- Michel Kuka Mboladinga od 13 lat na meczach reprezentacji bez ruchu imituje postać Patrice’a Lumumby – brutalnie zamordowanego w 1961 r. pierwszego premiera kraju.
- Aby wytrzymać wielogodzinny, statyczny performance na stadionie, kibic trenuje przez 20 dni w miesiącu, stojąc nieruchomo po kilkadziesiąt minut w pełnym słońcu.
- Rola „Lumumby Vea” jest tak ważna dla tożsamości narodowej, że prezydent DR Konga włączył go do oficjalnej delegacji państwowej na turniej w USA.
Mecz pomiędzy Demokratyczną Republiką Konga a Uzbekistanem, który zostanie rozegrany o 1:30 polskiego czasu z soboty na niedzielę, z całą pewnością nie widnieje w kalendarzach fanów z całego świata, zaznaczony czerwonym kolorem. Ale dla jednego kibica każde spotkanie z udziałem afrykańskiego zespołu jest świętem. I okazją do artystycznego performance’u. Michel Kuka Mboladinga, znany jako Lumumba Vea, to już postać kultowa, wykraczająca daleko poza futbol. Jego pomnikowa poza i spektakularny ubiór od lat przyciągają uwagę. Kim właściwie jest?
Najczęściej określa się go mianem „żywej statuy”. Zresztą sam o sobie w ten sposób mawia. Bo w istocie tak właśnie wygląda – trochę jak uliczny mim, intrygujący, na pewno inny. Gdy trybuny na stadionie pulsują, ludzie śpiewają, skaczą, płaczą po golach rywali i padają sobie w ramiona, celebrując zwycięstwa, on stoi niewzruszony.
Zagraniczne media, szczególnie te, które nigdy nie śledziły Pucharu Narodów Afryki i nie interesowały się losami kibica DR Konga, oszalały na punkcie tej historii.
Okrutna śmierć
W Kinszasie stoi pomnik Patrice’a Lumumby, człowieka, który był pierwszym premierem Konga, gdy kraj odzyskał niepodległość. Miało to miejsce w czerwcu 1960 roku. Rok później Lumumba już nie żył. Zamordowano go. Miał 35 lat i mnóstwo marzeń w głowie. Dla mieszkańców Konga stał się symbolem. W ich oczach nie był zwykłym politykiem, lecz kimś, komu naprawdę zależało na ojczyźnie.
Lumumba został rozstrzelany, wraz ze swoimi współpracownikami zapłacił najwyższą cenę za sen o wielkiej zmianie i zjednoczeniu państwa. Zanim zginął, był poddany torturom, bity. Wszystko działo się pod okiem belgijskich kolonizatorów, ale rozkaz zabicia Lumumby wydali przywódcy Katangi.
Przeczytaj także: Tak wykuwał się piłkarski diament. Messi kończy 39 lat
Była to najbogatsza prowincja kraju. W 1960 roku ogłosiła niepodległość od państwa kongijskiego. Jako że posiadała ogromne złoża, m.in. złota, kobaltu czy miedzi, miała wielkie znaczenie strategiczne. Doszło więc do dwóch istotnych zdarzeń – Kongo stało się niepodległe od Belgii, a Katanga – od Konga.
Europejski kraj wspierał Katangę pod płaszczykiem ochrony mieszkańców ze Starego Kontynentu, którzy tam przebywali, jednak powszechnie wiedziano, że chce tylko sprawować kontrolę nad złożami.
Lumumba zaś uważał, że Katanga jest częścią Konga, dlatego belgijskie stanowisko było nie do przyjęcia. Zależało mu przede wszystkim na zjednoczeniu państwa.
Przeczytaj także: Cristiano Ronaldo dołączył do imprezy. Portugalczyk wrócił, czy nigdy nie wyszedł?
To Belgowie podjęli decyzję, wiedząc dobrze, jakie będzie miała konsekwencje, o przewiezieniu Lumumby do Katangi. Od tej chwili jego los mógł być tylko jeden. Trzy plutony egzekucyjne, płytki grób, zacieranie śladów poprzez cięcie zwłok piłą i rozpuszczanie ich w kwasie siarkowym – w tak okrutnych okolicznościach kończy się historia życia Lumumby, ale w oczach mieszkańców Konga tam dopiero wszystko się zaczyna. Ludzie z całego świata nie mogli się pogodzić z tym, co zrobiono młodemu politykowi, protestowano nawet w Nowym Jorku. W wyniku demonstracji przed siedzibą ONZ doszło do zamieszek. Pamięć o Lumumbie nigdy nie uleciała.
Trening stania w upale
Kilka dekad po tamtych wydarzeniach reprezentacja DR Konga gra na mundialu w USA. A Lumumba jest tam razem z nią, dzięki temu, co robi sam Mboladinga.
– Patrice Lumumba jest symbolem jedności. To on nauczył Kongijczyków stać prosto i być dumnymi – powiedział CNN.
Wiadomo już zatem, czemu stoi, dumny i wyprostowany. Bo tak trzeba. Trenuje ciężko, by mieć siłę na ten spektakularny performance. Dwadzieścia dni w miesiącu. Jak? Po prostu stoi po kilkadziesiąt minut. Często w upale. Upiera się, że nie chodzi jedynie o pamięć po wielkim przywódcy, ale również o przekazanie mocy piłkarzom. Skoro on może stać cierpliwie, wytrwale, oni na boisku również dadzą radę.
– Dla Kongijczyków Lumumba jest symbolem wolności, godności, suwerenności, antykolonialnej walki i dumy narodowej – dodał Mboladinga.
Przez lata jedyną pozostałością po Lumumbie był ząb ze złotą koroną. Potem stał się nią artystyczny akt na stadionach. Ten niewielki gest znaczy tak wiele. Manifestacja, która nie musi krzyczeć, ma tylko przypominać. Bo każdy, kto zobaczy Mboladingę po raz pierwszy, chce się dowiedzieć, dlaczego to robi. Dzięki niemu historia Lumumby jest wciąż żywa. Opowieść nie milknie, choć główny aktor spektaklu nie wypowiada pół zdania.
Zatrzymany przez Ebolę
Mboladinga nie pojawił się na meczu DR Konga przeciwko Portugalii. Powodem były ograniczenia wjazdowe do USA, spowodowane wirusem Ebola. Musiał przejść kwarantannę. Ale na spotkaniu z Kolumbią już był. W Atlancie, na meczu przeciwko Uzbekom, także się pojawi. Kadrowicze bardzo chcieli, żeby przyleciał do Stanów. Prezydent Félix Tshisekedi włączył go nawet do oficjalnej delegacji.
Przeczytaj także: Polityczny cyrk na mundialu. W roli głównej wystąpi Donald Trump
DR Konga od lat targana jest konfliktami. Futbol działa tutaj tak, jak w wielu innych miejscach, gdzie ludzie potrzebują plastra na rany związane z tożsamością lub politycznymi konfliktami wewnątrz państwa. Podczas mistrzostw świata piłkarze przejmują stery emocji. Na bok odchodzą wojny, głód, katastrofy klimatyczne i ekonomiczno-gospodarczy marazm. Fabryka złych informacji na moment pracuje tylko w tle.
Kontrast w Afryce
DR Konga grała na mundialu 52 lata temu. To były jakże udane dla nas mistrzostwa świata w 1974 roku. Wtedy Kongijczycy występowali pod banderą Zairu. Obecny mundial jest bardzo ważny, bo pozwala zaprezentować całemu światu prawdziwą twarz Konga, bez filtrów, a historia Lumumby pomaga lepiej zrozumieć opowieść o całym państwie.
„Lumumba Vea”, czyli „Lumumba żyje”. 50-letni kibic odtwarzający posąg wielkiego polityka, stojący w Kinszasie, robiący to już od 13 lat – ze wszystkich historii wokół tych mistrzostw ta trafia najmocniej.
Przeczytaj także: Marciniak na najważniejszy mecz w grupie. Egipt zmierzy się z Iranem
Mboladinga, dzięki starannej charakteryzacji, do złudzenia przypomina Lumumbę. Wystarczy spojrzeć na kilka fotografii premiera z lat 60. Kibice poznali go szerzej podczas ubiegłorocznego Pucharu Narodów Afryki. Mistrzostwa tego kontynentu charakteryzują się kolorytem. Futbol jest tam zupełnie inny. To dźwięki, barwy, taniec, ruch, czary voodoo – folklor, jakiego nie spotyka się nigdzie indziej.
Mboladinga w statycznej pozie był kontrastem zmuszającym do myślenia.
Rzadko daje się porwać emocjom, jak po przegranym meczu z Algierią, gdy płacząc osunął się w tłum. Kibice DR Konga naśladują go, uwielbiają i niezwykle cenią formę patriotyczno-artystycznego przekazu. Często mówi się, że nie powinniśmy mieszać sportu z polityką, ale po pierwsze, dzisiaj to właściwie niemożliwe (patrz relacje: Infantino–Trump), po drugie – akurat jego przypadek jest chwalebnym przykładem tego, że czasem mieszać wręcz należy.

