Reklama
Reklama
Reklama

„Krajobraz jakby miał być stan wojenny”. Jesteśmy na protestach w Paryżu

Protesty we Francji
Protesty we Francji (fot. EPA/Kanał Zero)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Paryż, Lyon, Orlean, Marsylia, Nantes, Grenoble – między innymi w tych francuskich miastach trwają w sobotę manifestacje i protesty. Władze zmobilizowały blisko 70 tys. funkcjonariuszy. W Kanale Zero trwa program specjalny.

  • W Paryżu po godz. 14 rozpoczęła się demonstracja, na którą wezwały związki zawodowe i organizacje licealistów.
  • Szef MSW Francji Laurent Nunez poinformował, że od rana do godz. 13 zatrzymano 135 osób.
  • MSW zapowiedziało zmobilizowanie w całym kraju 70 tys. funkcjonariuszy.

W demonstracjach, tak jak przed tygodniem, uczestniczą licealiści i studenci, związki zawodowe oraz grupy społeczne i zawodowe odczuwające skutki rosnących kosztów życia. 

Minister Nunez poinformował, że 135 osób zatrzymano od godzin porannych. Przekazał, że do tej pory odnotowano 136 akcji protestu na drogach (są to np. pikiety i blokad), podczas gdy przed tygodniem, 14 października, było ich  264, czyli prawie dwukrotnie więcej.

Reklama
Reklama

„Obecnie sytuacja w Paryżu jest spokojna” – przekazała prefektura policji w stolicy.

„Nasze narody stają się obce we własnych krajach”. Mathieu Bock-Côté o kryzysie Zachodu

Na miejscu jest dziennikarz Zero.pl Marcin Darmas. Manifestantów określił jako „radosnych oraz rozpolitykowanych”. – Tłum jest nastawiony ewidentnie lewicowo, jest bardzo dużo reprezentantów komunistycznych związków zawodowych. Jest też bardzo dużo wątków bliskowschodnich: krytyka Izraela i dużo flag palestyńskich – relacjonuje dziennikarz.

– Hasła, które słychać, to hasła niezwykle antyrządowe, to nawoływanie do dymisji prezydenta Emmanuela Macrona, ale też hasła niezwykle antypolicyjne i antyporządkowe – dodaje dziennikarz Zero.pl.

Paryż. Zmiana miejsca demonstracji 

W mieście demonstracja rozpoczęła się po godz. 14. Pierwotnie miała się odbyć na Placu Bastylii, ale władze nie wyraziły na to zgody i zaproponowały alternatywną trasę. Związki zawodowe, które są organizatorami demonstracji, nie zdołały zakwestionować tej decyzji i ogłosiły w południe, że zgodziły się na nową trasę.

Zapanował chaos, ponieważ część demonstrantów pojawiła się już na Placu Bastylii. Po pewnym czasie policja nakazała im rozejście się. Nie doszło do starć.

– Tam krajobraz był taki, jakby miał być stan wojenny. Zamknięte witryny sklepowe, drewniane plandeki, które miały ochronić te witryny. Zamknięte restauracje – relacjonuje Marcin Darmas.

 

Reklama
Reklama

Szef skrajnie lewicowej partii Francja Nieujarzmiona (LFI) Jean-Luc Melenchon wezwał, by zgromadzić się na zaproponowanym przez władze miejscu demonstracji, tj. w rejonie bramy Porte d'Italie, na południowych obrzeżach Paryża.

Francja i jej nowi Gavroche’owie. Republika nie poznaje własnych dzieci

Melenchon zarzucił premierowi Sebastienowi Lecornu, że „w ostatnim momencie” zabronił pochodu na poprzednio uzgodnionej trasie, aby „zakłócić prawo do demonstrowania”. 

Lyon. Policja użyła gazu 

Tymczasem w Lyonie przed południem policja użyła gazu łzawiącego, by rozproszyć uczestników niedozwolonego zgromadzenia. Niespełna 10 osób zatrzymano w Nicei, gdzie wszelkie demonstracje w sobotę zostały zakazane.

Na żadną demonstrację nie zezwolono też w Nancy, Caen i Montpellier – w tych miastach aktywiści odwoływali się od zakazów, ale ich skargi zostały odrzucone.

Jak informuje „Le Figaro”, w Marsylii zatrzymano mężczyznę z moździerzem. W Grenoble doszło z kolei do wielu aktów wandalizmu. 

W Nantes policja użyła armatki wodnej. 

Wielotysięczna demonstracja przeciwko skrajnej prawicy trwa z kolei Orleanie w centralnej Francji, gdzie rozpoczął się w sobotę kongres partii Marine Le Pen – Zjednoczenia Narodowego (RN). Organizatorzy poinformowali, że w manifestacji uczestniczy 26 tys. osób, prefektura podała zaś liczbę 11 tys.

Reklama
Reklama

Zmobilizowano 70 tys. funkcjonariuszy

W minioną sobotę w wielu miastach Francji doszło do zamieszek podczas demonstracji na tle socjalnym. Atakowane były budynki publiczne, atakowano i rabowano punkty handlowe. W obawie przed powtórzeniem się tych wydarzeń władze zapowiedziały, że 24 października i następnych dniach zezwolone będą tylko demonstracje organizowane przez związki zawodowe. 

W sobotę rano minister Nunez ostrzegł, że oczekuje pojawienia się grup, które będą „próbowały wywołać incydenty” i atakować sklepy, instytucje i policjantów. MSW zapowiedziało zmobilizowanie w całym kraju 70 tys. funkcjonariuszy w celu zapewnienia bezpieczeństwa.  

Reklama
Reklama