Reklama
Reklama
Kraj

Demografia nie kłamie. Rozwijaj się albo giń

Demografia nie daje drugich szans. Po latach ignorowania problemu znaleźliśmy się w punkcie, w którym cofnięcie trendów jest nierealne w ciągu jednego pokolenia. Jeśli Polska chce się rozwijać, a nie ubożeć, musi radykalnie zmienić sposób myślenia o wzroście gospodarczym.

Ariel Drabiński
Felieton autorstwa: Ariel Drabiński
Dzisiaj 17:14
5 min
Inwestycje, rozwój nowoczesnych technologii oraz nauki nie rozwiążą problemów powodowanych przez demografię, jednak mogą pozwolić je amortyzować. (fot. Shutterstock)

Reklama

TYLKO NA

Po kilku dekadach społecznego wypierania problemów demograficznych nie ma już żadnych wątpliwości, że jest to kluczowe wyzwanie dla Polski. Niestety przed nami daleka droga do pogodzenia się z faktem, że zła sytuacja demograficzna potrwa przynajmniej 50 lat i musimy się do niej przystosować.


Reklama

Czy da się odwrócić negatywną sytuację?

Polska już od kilkudziesięciu lat boryka się z dzietnością poniżej poziomu zastępowalności pokoleń, natomiast od kilku lat jesteśmy w gronie państw z najniższą dzietnością na świecie. Z powodu ekstremalnie niskiego poziomu dzietności oraz czasu, który minął od momentu pojawienia się problemu, nierealnym staje się jego rozwiązanie w perspektywie krótszej niż 50 lat — i to w optymistycznym scenariuszu. Realnie rozważamy perspektywę bliższą stuletniej.

Imigranci. Czy powtórzymy błędy Zachodu?

Rządowy Projekt Strategii Rozwoju Polski do 2035 r. zakłada, że poziom dzietności w Polsce w ciągu dekady wzrośnie o 0,35 dziecka na kobietę, osiągając poziom 1,45. Ten poziom dzietności byłby niewątpliwym sukcesem, jednak zdecydowanie zbyt niskim, by zatrzymać proces wymierania Polaków.


Reklama

Dla zobrazowania: w 2025 r. 176 państw miało dzietność powyżej 1,5, natomiast 18 mniejszą niż 1,4 (według INED – Institut national d'études démographiques). By długofalowo zatrzymać ten proces, niezbędne jest osiągnięcie poziomu minimum 2,1 dziecka na kobietę. Zakładając utrzymanie tempa (wzrost dzietności o 0,3 w dekadę) przewidzianego dla lat 2025–2035, przez kolejne dekady dzietność tę osiągniemy w 2055 r.


Reklama

Jednak dla zobrazowania wagi problemu przyjmijmy, że udało się osiągnąć wskaźnik dzietności na poziomie zastępowalności pokoleń. Nie oznacza to końca kryzysu demograficznego. Aby zacząć poprawiać sytuację demograficzną, musi urodzić się wiele roczników — minimum dziesięć (licząc od 2055 r., gdy „planowo” osiągniemy dzietność powyżej 2,0), a wówczas mamy już 2065 r. Jednak by roczniki te mogły mieć pozytywny wpływ na nasze społeczeństwo i gospodarkę, muszą wejść na rynek pracy, co oznacza, że realnie odczulibyśmy ulgę dopiero w 2085 r.

Scenariusz ten jest jednak wyjątkowo optymistyczny. Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że w I kw. 2026 r. urodziło się praktycznie tyle samo dzieci co w I kw. 2025 r. Jest to sukces teoretyczny, ponieważ dotychczas zarówno wskaźnik dzietności, jak i liczba urodzeń nieustannie spadały. Nie oznacza to jednak początku odbicia poziomu dzietności, a jedynie to, że program in vitro działa.

Wynika to z faktu, że gdyby odjąć liczbę dzieci, które urodziły się dzięki temu programowi, mielibyśmy spadek rok do roku. Należy jednak zaznaczyć, że program ten ma ograniczoną możliwość wpływu na poziom dzietności w Polsce, ponieważ rozwiązuje on (częściowo) jeden z problemów, przed którymi stoją ludzie chcący mieć dzieci. Dlatego niestety prawdopodobne jest, że ten rok zakończy się ogólnym spadkiem liczby urodzeń rok do roku.


Reklama


Reklama

Podsumowując, prawdopodobieństwo scenariusza wzrostu dzietności o 0,3 w ciągu dziesięciolecia jest bardzo niskie. Dlatego bezdyskusyjny jest fakt, że problemy demograficzne będą nam towarzyszyć przez najbliższe dekady.

Jak utrzymać obecny poziom życia?

Długofalowo musimy robić wszystko, by zwiększyć dzietność, grając tym samym w długą grę, której efekty zobaczymy za kilkadziesiąt lat.

Jednocześnie, by dokonać amortyzacji strat ponoszonych z powodu negatywnych zjawisk demograficznych, niezbędne jest przyspieszenie procesu bogacenia się Polaków oraz rozwoju technologicznego Polski.


Reklama

Pod tym względem kluczowe są cztery kwestie.


Reklama

Po pierwsze, upowszechnienie robotyzacji w polskich fabrykach. Pozwoli to zarówno na utrzymanie miejsc pracy (brak rąk do pracy może spowodować likwidację fabryk, co przełoży się na lokalny wzrost bezrobocia w małych miejscowościach), jak i produkcji w naszym kraju. Polska powinna być liderem procesu robotyzacji; niestety od kilku lat liczba robotów instalowanych w polskim przemyśle spada. Zamiast reagować na stawiane nam wyzwania, nasza gospodarka je ignoruje.

Zanim powiemy, że dogoniliśmy Hiszpanów – kilka faktów

Po drugie, rozwój technologii sztucznej inteligencji, dzięki której nasze firmy będą mogły zwiększać poziom produktywności oraz zapewnić niezbędne zasoby pracy (w postaci np. agentów AI) do dalszego skalowania biznesu.


Reklama

Po trzecie, wyjście polskich firm na rynki międzynarodowe, co pozwoli ściągnąć do Polski wpływy z zagranicznych inwestycji — tak jak dziś realizują to zagraniczne firmy obecne w Polsce.


Reklama

Po czwarte, wzrost inwestycji, szczególnie prywatnych. Obecnie poziom inwestycji prywatnych w stosunku do PKB jest niższy niż średnia unijna.

Jeśli nie włączymy nowych „motorów wzrostu”, dynamika wzrostu PKB zacznie spadać (według firmy McKinsey w latach 2021–2050 z powodu demografii polski wzrost gospodarczy będzie o 200 mld dol. mniejszy), a w średnim okresie zacznie się kurczyć.

Zatem inwestycje, rozwój nowoczesnych technologii oraz nauki nie rozwiążą problemów powodowanych przez demografię, jednak mogą złagodzić skutki niskiej liczby urodzeń.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Ariel Drabiński
Ariel DrabińskiAnalityk magazynu "Układ Sił" zajmujący się demografią - autor zewnętrzny