrzebują przede wszystkim coś zjeść. W Rzymie nikt tego nie potrzebował, tam nikt z głodu nie umarł i nie umrze.

A czego potrzebowali ubodzy w Rzymie?


Reklama

Dostępu do ubikacji, do łazienki, aby mieć gdzie się umyć. Takich miejsc w Rzymie nie ma, bo jak ktoś potrzebuje skorzystać z toalety, to idzie do baru i kupuje kawę.


Reklama

Idźmy dalej: nie mieli dokumentów. A jak człowiek nie ma dokumentów, nie będzie nigdy miał pracy, nie może wrócić do swojego kraju, nie może otworzyć konta, nie może wynająć mieszkania. Proszę zobaczyć, ile nagle pojawia się rzeczy, o których my nie wiemy.

Myślał ksiądz kardynał, jak przenieść to, co robił w Rzymie, na grunt łódzki? Tu też są ubodzy ze swoimi problemami, tylko pewnie w innej skali. W Łodzi też chciałby ksiądz kardynał zbudować publiczną łaźnię?

My mamy żyć Ewangelią, a Ewangelia w różny sposób będzie promieniowała. Inaczej w Rzymie, inaczej w Łodzi, inaczej w Palestynie, inaczej w Gazie. Jeszcze inaczej na Ukrainie. Ale to jest zawsze ta sama Ewangelia. I ja się o to nie obawiam. Papież Franciszek ciągle mówił, że jak nie wiesz, co zrobić, to pytaj się, co by zrobił Jezus.


Reklama

Czy Ewangelia powinna być ponad prawem? 11 maja 2019 r., włoskie media okrzyknęły księdza kardynała „Robin Hoodem”. Tego dnia wszedł Ksiądz Kardynał do studzienki kanalizacyjnej w Rzymie, aby przywrócić prąd w opuszczonym budynku zamieszkiwanym przez około 450 osób, w tym wielu migrantów i około 100 dzieci. Prąd odcięto z powodu ponad 300 tysięcy dolarów niezapłaconych rachunków. Technicznie rzecz biorąc, popełnił więc ksiądz kardynał przestępstwo. 


Reklama

Niech pan sobie wyobrazi matkę, która nagle orientuje się, że jej dziecko przestaje oddychać. Wsiada w samochód i ją nie obchodzi, że jest czerwone światło – po prostu próbuje jak najszybciej dostać się do szpitala. To jest wyższa konieczność. I nie wchodzi w ten sposób w konflikt z prawem.

Choć nigdy nie postawiono Księdzu Kardynałowi za ten czyn zarzutów, zerwanie plomby skrytykowały ówczesne włoskie władze.

Powinniśmy szanować prawo, bo inaczej byśmy się pozabijali. Nie chcę powiedzieć, że to prawo nas nie obowiązuje, ale bywają też takie sytuacje, kiedy trzeba kierować się racją wyższej konieczności. Koniecznością miłości. Ja kilka razy w taki sposób działałem. Choćby na Ukrainie, kiedy ostrzeliwali nasz konwój humanitarny w Zaporożu. W takich chwilach prawo działa zupełnie inaczej.


Reklama

Misja na Ukrainie. „Wspólnie płakaliśmy”

Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę zorganizował Ksiądz Kardynał jako jałmużnik papieski 10 misji humanitarnych, pomagając ludności dotkniętej wojną. Osobiście przywiózł też Ksiądz Kardynał osiem karetek i pojazdów wyposażonych do natychmiastowej pomocy. Jakie wspomnienia pozostały z tych wyjazdów?


Reklama

Któregoś razu jechałem karetką do Charkowa. Wiozłem mnóstwo pieniędzy i leków. Przekraczałem granicę polsko-ukraińską na rejestracjach dyplomatycznych, z paszportem dyplomatycznym, czyli nie stałem w kolejce i nie można mnie było skontrolować. Kobieta pracująca jako pogranicznik przyglądała mi się podejrzliwie. Po dwóch minutach oddała mi paszport, mówiąc: „Księży na granicy widzimy, biskupa może widziałam jednego. Kardynała nie widziałam w życiu, a żeby kardynał jeszcze sam prowadził samochód, to coś mi tu śmierdzi”.

Czym były dla księdza misje na Ukrainie?

Myślę, że użyte wcześniej określenie „misja humanitarna” nie do końca jest w moim przypadku trafne. Owszem, w takiej misji chodzi o pomaganie ludziom wtedy, gdy najbardziej tego potrzebują, ponieważ są w skrajnej potrzebie, często na obszarach dotkniętych konfliktami lub katastrofami, i trzeba im zapewnić jedzenie, wodę, schronienie i ochronę.


Reklama

To, co robiłem, było czystą Ewangelią. Ja tam jechałem jako wysłannik Ojca Świętego, więc rezygnowałem z obstawy, nie zabiegałem o spotkania z panem prezydentem Zełenskim, żeby sobie zrobić zdjęcie, które nic nie wnosi, oprócz tego, że znajdzie się w mediach. Brałem samochód czy karetkę i jechałem wzdłuż linii frontu, odwiedzając wszystkie parafie: grekokatolickie, rzymskokatolickie, prawosławne. Zaglądałem do tych księży, którzy tam zostali i nie ruszyli się nawet o krok, chociaż większość wiernych wyjechała. Kapłani wiedzieli, że są potrzebni dla tej garstki 40–50 osób, która zdecydowała się nie opuszczać domów.


Reklama

Zostawialiśmy tam pieniądze od Ojca Świętego. Każdemu po tysiąc dolarów. Mój samochód wypchany gotówką był dosłownie „bankiem na kółkach”, bo wtedy nic nie działało i to była jedyna możliwość, by pomóc finansowo tym ludziom. Dla nich ktoś, kto przyjechał z Watykanu, robiąc 5 tys. kilometrów za kółkiem, nie musi nic mówić.

Zazwyczaj po prostu wspólnie płakaliśmy. Bo co więcej można powiedzieć? W takich chwilach liczy się po prostu obecność. Tam słowa nic nie dają. Zresztą, jak ktoś ma zburzony dom i jedyne co się uchowało to kuchnia i komin, to nawet tysiąc dolarów od papieża jest kroplą w morzu potrzeb. To nie są pieniądze, które pozwolą człowiekowi odbudować dom.

Pieniądze za 150 tys. błogosławieństw rocznie  

Czy budżet jakim dysponuje jałmużnik jest ustalany z góry na dany rok?


Reklama

Nie, nie ma czegoś takiego.


Reklama

To jakimi pieniędzmi sprawujący tę funkcję dysponuje?

Nieprawdopodobnymi…

To znaczy?


Reklama

Część pieniędzy gwarantują nam tak zwane „pergaminy”, czyli błogosławieństwa Ojca Świętego na każdą okazję życia religijnego: chrzest, pierwsza komunia, bierzmowanie, ślub. Takich błogosławieństw robiliśmy po 150 tys. rocznie. Wszystkie pieniądze, które wpływały jako ofiary, szły na biednych.


Reklama

To, lekko licząc, kilka milionów euro. Absolutnie wszystkie?

Papież Franciszek kiedyś mnie ostrzegł: „Jeśli te pieniądze nie pójdą na biednych, będziesz się smażył w piekle”. Taki był. Taka była jego mądrość. Dostałem konkretne wskazania: jałmużnik ma jechać sam, ma sam prowadzić samochód, ma być osobiście w miejscach, gdzie jest potrzebny. I jeszcze Ojciec Święty dodawał: „To dużo kilometrów, prawda? Zobacz, ile masz czasu na medytację i modlitwę po drodze”.


Reklama

Kiedy ludzie zobaczyli, co robimy, zaczęli wysyłać papieżowi niesamowite ilości pieniędzy, którymi potem dysponował jałmużnik. A zadaniem jałmużnika było wyczyścić to konto. Papież mówił, że konto jest dobre, gdy jest puste, bo to znaczy, że wtedy pieniądze pracują. Dzięki takiej filozofii pomogliśmy wielu ludziom. Jeśli te pieniądze będą zalegały w banku, blokując konto, nawet przynosząc jakiś tam dochód, to "jesteś, Konrad, poza Ewangelią” mówił mi Franciszek. „Wtedy przeniosę cię do stanu świeckiego i możesz sobie zostać dyrektorem banku”.

Temat finansów kościelnych często się przewija w dyskusjach medialnych. Kościół jest bogatą instytucją?

Ja myślę, że pieniądze nigdy nie są złe. Tylko zależy, do czego się ich używa. Kiedyś Ojciec Święty wysłał mnie do Portugalii, żeby tam odczytać w jego imieniu Akt Poświęcenia Rosji i Ukrainy Niepokalanemu Sercu Maryi. Pamiętam, że przyjechałem wtedy z Ukrainy. Papież do mnie dzwoni i mówi: – Słuchaj, jutro byś pojechał, odczytał ten Akt, a ja to samo zrobię w Bazylice św. Piotra. Zrobimy to jednocześnie. Wyślę ci zaraz na bilet samolotowy.

Ja mówię: Ojcze Święty, ale przecież ja mam pieniądze, kupię sobie bilet. – A zorientowałeś się, że to są pieniądze Kościoła, a nie twoje?.


Reklama

Zatem tak bym Panu odpowiedział: jeśli Kościół ma pieniądze, a ma, to nie dla siebie. A jeśli trzyma je dla siebie, to nie jest to Kościół Chrystusowy. Myślę, że Jezus by się w nim nie odnalazł.


Reklama

Dlaczego papież Franciszek nie potępił Putina? 

Franciszek wysyłał swojego Robin Hooda, Prefekta ds. Posługi Miłosierdzia na Ukrainę wiele razy, by nieść pomoc humanitarną i symbolicznie wyrazić solidarność z narodem ukraińskim. A jednak papież, choć otwarcie potępiał wojnę, to unikał wskazywania Rosji i Władimira Putina jako agresora. Czy ma ksiądz kardynał wrażenie, że był w swojej pracy posłannikiem tego, czego Ojciec Święty nie mógł lub nie chciał nazywać wprost?

Papież miał swój sposób widzenia tego. Uważał, że pojedzie na Ukrainę, jeśli jego wizyta coś zmieni. Ukrainę odwiedzili prawie wszyscy przywódcy wspólnoty europejskiej. Wszyscy robili sobie tam zdjęcia. Było przy tym wiele szumu. Mnóstwo pieniędzy wydawano na te wyjazdy, bo przejazd odbywał się pociągami chronionymi. Ja też jeździłem pociągami, ale sam, wśród innych zwykłych ludzi. Przyjazd prezydentów, premierów odbywał się przy udziale służb, wojska. I co to zmieniło?

Chodzi mi o to, że zabrakło jawnego potępienia działań rosyjskich z ust Franciszka.


Reklama

Zaczął się piąty rok wojny i do tej pory te wizyty nic nie zmieniły. Wszyscy wiemy, kto jest najeźdźcą. A papież powiedział, że może pojechać i do Rosji, i na Ukrainę, jeśli będzie potrzeba. Jeśli jednak jego wizyta nie miałaby czegokolwiek zmienić, to wyśle jałmużnika. Mógł wysłać listy, mógł wysłać pozdrowienia, zapewnienie o modlitwie. A skierował na misję swojego najbliższego współpracownika. Myślę, że tym samym dał jasny sygnał.


Reklama

"Papież miał swój sposób widzenia tego. Uważał, że pojedzie na Ukrainę, jeśli jego wizyta coś zmieni" - mówi Zero.pl kardynał Konrad Krajewski. (fot. Archidiecezja Łódzka)

„Poprosiłem o klucze do katedry i konfesjonał” 

Wracając do nowej posługi w Łodzi – gdy zostawał Ksiądz Kardynał jałmużnikiem, nie dostał ani biurka, ani kierowcy, ani sekretarza.

Rzeczywiście, jak ktoś obejmuje jakąkolwiek funkcję, to raczej dostaje listę tego, co będzie miał: służbowe mieszkanie, samochód, biurko, komputer, pensję. Papież zrobił mi podobną listę rzeczy, których ja mieć nie będę. Powiedział: – Masz sam jeździć. Nie będziesz miał żadnych sióstr w domu, bo biedni nie mają. Masz wyjść na ulicę.


Reklama

Teraz się to chyba troszkę zmieni.


Reklama

Myślę, że się nie zmieni, bo siostry jadwiżanki, które mieszkają w łódzkim domu biskupim, zajmują się katechumenatem, czyli przygotowaniem do chrztu osób dorosłych. One więc pracują, że tak powiem, na zewnątrz.

A nie ma Ksiądz Kardynał poczucia, że musi się trochę na nowo zinstytucjonalizować jako metropolita? W tej roli będzie więcej odpowiedzialności administracyjnej.

Po nominacji od papieża Leona XIV, już na pierwszym spotkaniu z pracownikami kurii powiedziałem, jak widzę swoją nową rolę. To mogę powiedzieć publicznie: pierwszą rzeczą, o jaką poprosiłem, były klucze do łódzkiej katedry.


Reklama

Dlaczego?


Reklama

Chcę mieć klucze, abym mógł wejść do katedry wtedy, kiedy będę potrzebował pójść i położyć się krzyżem przed tabernakulum. Proboszcz się zdziwił, ale obiecał mi, że będę miał własny komplet kluczy. Poprosiłem też o konfesjonał w katedrze, żebym miał swoje miejsce, w którym będę spowiadał, gdy tylko będę miał wolne. Przecież biskup jest pierwszym, który ma celebrować sakrament pokuty i miłosierdzia Bożego, musi to miłosierdzie rozdawać.

Będzie informacja, kiedy arcybiskup spowiada w katedrze?

Tak, oczywiście. Każdy, kto będzie chciał się wyspowiadać u biskupa, będzie miał taką możliwość. Postanowiłem też, że jeśli tylko będę w Łodzi i pozwolą mi na to inne obowiązki w Polsce, codziennie o 7:00 rano będę odprawiał Mszę świętą wraz ze współpracownikami. Za każdym razem będę wygłaszał dwuminutową homilię, więc nikt nie musi się obawiać, że przeze mnie nie zdąży do pracy.


Reklama

Robiłem to całe życie w Rzymie. Spowiadałem przez cały czas w kościele św. Ducha i zawsze odprawiałem publicznie Mszę Świętą. To jest bagaż doświadczeń, który przywożę z Rzymu, i chciałbym przenieść to na grunt łódzki. Mówił pan o instytucjonalizacji mojej pracy. To jest akurat najmniejszy problem. Jeśli instytucja i administracja miałyby być ważniejsze od sakramentów, to znaczy, że przegraliśmy wszystko.


Reklama

Trzeba ludziom przypominać, że Kościół to coś więcej niż organizacja charytatywna?

Akurat osobiście uważam, że świeckie organizacje charytatywne działają lepiej od nas. Tyle że my robimy to ze względu na Jezusa. Podam taki przykład. Kiedyś przez cały dzień tak się napracowałem, że ledwo przyszedłem do domu, a wieczorem przed 21:00 zadzwonił papież Franciszek i mówi: – Przyjdź, bo mam sprawę. No to poszedłem do Ojca Świętego i taki naładowany zacząłem mówić: Ojcze Święty, dzisiaj tyle dobrego zrobiłem, tylu ludziom pomogliśmy, tyle pieniędzy wydaliśmy. I tak dalej. A papież spytał: – A byłeś dzisiaj przed Najświętszym Sakramentem? A modliłeś się? Bo jeśli nie, to jesteś pracownikiem socjalnym. Nie jesteś księdzem.

Jak będzie Ksiądz Kardynał zachęcał wiernych, żeby pomagali potrzebującym?


Reklama

Przykładem. Będę pierwszym, który będzie chciał pomagać.


Reklama

Otwarty Kościół dla każdego?

Oczywiście. Nie ma innego. Nie ma zamkniętego Kościoła. Na pożegnanie z wiernymi w Łodzi kardynał Grzegorz Ryś powiedział: nie wierzcie nikomu, kto wam mówi, że jesteście trudnym Kościołem. To jest bzdura. Jesteście przepięknym Kościołem.

No właśnie, ale w kontekście Łodzi nawet statystyki pokazują, że ten „efekt Rysia”, jak niektórzy nazywają pozytywny wpływ poprzedniego metropolity, jest dostrzegalny. Łódzka diecezja nie jest już tą najmniej religijną w kraju. Według przedstawionych w grudniu danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego za rok 2024 frekwencja na Mszach wciąż jest niska (18,64 proc.), jednak rośnie odsetek osób przystępujących do Komunii, a więc jest więcej wiernych świadomych tego, w co wierzą. Jaki ma Ksiądz Kardynał pomysł, by te dane jeszcze bardziej poprawić?


Reklama

Żyć Ewangelią.


Reklama

A konkretnie?

Żyć Ewangelią to znaczy robić to, co robił Jezus. Myśleć tak, jak myślał Jezus. Proszę zobaczyć, że takiego Kościoła uczyliśmy się przy Franciszku, tego uczył się od niego także kardynał Ryś. Papież nazywał ten Kościół szpitalem polowym, wojennym. My mamy przede wszystkim zająć się ludźmi pobitymi, rannymi, tymi, którzy są może już w trzecim związku małżeńskim. Musimy zaopiekować się ludźmi, którzy dokonali niszczących ich wyborów. Zostawić 99 owiec, które mają się dobrze, a zająć się tą jedną, która się zgubiła.


Reklama

Jak będzie pracował nowy metropolita łódzki? 

Będzie Ksiądz Kardynał chodził po kolędzie?


Reklama

Tak, oczywiście. Ale wizyty duszpasterskie będą częściej. Po ingresie [zaplanowanym na 28 marca – przyp. KZ], jak już zostanę ordynariuszem, chcę odwiedzić księży, którzy mają problemy.

To znaczy?

To znaczy księży, którzy mają problemy. Bo do nich jesteśmy posłani. Tak samo chcę pójść do chorych w szpitalach, do tych, którzy są pozbawieni pensji i dochodów. Chcę też zajrzeć do dzielnic, do których strach chodzić wieczorami. Proszę mi wierzyć, mamy w Łodzi takie dzielnice. Nie będę ich tu wymieniał, ale tam chciałbym iść „po kolędzie” w pierwszej kolejności.


Reklama

Łódź pozostaje stolicą kardynalską, w dodatku jej nowym arcybiskupem będzie jeden z najbardziej rozpoznawalnych hierarchów w kraju i na świecie. Czy ma Ksiądz Kardynał pomysł jak można tę popularność wykorzystać na przykład w próbie zjednoczenia podzielonego społeczeństwa w Polsce?


Reklama

Gdy papież Franciszek rozmawiał już z mediami, to głównie z brukowcami. Nie udzieliłby wywiadu dla „Gościa Niedzielnego” czy „Niedzieli”, tylko dla takiej gazety, której na ogół katolicy nie czytają, np. takiej, którą rozdaje się na przystankach tramwajowych lub można przeczytać w poczekalni u lekarza i w innych miejscach, gdzie znajduje się wokół dużo ludzi. Dlaczego? Bo taką prasę czytają ludzie, którzy nie mają nic wspólnego z Kościołem. Więcej, nie lubią tego Kościoła. I on tym samym docierał do tych ludzi. Franciszek kilka razy poszedł do programu w prywatnej włoskiej telewizji. Oglądało go 5 milionów widzów. Gdyby poszedł do telewizji Episkopatu, może zobaczyłoby to 300 tysięcy.

Widać jaka jest siła mediów.


Reklama

Siła mediów jest niesłychanie ważna.


Reklama

Ale Ksiądz Kardynał raczej nie był skory jako jałmużnik papieski do częstego udzielania wywiadów.

Ja tego nie unikałem, tylko moja rola była zupełnie inna. Wszyscy wiedzieli, czym się zajmowałem. Natomiast ja chciałem pozostać za kotarą. Ksiądz Twardowski napisał w jednym z wierszy, by nie zasłaniać sobą Boga. Nie zasłaniać sobą dzieł Bożych. To nie ja, to On. „Nie nam, Panie, nie nam, lecz Twemu imieniu daj chwałę” – mówi Psalmista. A ja jestem tylko po to, żeby dzieła Boże się rozwijały. Ostatnio przeczytałem u jednego amerykańskiego dziennikarza-watykanisty, który mówił o mnie: "nie podobało mi się, że nie chciał z nami rozmawiać. Ale ja wszystko wiedziałem, co on robił i dlaczego”.

Ofiary pedofilii? „Proszę, niech się zgłaszają”

Konferencja Episkopatu Polski ustanowiła 11 marca Komisję niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich przez księży. W listopadzie ubiegłego roku taką komisję na poziomie archidiecezjalnym powołał były metropolita łódzki kardynał Grzegorz Ryś. Prace mają się skupić na analizie historycznej nadużyć w latach 1945–2025, a także na dotarciu do osób skrzywdzonych. Zdążył już ksiądz kardynał poznać aktualny przebieg tych prac?


Reklama

Wiem, że ta komisja jest i pracuje. W jednym z listów pasterskich Ksiądz kardynał prosił, by takie nadużycia zgłaszać do komisji. Do dziś zgłosiła się jedna osoba. W tej komisji nie ma księży. I dobrze. Łódź wyprzedziła Episkopat z powołaniem takiej instytucji. Są plany powołania podobnej komisji w Krakowie. Nic, tylko się cieszyć, bo to oznacza, że Kościół chce się zmierzyć z tym problemem.

Jeśli są osoby, które do tej pory nie miały odwagi, a spotkało je coś złego – proszę, niech się zgłaszają, niech przychodzą. Zajmiemy się nimi. A kwestie prawne i sprawy sądowe trzeba pozostawić tym, którzy są do tego powołani.

Z jednej strony wraca Ksiądz Kardynał do rodzinnej Łodzi, do swoich. A z drugiej strony jak jest u ewangelisty św. Marka napisane:Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”? Nie obawia się ksiądz kardynał, że trzeba będzie postawić się w roli szefa wśród księży, którzy do tej pory byli po prostu znajomymi?

To jest czysta Ewangelia. Proszę zobaczyć, że Jezus przyszedł do swojego miasta i swoi nie przyjęli Go zbyt miło, ale to nie znaczy, że unikał tego miasta. On tam przychodził kilka razy, dokonywał cudów w tym mieście.

Dostawałem takie anonimy w Watykanie, prawdopodobnie od moich współbraci, którzy pisali: „przestań być klaunem, zacznij być kardynałem”. Papież kiedyś mi powiedział: „Wiesz, Konrad, medialnie jesteś niezwykle łatwo rozpoznawalny na świecie. Tylko uważaj, bo jak wszyscy będą klaskać, to znaczy, że coś się dzieje z tobą nie tak. Natomiast jak będzie dużo głosów przeciwko temu, co robisz, to znaczy, że idziesz dobrą drogą”.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Krzysztof Zimoch
Krzysztof ZimochDziennikarz radiowy, lektor. Związany z Radiem 357

Reklama