- W tym roku do matury przystępuje wyjątkowo liczny rocznik. Konkurencja o miejsca na najbardziej obleganych kierunkach studiów będzie więc znacznie większa niż wcześniej.
- Przy tak dużej rywalizacji nawet drobny błąd na egzaminie może mieć poważne konsekwencje – minimalne różnice punktowe zdecydują o przyjęciu na studia.
- Tymczasem zawodzi system oceniania prac maturalnych. Egzaminatorzy popełniają błędy, co potwierdzają kontrole. Wyniki egzaminu bywają zaniżone nawet o ponad 20 punktów.
- Dlatego maturzyści powinni pamiętać, że ocena nie musi być ostateczna i w razie wątpliwości warto skorzystać z prawa do wglądu w pracę oraz złożyć wniosek o jej ponowne sprawdzenie.
Przedszkolny niż przesłonił licealny wyż
W ostatnim czasie bardzo dużo mówi się o poważnym kryzysie demograficznym. Jest on już powoli odczuwalny w przedszkolach. Mało kto zwraca jednak uwagę na to, że w najbliższych latach do matury będą przystępowały wyjątkowo duże roczniki uczniów.
Według danych udostępnionych przez Główny Urząd Statystyczny w ostatnich dziesięciu latach do egzaminu maturalnego przystępowało rokrocznie od 245 tys. do 273 tys. osób. Analizując dane z Systemu Informacji Oświatowej, można spodziewać się, że do tegorocznej matury podejdzie 325 tys., a za rok aż 390 tys. osób!
Drukarnie podyplomowych świadectw. „Luka w przepisach pozwala działać fabrykom dyplomów”
Zakładając, że zdawalność w tym roku będzie taka jak przeciętnie w ostatnim dziesięcioleciu (czyli nieco poniżej 80 proc.), maturę w tym roku uzyska ponad 250 tys. osób. A to o około jedną czwartą, czyli ponad 50 tys. osób więcej niż w minionym roku. Jeśli obecny rocznik ponowi sukces maturzystów z lat 2023 i 2024, kiedy to zdawalność egzaminu przekroczyła rekordowe 84 proc., liczba ta będzie jeszcze większa. Prawdziwe apogeum czeka nas jednak dopiero za rok.

Trudne boje o dobre indeksy
Co jednak wynika z tych liczb? Przede wszystkim walka o indeksy na najbardziej obleganych kierunkach będzie w tym roku znacznie trudniejsza niż w poprzednich latach. Premiowany będzie bezwzględny perfekcjonizm. To bardzo zła wiadomość dla właściwie wszystkich zdających.
Wszak jedną z głównych wad matury jest fakt, iż ten jeden egzamin potrafi zdeterminować przyszłość. Już wcześniej mówiło się, że jest to „system jednego strzału”. W tym roku najmniejszy błąd na każdej z matur będzie kosztowniejszy niż kiedykolwiek. Pogłębia to i tak już olbrzymią presję, z jaką wiąże się matura.
Boleśniejsze niż wcześniej może okazać się niewstrzelenie się w klucz odpowiedzi. I choć teoretycznie każde prawidłowo rozwiązane zadanie, nawet inaczej niż według klucza, powinno zostać pozytywnie ocenione, rzeczywistość bywa różna.
Ocenianie matur wciąż do poprawy
Problemem jest też jakość sprawdzania samych prac. Potwierdził to raport Najwyższej Izby Kontroli. W latach 2021–2024 w jednej z okręgowych komisji egzaminacyjnych ponowne sprawdzenie co dziesiątej pracy wykazało konieczność zmiany wyniku w ok. 20 proc. arkuszy z chemii, języka angielskiego i geografii oraz aż w 50 proc. z biologii (przyszli studenci medycyny – drżyjcie!), a w skali kraju korekty wymagała co czwarta praca objęta odwołaniem.
Zdarzały się też skrajne przypadki podwyżek o ponad 20 punktów (52 prace). Jednocześnie tylko ok. 1 proc. maturzystów składało wnioski o weryfikację. Oznacza to, że wiele świadectw maturalnych nie zostało nigdy skorygowanych. Skoro bowiem maturzysta o to nie wnosił, nawet administracyjnie wykryty błąd w sprawdzaniu nie powodował korekty treści świadectwa dojrzałości.
Czy to znaczy, że większość absolwentów godziła się z uzyskanymi wynikami? Trudno powiedzieć. Procedura odwoławcza jest problematyczna. Zaczyna się od wglądu do pracy, który możliwy jest jedynie w większych miastach, w z góry wyznaczonych terminach.
Życie pokazuje, że skuteczność wniosków o ponowne sprawdzenie pracy w dużym stopniu zależy od ich merytorycznej treści. Kto więc chce mieć pewność, że będzie to zrobione dobrze, zwykle zleca przygotowanie pisma specjalistom. I tak kwitnie od lat rynek płatnych usług „pisania odwołań”.
Wisienką na torcie jest fakt, że nawet gdy wynik zostaje poprawiony, staje się to nierzadko dopiero po pierwszej turze rekrutacji na studia, przez co można realnie stracić szansę na najbardziej renomowane kierunki.
Sito nieadekwatne do ziaren
Tegorocznych kandydatów na takie studia większa konkurencja poszkoduje w jeszcze jeden sposób. Nasza matura ma pewną systemową wadę. Jest nią problem niskiej rozdzielczości wyników wysokich. Polega on na tym, że egzamin nie potrafi precyzyjnie różnicować najlepszych uczniów. Wielu z nich uzyskuje bardzo zbliżone wyniki (np. 90–100 proc.), mimo realnych różnic w poziomie wiedzy i umiejętności.
Problem ten dotyczy szczególnie przedmiotów kluczowych w rekrutacji na najbardziej oblegane kierunki, tj. wyników z matury rozszerzonej z matematyki, biologii, chemii czy języka angielskiego. Tu często występuje skokowość punktacji oraz efekt „sufitu”, gdyż test nie jest wystarczająco trudny, by rozciągnąć wyniki czołówki.
W niejednej rekrutacji zobaczymy więc wyjątkowo ostrą walkę o indeksy. Śmiem jednak wątpić, by wyniki naboru w takich przypadkach obiektywnie oddawały stan faktycznych kompetencji kandydatów.
Wyjątkowe igrzyska
Wszystko wskazuje na to, że tegoroczne matury będą wyjątkowo trudnym czasem dla abiturientów – choć może szczęśliwie większość z nich nie jest (jeszcze) tego świadoma. Jak zwykle około jedna piąta nie zda. Ale ci, którzy zdadzą, awansują jedynie do kolejnej tury rozgrywek, które będą w tym roku zacieklejsze niż zwykle.
O przyszłości najbardziej ambitnych decydować będą często różnice dużo mniejsze niż jakość sprawdzania samych prac. Obawiam się też, że tym razem czynnik losowy może odegrać istotniejszą rolę niż zwykle (złe samopoczucie, gorszy dzień itp.).
Jak literatura polska ukształtowała Polaków poza szkolnym kanonem
Czy ten system jest sprawiedliwy i idealny? Zdecydowanie nie. Takie nie istnieją. Zamiast załamywać ręce, warto jednak działać świadomie. Tegoroczni maturzyści powinni pamiętać, że uzyskany wynik nie zawsze musi być ostateczny.
W przypadku rozbieżności między oczekiwaniami a rezultatem mimo wszystko warto skorzystać z prawa do wglądu w pracę i – jeśli są ku temu podstawy – złożyć wniosek o weryfikację punktacji. Przy rosnącej konkurencji o miejsca nawet niewielka korekta może mieć realne znaczenie. To nie jest przywilej, lecz element systemu, z którego każdy ma prawo skorzystać.

