Reklama
Technologia

Ministerstwo Cyfryzacji wydawało się prostą robotą. Trzy lata obecnej władzy mnie rozczarowały

Ministerstwo Cyfryzacji wydawało się jednym z najprostszych resortów do poprowadzenia. Tego nie dało się zepsuć. Wystarczyło, aby mObywatel dalej działał, a najważniejsze ustawy były sprawnie procedowane. To okazało się dużym wyzwaniem dla Krzysztofa Gawkowskiego. mObywatel co prawda działa, ale tempo prac nad ustawami i realizacja zapowiedzi pozostawiają wiele do życzenia.

Arkadiusz Dziermański
Opinia autorstwa: Arkadiusz Dziermański
Dzisiaj 16:00
12 min
Ministerstwo Cyfryzacji po trzech latach rządów (fot. Inne)

Druga połowa ośmiu lat rządów Zjednoczonej Prawicy była bardzo trudnym czasem dla Ministerstwa Cyfryzacji. Nie mam tu na myśli tego, że w tym czasie resort nawet zniknął na pewien czas, wchłonięty przez KPRM, ale dokonania rządzących po prostu nie wyglądały dobrze.

Głównym sukcesem był mObywatel, który tworzył wielki płaszcz ochronny nad partactwem i nieudolnością. Przypomnijmy tu m.in. opóźnioną o cztery lata aukcję częstotliwości sieci 5G, którą poprzedziło odwołanie prezesa UKE. Zgodnie z prawem nie da się odwołać prezesa niezależnego regulatora, a zostało to zrobione napisaną na kolanie wrzutką do ustawy covidowej. Za co nikt nie poniósł konsekwencji.

Przez całą drugą kadencję nie udało się wdrożyć ani nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, ani Europejskiego Kodeksu Łączności Elektronicznej, choć przepisy były gotowe już na początku 2020 r. W efekcie Komisja Europejska nałożyła na nas karę 4 mln euro i 50 tys. euro za każdy dzień zwłoki. Wreszcie, pomimo szumnych zapowiedzi, nie udało się wdrożyć przepisów, które miały zrzucić na operatorów blokadę dostępu do treści pornograficznych wśród małoletnich.

A to wszystko tylko wierzchołek góry lodowej, bo o samych farmach trolli wiceministra Andruszkiewicza, które promowały aplikację covidową nazwiskami nieistniejących profesorów, można napisać osobny tekst. 

Reklama
Reklama

Po tym wszystkim nowa władza miała banalne zadanie. Wystarczyło nie zepsuć mObywatela, rozwijać jego możliwości, szybko wdrożyć przykryte kurzem przepisy i w zasadzie już to wystarczyłoby do osiągnięcia sukcesu. Wyszło... różnie.

Kolejny wyciek danych medycznych. Kapitulacja państwa. Czy to czas na dymisję?

Ministerstwo Cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego rozpoczęło rządy od walki z pracą zdalną

Krzysztof Gawkowski, minister cyfryzacji (fot. PAWEL RELIKOWSKI / POLSKA PRESS / PAP)

To mało znany fakt, który nie odbił się dużym echem w mediach, ale zrobił stosowny szum w mediach społecznościowych. Ministerstwo Cyfryzacji postanowiło ukrócić możliwość pracy zdalnej wprowadzonej przez poprzedników. Mając ministra z Lewicy na czele. Dlaczego był to taki problem?

W samym resorcie i podległych mu podmiotach wiele osób korzysta z pracy zdalnej, bo tylko taka forma pracy im się opłaca. Konieczność przeniesienia się do biur w Warszawie wiązałaby się z koniecznością zmiany pracy i w efekcie rozbiłaby wiele sprawnie działających zespołów. Było to dziwne choćby z tego względu, że Ministerstwo jest bardzo dobrze przygotowane na pracę zdalną i hybrydową, dzięki wdrożeniu w pełni cyfrowego obiegu dokumentów. 

Decyzja nie utrzymała się długo i upadła po... dwóch dniach.

Cell Broadcast coraz bliżej. MSWiA podpisało list intencyjny z operatorami

Reklama
Reklama

Później były zapowiedzi – oto główne cele Ministerstwa Cyfryzacji

Minister Krzysztof Gawkowski na początku kadencji wskazał główne priorytety resortu. Było to przygotowanie strategii cyfryzacji, nowelizacja Krajowego Systemu Cyberbezpieczeństwa, uchwalenie Prawa Komunikacji Elektronicznej, ograniczanie białych plam internetowych, rozwój kompetencji cyfrowych oraz ochrona dzieci w internecie. 

Dokładnie pamiętam konferencję zorganizowaną 15 grudnia 2023 r. Zapowiedziana została rewizja programów budowy sieci światłowodowych, walka z wykluczeniem cyfrowym, szybkie nadgonienie zaległych przepisów i walka o higienę cyfrową. Ba, program higieny cyfrowej miał być jednym z pierwszych pomysłów nowej władzy. „Miał być” to dobre określenie, bo ostatecznie nie powstał. Zamiast tego powstało kilka małych projektów, m.in. w NASK.

Recenzja Panasonica Lumix L10. Kompaktowy aparat dla miłośników Instagrama

Powoli i z opóźnieniami. Tak wyglądała praca nad zaległymi przepisami

Wydawałoby się, że priorytetem nowej władzy powinno być nadgonienie wdrażania zaległych przepisów. W końcu już płaciliśmy za nie kary, więc dobrze byłoby mieć to za sobą. Mając w Sejmie większość, to wydawało się formalnością. 

Najszybciej udało się wdrożyć Prawo Komunikacji Elektronicznej, czyli przepisy zastępujące Prawo Telekomunikacyjne w ramach Europejskiego Kodeksu Łączności Elektronicznej. Zajęło to... rok. Przepisy obowiązują od 10 listopada 2024 r.

Reklama
Reklama

Krajowy System Cyberbezpieczeństwa (KSC)? Poprzednicy w cztery lata przygotowali kilkanaście (ok. 15, momentami trudno było nadążyć z liczeniem) wersji projektu ustawy. Obecny rząd dorzucił co najmniej kilka swoich i przepisy obowiązują dopiero od kwietnia 2026 r. 

Tu ogromnym problemem była chęć stworzenia nadregulacji i dorzucenia do przepisów o KSC europejskich przepisów NIS2. Te, zgodnie z unijnymi wymogami, miały obowiązywać najpóźniej od 17 października 2024 r. Zamiast zrobić to prosto, szybko i przejść do dalszych prac, Ministerstwo Cyfryzacji uparło się na kombinowanie i niepotrzebne wydłużanie procesu.

Ustawa blokująca nielegalne treści. To konkretny katalog czynów zabronionych

Na tym nie koniec. Ustawa o zarządzaniu danymi, zgodnie z unijnym rozporządzeniem, miała obowiązywać od 24 września 2023 r. Weszła w życie 23 lipca 2026 r. AI Act, czyli krajowy system nadzoru nad AI, miał obowiązywać najpóźniej od 2 sierpnia 2025 r. Ustawa została dopiero ogłoszona pod koniec lipca 2026 r. 

Strategia Cyfryzacji Państwa, zapowiadana na konferencji 15 grudnia 2023 r. została przyjęta uchwałą Rady Ministrów dopiero 9 czerwca 2026 r. 

Przepisy DSA, czyli głośne w ostatnim czasie zmiany dotyczące usuwania nielegalnych treści w sieci miały unijny termin wdrożenia wyznaczony na 17 lutego 2024 r. Część przepisów mamy od 25 września 2026 r., część jest jeszcze na etapie prac parlamentarnych po wecie prezydenta. Z jednej strony to nie w pełni wina rządzących, z drugiej można to było zrobić znacznie wcześniej. 

Reklama
Reklama

Część opóźnień wynikała z zaniedbań poprzedniego rządu. Może myślę zbyt naiwnie, ale skoro przychodzę do pracy i widzę opóźnienie wynikające z działań swoich poprzedników, to zaczynam od nadrobienia strat. Niektóre z tych ustaw były przynajmniej częściowo gotowe i całościowo nie były to złe przepisy. Wystarczyło je tylko zmodyfikować i pozbyć się szkodliwych pomysłów. To nie jest coś, co powinno trwać ponad dwa lata. 

Google otwiera w Polsce Accessibility Discovery Centre. To nowe centrum technologii bez barier

Uczciwie oddajmy, że Ministerstwo Cyfryzacji ma swoje sukcesy

Aplikacja mObywatel (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Obecne Ministerstwo Cyfryzacji uparło się, że wszystkie działania poprzedników będzie wrzucać do dołu i zalewać wapnem. Momentami wyglądało to tak, że nieważne, czy dobre czy nie – utylizujemy! Na szczęście nikomu nie przyszło do głowy atakować mObywatela i ten zyskał kilka przydatnych funkcji.

W aplikacji pojawił się podpis kwalifikowany, bardzo przydatna mStłuczka, księgi wieczyste, sprawy dowodowe i paszportowe oraz rosnąca integracja korespondencji. mObywatel potrafi coraz więcej i jest centrum usług cyfrowej administracji. To wręcz perełka polskiej cyfryzacji i należy o nią dalej dbać. 

Do tego obowiązują e-Doręczenia, wdrożono blokady fałszywych SMS-ów i ochronę przed spoofingiem głosowym (na podstawie przepisów poprzedników) oraz mocno rozwijane jest cyberbezpieczeństwo. Wydajemy duże pieniądze na cyfrową ochronę samorządów, rządu czy choćby wodociągów. 

Reklama
Reklama

Kontynuowane są projekty rozbudowy sieci światłowodowych. W czerwcu 2026 r. mieliśmy spadek białych plam bez dostępu do sieci o ponad pół miliona rok do roku. 

Smartfony miały funkcje AI nawet 10 lat temu. Co jest, a co nie jest sztuczną inteligencją?

Bardzo dużo mówimy o AI, ale niewiele w tym zakresie robimy

W ramach dbania o cyberbezpieczeństwo chiński robot został wprowadzony do obiektów strategicznych w Polsce.  (fot. YouTube)

Przez ostatnie trzy lata bardzo dużo słyszałem o AI. Momentami wręcz można było odnieść wrażenie, że to główny priorytet Ministerstwa Cyfryzacji. Tyle tylko, że niewiele z tego wynikało.

Do końca 2024 r. AI to były głównie rozmowy. Plany, zapowiedzi, konsultacje, budowanie strategii... Podczas, gdy świat szedł do przodu, my bardzo intensywnie zastanawialiśmy się, jak to zrobić. W 2025 r. pojawił się PLLuM, czyli rodzina polskich modeli językowych, które miały konkurować z największymi gigantami. Projekt za 14,5 mln zł. Z największymi gigantami.

Asystent AI trafił do mObywatela. Prosty, ale działający, a do sierpnia 2026 r. użytkownicy rozmawiali z nim 730 tys. razy wysyłając ok. 1,17 mln wiadomości. To pokazuje, że to nie były zbyt rozbudowane konwersacje. 

Uruchomiliśmy za to fabrykę AI. Tzn. dostaliśmy 50 mln euro dofinansowania na projekt PIAST-AI, a w drugiej połowie 2027 r. ma ruszyć superkomputer w Gaia AI Factory w Krakowie. To jest jeden z głównych problemów, jakie ma obecne Ministerstwo Cyfryzacji.

Reklama
Reklama

Rejestracja samochodu w mObywatelu. Jest jeden warunek

Za dużo mówienia, niespójna komunikacja i problemy z przekazywaniem informacji

Fot. Wojciech Olkusnik/East News, 27.07.2026. Warszawa. Konferencja prasowa z udzialem wicepremiera, ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego i wiceministra cyfryzacji Dariusza Standerskiego, poswiecona ustawie o systemach AI i bezpiecznemu rozwojowi sztucznej inteligencji w Polsce.
N/z: Krzysztof Gawkowski (fot. Wojciech Olkusnik / East News)

Na AI wydajemy mało, co w obecnej sytuacji nie powinno dziwić. Priorytetem są i powinny być wydatki na zbrojenia. Jednocześnie budowana jest narracja wielkiego sukcesu wokół sztucznej inteligencji.

Problemem obecnego Ministerstwa Cyfryzacji jest to, że narracja wyprzedza efekty. Nie zbudowaliśmy fabryk AI. Rozpoczęte zostały prace nad ich budową. Takich przykładów jest znacznie więcej.

Najbardziej trafny to podatek cyfrowy. Miała być twarda postawa wobec gigantów technologicznych, gotowe ustawy, a jedyne co się „udało” to ich przedstawiciele zasiadający w radzie ds. cyfryzacji w Ministerstwie Cyfryzacji. Wspomniana wcześniej Strategia Cyfryzacji to kolejna z wielkich zapowiedzi, a raczej mało kto wierzy, że po 2030 r. będziemy w stanie wydawać 5 proc. PKB na transformację cyfrową (ok. 100 mld zł). 

Reklama
Reklama

Jednym z największych grzechów obecnego resortu cyfryzacji jest przesadna propaganda sukcesu i niedostosowanie przekazu do faktycznej gotowości projektów. W zasadzie regularnie komunikaty informujące o początku drogi brzmią tak, jakby jej koniec miał nastąpić nie dalej jak za tydzień. 

Jednocześnie pomijane są przy tym rzeczy naprawdę ważne, ale może mniej ekscytujące. Cell Broadcast czy AML nie brzmią tak dobrze jak gigafabryka AI. Tymczasem pierwszy może skutecznie zastąpić niewydolny SMS-owy Alert RCB, a drugi to technologia pozwalająca na przekazanie służbom ratunkowym dokładnej lokalizacji telefonu osoby dzwoniącej na numer alarmowy. Jesteśmy jedynym państwem w Unii Europejskiej, w którym tego nie ma. Planowe wdrożenie obu systemów to 2027 r. 

Byłem na pierwszej edycji Targów Technologii w Białymstoku. Wrócę tam za rok

Ministerstwo Cyfryzacji to po trzech latach dużo gadania i za mało robienia

Alert RCB (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Obiektywna ocena dokonań Ministerstwa Cyfryzacji jest trudna. Najpierw trzeba odsiać zapowiedzi i propagandę sukcesu od tego, co faktycznie udało się robić. Później trzeba podzielić dokonania na te faktycznie dobre i pozytywne oraz te, które pojawiły się w bólach i z ogromnym opóźnieniem.

To daje nam obraz resortu, który zdecydowanie za dużo mówi a za wolno robi. Mam wrażenie, że gdyby chociaż połowę czasu poświęcanego na prezentacje i odbieranie naciąganych nagród za nic, poświęcić na realne działania, wszystko działałoby znacznie sprawniej. 

Reklama
Reklama

Głównie przez to bardzo łatwo jest przegapić pozytywne rzeczy, jakie udało się zrobić przez ostatnie trzy lata.

Ministerstwo Cyfryzacji ma duży dorobek wykonawczy i inwestycyjny, szczególnie w mObywatelu, cybergrantach, e-Doręczeniach oraz infrastrukturze AI i danych. W 2026 r. nastąpiło wyraźne legislacyjne przyspieszenie. Zaczęły obowiązywać przepisy NIS2, ustawa o zarządzaniu danymi i ustawa AI, przyjęto dwie strategie, a pierwsza część wdrożenia DSA została podpisana przez prezydenta. Tylko dlaczego dopiero w 2026 r.?

Określenie tej kadencji jako bezwarunkowego sukcesu byłoby przesadą. Resort nadrabiał wieloletnie zaległości, lecz sam również generował opóźnienia. Część jego najgłośniejszych projektów pozostaje w budowie, a rozwój cyfrowych usług w dużej mierze opierał się na fundamentach odziedziczonych po wcześniejszych ekipach.

Po trzech latach rządów jestem Ministerstwem Cyfryzacji bardziej rozczarowany, niż zadowolony. Liczyłem na większą sprawczość i lepszą komunikację. A poprzeczka wisiała tylko centymetr na ziemią i zamiast ją przeskoczyć, resort na niej zawisł. A cieszy się, jakby pobił rekord świata albo przynajmniej udało mu się dodzwonić na numer 8080. 

Reklama
Reklama