Reklama
Reklama
Reklama

Brak tego systemu kosztuje życie 28 osób rocznie. Na 112 używają przestarzałej technologii

TYLKO NA

Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, gdzie operatorzy numeru 112 lokalizują zgłoszenia, bazując na przestarzałej technologii. Błędy mogą sięgnąć nawet kilku kilometrów. Nowego rozwiązania – systemu AML – wciąż nie udało się wprowadzić, mimo że to unijny obowiązek. Według danych Komisji Europejskiej brak tej technologii kosztuje życie 28 osób rocznie.

112 wciąż czeka na system AMS
(fot. Zero.pl/Shutterstock )
  • Operator numeru alarmowego 112 w Polsce może zlokalizować osobę wzywającą pomoc tylko na podstawie stacji BTS. To niedokładne dane i duże ryzyko, że zgłaszającego nie uda się odnaleźć.
  • Od kilku lat powinien już działać system AML, który umożliwia precyzyjne określenie lokalizacji na podstawie danych GPS z telefonu. To unijny obowiązek, którego do dzisiaj nie zrealizowała tylko Polska.
  • Różnica w dokładności systemów jest kolosalna. AML pozwala określić położenie do 5 metrów na zewnątrz i średnio 25 metrów w budynkach. Dane z BTS to tylko przybliżona lokalizacja na obszarze nawet kilometra.
  • Ministerstwo Cyfryzacji zapewnia, że system zacznie działać w przyszłym roku. Oznacza to siedmioletni poślizg względem unijnych wymogów.
  • Szacunki Komisji Europejskiej nie pozostawiają złudzeń, że każdy miesiąc opóźnienia kosztuje ludzkie życie. Według danych KE dzięki wdrożeniu systemu AML w Polsce uda się uratować rocznie życie 28 osób, a w 275 przypadkach ograniczyć poważne obrażenia. 

Gdy operator numeru alarmowego odbiera połączenie, zadaje szereg podstawowych pytań. Ustala, kto dzwoni, co się stało, czy ktoś jest poszkodowany, ale przede wszystkim – lokalizację zdarzenia. Problem pojawia się, gdy dzwoniący nie może, nie potrafi albo nie chce powiedzieć, gdzie się znajduje.

 – Mamy zgłoszenia, gdy nikt się nie odzywa, a w tle słychać awanturę. Albo słychać tylko, jakby ktoś się dusił. Dzwonią osoby z myślami samobójczymi i nie wiemy, gdzie one są – opowiada jeden z operatorów 112. – Była sytuacja, kiedy ktoś uporczywie blokował numer alarmowy. Wysłaliśmy zgłoszenie policji, ale widzieliśmy tylko lokalizację z najbliższego nadajnika BTS. Policja jeździła więc w kółko, ale taka osoba jest nie do namierzenia. Zdarza się, że gdy dzwoni potencjalny samobójca, czekamy i przeciągamy rozmowę, aż dokładna lokalizacja padnie z jego ust. 

Lokalizacja ze stacji bazowej BTS to obecnie wszystko, czym dysponują operatorzy. 

Reklama
Reklama

– Lokalizacja do kilkuset metrów albo nawet kilometra to jest żadna lokalizacja – kontynuuje jeden z operatorów. – Mogą być sytuacje, które będą wymagały reakcji w kilka minut. I ta reakcja będzie nieskuteczna, bo nie będzie wiadomo nic o zgłoszeniu. Poza tym, że ktoś zadzwonił i brzmiał, jakby się dusił.

Wszyscy mają, tylko nie Polska

Obecnie lokalizacja dzwoniących na numer alarmowy wyznaczana jest za pomocą stacji bazowych BTS. System sprawdza, z którym masztem sieci komórkowej połączył się telefon, jak silny jest sygnał i na tej podstawie szacuje odległość. Problem w tym, że obarczone jest to ryzykiem błędu od kilkuset metrów do nawet kilku kilometrów w miejscach, gdzie stacji jest niewiele. Alternatywą jest system AML, który umożliwia precyzyjne określenie lokalizacji osoby wzywającej pomoc na podstawie danych GPS z telefonu. Dokładność tej technologii to 5 metrów na zewnątrz oraz średnio 25 metrów w budynkach. 

Z technologii AML korzysta już 26 państw członkowskich UE, z czego aż 21 uruchomiło ją do roku 2020. Prekursorem była Wielka Brytania, która z AML częściowo korzystała już w 2014 r. Od 10 lat system funkcjonuje w Austrii i Estonii. Obecnie jedynym unijnym krajem, w którym AML wciąż nie działa, jest Polska. Mimo że wdrożenie tego systemu to obowiązek, który wynika z europejskiego kodeksu łączności elektronicznej (EKŁE). Unijna dyrektywa weszła w życie już w 2018 r. i zawierała pakiet przepisów kompleksowo regulujących sektor łączności elektronicznej, które kraje członkowskie miały wprowadzić do grudnia 2020 r. W Polsce to się nie udało, nie było więc wtedy podstawy prawnej, aby wdrożyć AML. 

Reklama
Reklama

Czytaj też: Gdyński „szkieletor” i porzucona budowa. Miał być prestiż, jest dramat ponad 100 rodzin

Wokół nowych przepisów wybuchła polityczna awantura. Krytycy przekonywali, że regulacje są zagrożeniem dla prywatności obywateli, mogą zniszczyć lokalne firmy telekomunikacyjne, alarmowali o niejasnych uprawnieniach służb specjalnych. Prace nad ustawą się przeciągały, aż w 2022 r. Komisja Europejska skierowała skargę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a TSUE nałożył na Polskę kary. Na początek 4 mln euro ryczałtu, następnie 50 tys. euro dziennie aż do dnia wprowadzenia przepisów. Ostatecznie ustawę Sejm przegłosował w lipcu 2024 r., łączna kara przekroczyła więc kwotę 20 mln euro. 

Niebezpieczny brak

Musiały jednak minąć kolejne miesiące, aby w kwestii AML cokolwiek się zadziało. Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej dopiero w grudniu 2024 r. zawarł z Centrum Projektów Polska Cyfrowa porozumienie o dofinansowaniu projektu z funduszy unijnych. System wdrażać ma właśnie UKE we współpracy z Ministerstwem Cyfryzacji. Koszt projektu to ok. 32,6 mln zł, z czego 26 mln pochodzi ze środków UE. I choć minęły blisko dwa lata, to technologii wciąż w Polsce nie ma. Zgodnie z obietnicami AML ma zostać uruchomiony dopiero w 2027 r., co oznacza siedmioletnie opóźnienie względem unijnych wymogów. 

Reklama
Reklama

– Nie jestem w stanie pojąć, dlaczego to nie jest jeszcze wprowadzone – dziwi się jeden z operatorów 112. – Tu chodzi o bezpieczeństwo. Nigdy nie wiemy, w jakiej sytuacji się znajdziemy. I czy będziemy w stanie wydukać choćby pół słowa, aby zasugerować, co nam się dzieje i gdzie jesteśmy – podkreśla. 

Szacunki na podstawie danych Komisji Europejskiej nie pozostawiają złudzeń, że każdy miesiąc opóźnienia kosztuje ludzkie życie. Według KE dzięki wdrożeniu systemu AML w Polsce uda się uratować rocznie życie 28 osób, a w 275 przypadkach ograniczyć poważne obrażenia. W skali całej Unii Europejskiej skrócenie czasu interwencji służb ratunkowych o zaledwie 30 sekund może uratować życie aż 800 osób rocznie. 

76 kilometrów dookoła

O przyspieszenie zmian od lat apelowali nie tylko polscy operatorzy, ale też Europejskie Stowarzyszenie Numeru Alarmowego 112, które w sprawie systemu AML interweniowało w MSWiA już w 2016 r. Na skutki braku tej technologii uwagę zwracała NIK w raporcie z 2025 r. Kontrolerzy przeprowadzili wtedy test w radomskim Centrum Powiadamiania Ratunkowego, który wykazał, że różnica między przybliżoną a faktyczną lokalizacją zgłaszającego wynosiła ok. 570 metrów. Problem w tym, że system wskazał lokalizację po drugiej stronie Wisły. Gdyby takie zgłoszenie wpłynęło naprawdę, służby ratownicze musiałyby wracać na najbliższy czynny most, przejechałyby łącznie 76 km, a czas dojazdu wzrósłby do ponad godziny. 

System AML jest również niezwykle istotny dla górskich i wodnych służb ratowniczych, które operują na terenach, gdzie stacji BTS nie ma w ogóle. 

Reklama
Reklama

– W mieście lokalizacja może być bardzo dokładna, bo stacje BTS są niedaleko siebie. Natomiast jeżeli mamy do czynienia ze zdarzeniem na wsi, to lokalizacja może być przekłamana o kilka kilometrów – mówi Karol Rymszewicz, kolejny z operatorów i członek Związku Zawodowego Operatorów Numerów Alarmowych. – Teraz mamy wakacje. Ludzie na urlopach często nie do końca wiedzą, gdzie się znajdują. Musimy więc iść po nitce do kłębka, czasami zadajemy bardzo dużo pytań, żeby dojść do konkretnej lokalizacji. A to wszystko zabiera czas – dodaje. 

Czytaj też: 999 tylko po polsku. Nikt nie musi rozumieć cudzoziemca, który wzywa karetkę

Rymszewicz przyznaje również, że na rządowe zapowiedzi patrzy sceptycznie. – Przestaliśmy już przykładać wagę do obietnic. Termin wdrożenia AML nieustannie się przesuwa – stwierdza. 

Brak opóźnień gwarantowany

Ministerstwo Cyfryzacji w odpowiedzi na nasze pytania zapewnia, że prace nad uruchomieniem systemu AML są „zaawansowane” i przebiegają zgodnie z harmonogramem. 

„Realizowane są działania związane z budową infrastruktury oraz wytwarzaniem oprogramowania. Kolejne etapy obejmują integrację rozwiązania z systemami interesariuszy zewnętrznych, przeprowadzenie testów oraz przygotowanie systemu do uruchomienia produkcyjnego” – wyjaśnia resort. I zaznacza, że zakończono już „szereg kluczowych prac”, w tym opracowanie „dokumentacji strategicznej, analitycznej i projektowej”, zapewniono również finansowanie oraz przeprowadzono „uzgodnienia techniczne i organizacyjne” z operatorami telekomunikacyjnymi oraz dostawcami systemów operacyjnych Android i iOS. „Równolegle przygotowano szczegółową architekturę rozwiązania, wykonano wstępne testy techniczne oraz zapewniono podstawę prawną do wdrożenia funkcjonalności AML” – wylicza dalej Ministerstwo Cyfryzacji. 

Reklama
Reklama

Według resortu termin wdrożenia w 2027 r. jest niezagrożony, choć nie wiadomo, kiedy dokładnie system ma wejść w życie. Jak tłumaczy ministerstwo, tak odległy względem unijnych wymogów termin wynika – po pierwsze – z opóźnień w implementacji dyrektywy EKŁE, a po drugie – ze skali przedsięwzięcia. 

„Realizacja projektu wymagała przygotowania odpowiednich rozwiązań prawnych, organizacyjnych i technicznych oraz przeprowadzenia prac projektowych obejmujących wielu interesariuszy. Wszystkie działania prowadzone są w taki sposób, aby po uruchomieniu system działał stabilnie oraz zapewniał wysoki poziom niezawodności i dostępności” – podkreśla resort. I dodaje, że Polska przeprowadzi jedno z „najbardziej kompletnych wdrożeń AML w Europie”. „Już na etapie prac przygotowawczych i wdrożeniowych wielokrotnie korzystaliśmy z doświadczeń i wiedzy innych państw UE, które wdrożyły AML, aby zniwelować ryzyko popełnienia błędów przy opracowywaniu założeń projektu i oprzeć go na sprawdzonych już podstawach” – tłumaczy ministerstwo. 

Czytaj też: Miliony długu i podejrzenie zmowy. Prywatna spółka weszła na SOR w Lesku

Resort zapewnia, że system będzie kompatybilny z „niemal wszystkimi smartfonami wprowadzonymi do obrotu na terenie Unii Europejskiej, mającymi techniczną możliwość wyzwolenia formatki z lokalizacją”. „Rozwiązanie zostało zaprojektowane w sposób zapewniający elastyczność jego dalszego rozwoju oraz możliwość dostosowania do nowych metod przekazywania zgłoszeń alarmowych i przyszłych usług wspierających działania ratownicze” – podkreśla resort. 

Reklama
Reklama

Z kolei Urząd Komunikacji Elektronicznej tłumaczy, że od 2022 r. wszystkie sprzedawane na terenie UE smartfony muszą umożliwiać przekazanie danych lokalizacyjnych w przypadku połączenia na numer alarmowy, ale taką funkcję posiadało również wiele urządzeń sprzedawanych już w 2016 r. UKE zapewnia też, że system będzie w pełni bezpieczny i nie będzie ingerował w prywatność użytkowników. System automatycznej lokalizacji uruchamia się bowiem wyłącznie podczas połączeń z numerami alarmowymi. Dane objęte są tajemnicą telekomunikacyjną, a służby otrzymują informację o lokalizacji wyłącznie podczas trwania połączenia. Po określonym czasie informacje będą usuwane.

Reklama
Reklama