
Marcin miał 41 lat, był aktywny fizycznie, zawodowo grał w koszykówkę. Gdy pojawiły się kaszel, zmęczenie i duszność, nic nie wskazywało na to, że za chwilę będzie walczył o życie. Jego serce pracowało z frakcją wyrzutową na poziomie zaledwie 8 proc. Dziś żyje z mechaniczną pompą, trenuje i… planuje dożyć setki.
- Ostra niewydolność serca – taką diagnozę usłyszał Marcin Balicki.
- Mężczyzna przeszedł operację wszczepienia mechanicznej pompy serca, podczas której dwukrotnie doszło do zatrzymania krążenia.
- Dziś żyje z pompą LVAD, która wymaga stałego zasilania. Mimo bólu i ograniczeń wrócił do sportu i jako pierwszy człowiek na świecie ukończył zawody HYROX z takim urządzeniem.
Najpierw był kaszel, potem coraz większe zmęczenie i duszność. Nic, co w pierwszej chwili kazałoby myśleć o sercu – szczególnie komuś młodemu, aktywnemu i od lat związanemu zawodowo ze sportem.
Tyle że Marcin Balicki czuł się coraz gorzej.
22 kwietnia 2024 r. trafił do szpitala. Miał 41 lat. To, co wyglądało na zwykłą infekcję, okazało się początkiem walki o życie. W ciągu następnych dni jego rzeczywistością stały się szpitalne łóżko, wyniki badań i czekanie na kolejne informacje od lekarzy.
„Frakcja wyrzutowa pana serca wynosi 8 proc.” – brzmiała jedna z nich.
– Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak to mało – opowiada Marcin.
Dopiero później zrozumiał, jak blisko był śmierci.
https://www.instagram.com/reel/DXnsF38iCW4/?utm_source=ig_web_button_share_sheet
Niepewność nocy
Marcin przyznaje, że wiadomość o stanie serca była szokiem, ale sam próbował nie wybiegać myślami zbyt daleko.
Nie szukał odpowiedzi w internecie.
– Zdałem się na ludzi, którzy się na tym znają. Głowa potrafi zwariować i podpowiadać różne rzeczy.
W tamtym czasie jego syn miał 2,5 roku.
– Każdej nocy żegnaliśmy się z żoną Anią, nie mając pewności, czy rano nadal będziemy razem. Nie było w tym patetyzmu. Dużo się śmialiśmy. Mówiliśmy o tym, co zrobiliśmy i co jeszcze zrobimy.
Oprócz dramatycznie niskiej frakcji wyrzutowej lekarze znaleźli w jego sercu dwie duże skrzepliny. Mogły doprowadzić do kolejnych katastrofalnych powikłań.
Kilka dni później, 27 kwietnia, przeszedł operację wszczepienia LVAD – mechanicznej pompy wspomagającej pracę lewej komory serca.
Podczas zabiegu dwa razy doszło do zatrzymania krążenia i konieczna była reanimacja.
Marcin przeżył.
Dwa zatrzymania serca
Przez długi czas był przekonany, że z momentu, kiedy jego serce się zatrzymało, nie pamięta niczego.
Po około dwóch latach zaczęły jednak wracać pojedyncze obrazy i odczucia.
– Nie ma tunelu ani doświadczenia, któremu próbowałbym nadawać metafizyczne znaczenie. Kojarzę raczej światło i to, że czułem się bezpiecznie.
Znacznie bardziej konkretne są wspomnienia z czasu po operacji.
– Ciało musiałem uruchomić od nowa. Po operacji przyszedł do mnie rehabilitant. Dla człowieka całe życie związanego ze sportem zadanie mogło brzmieć absurdalnie łatwo: usiąść. Zmienić pozycję. Spróbować wstać. Tyle że wtedy samo siedzenie na brzegu łóżka było dla mnie wysiłkiem.
Marcin wspomina łzy w oczach i zasadę: jeśli ktoś każe zrobić dwa powtórzenia, spróbować zrobić pięć.
– Chodziło o odzyskanie poczucia, że nadal mogę zrobić coś ze swoim ciałem.
Dzisiaj uważa, że miał coś, czego często nie docenia się przed chorobą: zapas, czyli zdrowe, wytrenowane ciało.
Czy boi się śmierci?
– Dwa razy uciekłem spod topora, więc nie wiem, co by musiało mnie zmieść – śmieje się.
Pompa boli
LVAD uratował Marcinowi życie, ale nie sprawił, że wszystko wróciło do stanu sprzed choroby.
Pompa jest w jego ciele przez całą dobę.
– Cały czas ją czuję. Ona po prostu boli.
Pierwsze miesiące po operacji były szczególnie trudne. Przez około trzy miesiące praktycznie nie mógł normalnie spać. Ułożenie ciała powodowało ucisk i ból, więc spał niemal w pozycji siedzącej.
Z czasem organizm zaczął się dostosowywać. Powstały blizny, ciało „układało się” wokół urządzenia.
Z brzucha wychodzi przewód łączący się z zewnętrznym zasilaniem. Marcin pokazuje podczas rozmowy kabel prowadzący do baterii. Cały zestaw waży kilka kilogramów. Miejsce wyprowadzenia przewodu trzeba zabezpieczać z dużą dokładnością, bo zakażenie może być poważnym zagrożeniem.
– Prysznic przestaje być po prostu prysznicem, a wyjazd po prostu wyjazdem.
Co w przypadku braku prądu? Baterie wystarczają na 18 godzin.
– W domu mamy zabezpieczenie na wypadek awarii zasilania. Z kolei w nocy chodzę spać podłączony do pięciometrowego kabla.
Syn sprawdzał, czy tata jest
Marcin mówi dużo o żonie, przyjaciołach i rodzinie. Konsekwencje choroby rozlewają się na wszystkich znajdujących się dookoła. Jego syn nie musiał znać medycznych szczegółów, żeby wiedzieć, że dzieje się coś poważnego.
Długo po jego powrocie ze szpitala chłopiec chciał mieć ojca blisko.
– Wieczorami albo w losowych momentach dnia przychodził sprawdzać, czy jestem – mówi Marcin.
Rodzice starali się przy tym nie budować w nim przekonania, że szpital czy karetka oznaczają coś złego. Wręcz przeciwnie.
– Szpital jest dobry, karetka jest dobra. Tak mu powtarzamy.
Osiem zmieniło się w 55
Po operacji zaczęła się żmudna odbudowa sprawności. Marcin nie czekał jednak długo z powrotem do aktywności.
1 lipca, niewiele ponad dwa miesiące po zabiegu, zaczął ćwiczyć z gumami oporowymi. Nie mógł jeszcze wykonywać ciężkiego treningu siłowego. Wszystko odbywało się przy ograniczeniach, dyskomforcie i bólu.
Sport pełnił też drugą funkcję.
– Pomagał głowie.
Marcin obserwował swoje ciało i widział konkretne dowody na to, że odzyskuje sprawność.
Nie twierdzi przy tym, że przez cały czas był niezniszczalny psychicznie.
– Są dni gorsze. Są emocje, które trzeba wypuścić. Jest płacz. Ale żyję. Nie rozczulam się, nie mam pretensji, nie staram się być zgorzkniały.
Z czasem wyniki zaczęły się poprawiać. Frakcja wyrzutowa, która w najgorszym momencie wynosiła 8 proc., wzrosła do 55 proc.
– Mam frakcję zdrowego człowieka.
To nie oznacza jednak końca historii.
LVAD nadal pracuje w jego ciele. Wciąż są kabel, zasilanie, opatrunki, ryzyko zakażenia i ból.
– Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie, co będzie za kilka czy kilkanaście lat.
W klasycznym scenariuszu pompa może być etapem przed przeszczepem serca. W jego przypadku poprawa pracy serca otworzyła jednak możliwość rozważania innego rozwiązania – odłączenia wspomagania, jeśli lekarze uznają, że serce poradzi sobie samodzielnie.
Sam podkreśla, jak mało jest podobnych przypadków i jak wiele pozostaje niewiadomych.
„Chyba cię Bóg opuścił”
Półtora roku po operacji Marcin siedział z żoną na leżaku i wymyślił kolejny cel – HYROX.
To zawody łączące bieganie z seriami ćwiczeń wytrzymałościowych. Biegniesz kilometr, potem robisz jedno zadanie, np. pchanie sań, wiosłowanie i tak osiem razy. Dla zdrowego człowieka są dużym wysiłkiem. Marcin chciał wystartować z pompą.
Żona zareagowała mniej więcej tak, jak można się spodziewać.
– „Chyba cię Bóg opuścił” – usłyszałem – śmieje się Marcin.
On już liczył miesiące do zawodów.
– Ja muszę mieć jakiś kolejny cel, bo tak funkcjonuję. Spróbujemy. Najwyżej nie wyjdzie.
Żona ostatecznie zdecydowała, że nie zostawi go z tym pomysłem samego. Wystartowali więc razem. Udało im się. Tym samym Marcin stał się pierwszym człowiekiem na świecie, który ukończył HYROX z pompą serca.
„To jest przywilej”
Kiedy mówi o aktywności fizycznej, momentami słychać w nim złość.
Spotyka innych pacjentów z chorobami serca, którzy widzą go ćwiczącego z LVAD i powtarzają, że jemu łatwo mówić, bo wcześniej trenował.
Marcin patrzy na to odwrotnie.
– Właśnie dlatego, że wcześniej trenowałem, chcę dziś mówić o tym, jak ważne jest budowanie sprawności wtedy, kiedy człowiek jeszcze nie musi walczyć o każdy jej fragment.
Nie każdy ma być sportowcem, ale możliwość ruszania się, dbania o ciało i zdrowie Marcin nazywa dzisiaj wprost przywilejem.
– Że można to robić, że można zadbać o siebie.
Pytam, czy choroba zmieniła w nim wszystko. Odpowiada, że nie.
– Zmieniła oczywiście moje zdrowie, codzienność, przyjmowane leki, trening, to, jak śpię, podróżuję i biorę prysznic. Pojawiła się też niepewność dotycząca przyszłości.
Ale on sam?
– Nie chcę żyć tak, jakby każdy dzień był ostatnim. Jeszcze przed pompą miałem plan dożyć setki. On się nie zmienił.
Może zainteresuje Cię także:

