Vamos! Takim tytułem wpisu premier Donald Tusk obwieścił światu na platformie X, że… „Polska właśnie wyprzedziła Hiszpanię w dochodzie na jednego mieszkańca” i że „jesteśmy już w europejskiej elicie gospodarczej”, a nawet, że „wygrywamy w niej z Hiszpanami”.
Naprawdę dobrze byłoby, gdyby była to prawda. Ale niestety rzeczywistość jest zgoła odmienna. Jesteśmy wciąż – zależy jaką miarę przyjąć – od dwóch do sześciu razy biedniejsi niż Hiszpanie. A ich doganianie, jeśli kiedykolwiek nastąpi, zajmie nam jeszcze dekady.
Długi marsz do zamożności
Stock i flow. Nie chcę zniechęcić Państwa od razu do czytania dalej, ale te dwie definicje dobrze oddają nieporozumienie, z którym mamy do czynienia, określając się w kwestii zamożności na równi z Hiszpanami czy Japończykami. Bo czym innym jest zgromadzony przez lata majątek (czyli właśnie stock, tj. zasób), a czym innym przepływy dochodów czy kapitału, tj. flow.
W tym ostatnim faktycznie nasze PKB – czyli w uproszczeniu to, co rocznie produkujemy, inwestujemy, eksportujemy i konsumujemy – w przeliczeniu na głowę mieszkańca, uwzględniając do tego jeszcze poziom cen, jest w okolicach hiszpańskiego. A może nawet i nieco wyższe. Choć tutaj akurat może to być efekt tego, że Hiszpanów przybywa, a nas szybko ubywa, co jest średnią wiadomością.
Jednak to z takich rocznych PKB, gromadzonych przez całe dziesięciolecia, rodzi się prawdziwe bogactwo. To tak jakby porównać do zbiornika wody, do którego co roku wpływa dodatkowa jej ilość. Może i nasza dawka roczna jest zbliżona do hiszpańskiej, ale oni mają w tym basenie 2-3 razy więcej wody niż my. Do Hiszpanii wciąż nam zatem więcej niż daleko.
Bezrobocie wraca? Ekspert: Czarnych chmur jest całkiem sporo
Nie ma w tym nic dziwnego – zabory, wojny i PRL zrobiły swoje. Musieliśmy zaczynać w 1989 r. niemal od zera w tej pogoni za bogactwem. Ta pogoń idzie nam całkiem nieźle, ale do liderów wciąż nam jeszcze bardzo daleko. I nie zmieni tego propaganda sukcesu, ale realna agenda na rozwój, której dzisiaj po prostu nie ma.
Hiszpanie poza zasięgiem
A oto kilka wskaźników, by uzmysłowić sobie tę przepaść. Na początek wartość PKB Polski i Hiszpanii. Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego nasza gospodarka może osiągnąć w tym roku wartość 1,11 bln dol. A ile będzie miała Hiszpania? 2,04 bln. Czyli wielkość ich gospodarki będzie o blisko dwa razy większa od naszej.
Oczywiście należy cieszyć się z tego, że dołączyliśmy do elitarnego grona tzw. bilionerów (tam, gdzie PKB jest większe niż 1000 mld dol.) i staliśmy się pod względem nominalnego PKB 20. gospodarką świata. To przede wszystkim zasługa ciężkiej, czasem wręcz katorżniczej, pracy Polaków.
Ale nie oznacza to jeszcze, że przegoniliśmy Hiszpanię, która jest na miejscu 12. I że kiedykolwiek to się stanie. Zwłaszcza że oni mają już ponad 50 mln mieszkańców i wciąż rosną, a my się demograficznie kurczymy. A o wielkości gospodarki wprost decyduje potencjał ludnościowy.
Teraz będzie już tylko smutniej. Spójrzmy jakimi aktywami dysponują nasi rodacy, a jakimi mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego.
Na początek majątek na osobę dorosłą, czyli to, czym dysponujemy głównie w aktywach finansowych i nieruchomościach. Corocznie dane takie publikuje w swoich raportach pt. „Global Wealth Raport” Bank UBS. I co tam widzimy za ostatni rok?
Przeciętny Szwajcar może pochwalić się majątkiem sięgającym 700 tys. dol. Singapurczycy, Duńczycy, Australijczycy czy Amerykanie mają ich w przedziale 440-620 tys. Zamykający TOP-25 Finowie, blisko 200 tys. A Hiszpanie? Są na 22. miejscu na świecie ze zgromadzonym majątkiem sięgającym 234 tys. dol.
Gdzie jesteśmy my? Możemy „pochwalić się” majątkiem sięgającym ok. 50 tys. dolarów na głowę dorosłego Polaka. Jesteśmy zatem ponad cztery razy biedniejsi niż Hiszpanie, a także Włosi czy Japończycy (tu także mieliśmy już informacje – żeby nie napisać inbę – że jesteśmy bogatsi).
I owszem powtórzmy: nasze PKB na głowę, z uwzględnieniem cen, może być na porównywalnym poziomie do Hiszpanów czy Japończyków. Ale dla pełnego obrazu naszego bogactwa bierzmy pod uwagę zgromadzony przez pokolenia majątek. Bo to on decyduje w ostatecznym rozrachunku o jakości życia, jego finansowym bezpieczeństwie czy spokojnej starości.
Podobnie jest z odłożonymi przez nas aktywami finansowymi. Owszem, mamy – jako Polacy – odłożone blisko 3 bln zł. Na tyle szacowana jest tzw. wartość aktywów netto (pomniejszone o zobowiązania) Polaków na III kw. 2025 r. To faktycznie rekordowa kwota po 1989 r. Wydawać by się mogło, że możemy odetchnąć z ulgą.
Niskie emerytury to kara za brak dzieci
Niestety znowu muszę Wam, Drodzy Czytelnicy, popsuć humor. To nie jest nawet „sporo”, jeśli porównamy się do innych krajów. My mamy zgromadzone jako nasze aktywa netto ok. 75 proc. naszego PKB. W 2025 r. wyniosło ono ok. 3,9 bln zł, a aktywa wynoszące 2,9 bln dają właśnie tę wartość.
To sporo pieniędzy. Ale jeśli spoglądamy na to, ile zgromadzone mają np. Duńczycy, Szwedzi, Włosi, Belgowie, Holendrzy czy Niemcy, to blednie nam mina. Tamte nacje mają odłożone (dane za 2024 r.) między 150 proc. a 300 proc. swojego PKB. My z naszymi ok. 70 proc. PKB prześcigamy nieco Rumunię i Słowację.
A gdzie są Hiszpanie? Mają w tych aktywach 145 proc. ich PKB. A zatem znowu: są pod tym względem dwa razy zamożniejsi od nas. Dobrą informacją jest to, że nam stosunkowo szybko przybywa tych oszczędności. Jeszcze 20 lat temu mieliśmy odłożone ok. 500 mld zł, tj. sześć razy mniej niż obecnie.
Także wtedy, gdy przyjrzymy się przychodom Top-10 firm w Hiszpanii i Polsce widzimy przepaść. Tamtejsze korporacje osiągają rocznie ok. 500 mld dol. (m.in. znany nam w kraju Santander czy Zara), nasze ok. 150 mld (głównie za sprawą Orlenu). Znów 3:0 dla Hiszpanii.
Zanim założymy nogę na nogę
Widzimy, że właściwie wszystkie miary prawdziwego bogactwa wskazują, iż Hiszpanie są od nas od dwóch do sześciu razy bogatsi. Oczywiście dobrze od czasu do czasu poprawić sobie nieco humor i spojrzeć na wyselekcjonowany wskaźnik dochodząc do wniosku, że możemy równać się z liderami. Tyle tylko, że za PKB per capita w parytecie siły nabywczej (tak nazywa się pełna miara, którą chwali się premier Tusk) nie kupimy za granicą broni, ropy, gazu czy firm. Tu musimy płacić realnymi dolarami i euro.
Już 10 proc. osób w wieku emerytalnym w Polsce pracuje. Prawie 900 tys., to rekord
Warto więc pomyśleć, co zrobić, by do tej ekstraklasy się dostać. W największym skrócie: trzeba stawiać na własne marki, firmy, marże. Mieć ambitną agendę rozwojową, pozwolić przedsiębiorcom działać, a państwo zaprząc do stworzenia takich warunków i form pomocy, by mogli skalować swoje biznesy. I zapomnieć, że kapitał nie ma narodowości.
Link do książki.

