Reklama
Technologia

Recenzja Panasonica Lumix L10. Kompaktowy aparat dla miłośników Instagrama

Panasonic Lumix L10 to jedna z ciekawszych fotograficznych premier tego roku. Kompaktowy aparat w retro-stylistyce z matrycą micro 4/3 i obiektywem Leica. Do tego obsługa Real Time LUT, co wydaje się funkcją stworzoną dla instagramerów. Mocno liczyłem na możliwość sprawdzenia tego sprzętu i w końcu wpadł w moje ręce. Zobaczmy, jak się sprawdził.

Arkadiusz Dziermański
Opinia autorstwa: Arkadiusz Dziermański
Dzisiaj 08:43
13 min
Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Obok Lumixa L10 nie da się przejść obojętnie. Ten aparat swoim wyglądem i tym, jak jest wykonany, wpasowuje się idealnie w wymagania 2026 r. Przynajmniej jeśli mówimy o wariancie srebrnym, który aż krzyczy z daleka, że wygląda jak modny sprzęt retro. Wariant czarny widziałem tylko na zdjęciach, ale nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia.

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Wizualnie mam tu zastrzeżenia tylko do tego, jak aparat wygląda z wysuniętym obiektywem. O ile całość wygląda bardzo solidnie, tak smutnie wystający kawałek plastiku prezentuje się strasznie skromnie i niezbyt okazale. 

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Aparat wygląda solidnie, ale też jest taki po wzięciu do ręki. Mocno kontrastuje to z ostatnimi aparatami Canona i Sony, jak PowerShot V1 czy seria ZV. Tam mocno czuć plastik, korpusy wydają się niemal puste w środku. Lumix L10 ma obudowę częściowo z magnezu, a górny i dolny panel oraz obiektyw są aluminiowe. Aparat nie jest ciężki i waży ok. 508 gramów. Dla porównania wspomniany PowerShot V1 to ok. 426 gramów, a różnica w jakości wykonania jest wyraźna.

Reklama
Reklama

Konstrukcja nie jest w żaden sposób uszczelniona.

Test Dyson Spot+Scrub Ai. Ktoś nauczył się robić roboty sprzątające

Panasonic Lumix L10 ma kilka ciekawie zaprojektowanych rozwiązań. Czy grip nie jest zbyt mały?

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Aparaty kompaktowe bywają nieprzyjemnie wykastrowane z elementów sterujących i Lumix L10 jest tu chlubnym wyjątkiem. Co prawda przycisków i pokręteł jest tu mniej niż np. w dużej serii S, ale używając na co dzień Lumixa S5 II nie czułem się tu ani trochę ograniczony.

Z góry znajduje się pokrętło wyboru trybów, pokrętło funkcyjne, skrót do sterowania ekspozycją, przycisk rozpoczynający nagrywanie oraz dwustopniowy spust migawki połączony z suwakiem zoomu.

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Na tylnej ściance znajdziemy sterowanie pracą ekranu i wizjera, przełącznik trybu foto/wideo/S&Q, skrót do uruchomienia LUT-ów, AF On i standardowe przyciski sterujące wraz z d-padem otoczonym obracanym pierścieniem.

Nietypowe są elementy umieszczone na obiektywie. Na lewym boku znajduje się suwak pracy autofocusu, a na górze drugi, który można personalizować. Mogą to być np. proporcje zdjęć, zapisane LUT-y czy zmiana rodzaju obiektu rozpoznawanego przez autofocus. Do tego standardowo pierścień ostrości i drugi do sterowania wartością przysłony. Wygląda to bardzo podobnie jak w Leice D-Lux 8.

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Takie rozmieszczenie elementów powoduje, że Lumix L10 nie jest skomplikowany w obsłudze dla osób początkujących, a bardziej zaawansowane nie będą czuć się ograniczone brakiem dostępnych skrótów.

Reklama
Reklama

Aparat ma bardzo skromnie wystający grip i faktycznie mogłoby go być tu nieco więcej. Choć przy tak małej konstrukcji z jednej strony korzysta się z niego całkiem wygodnie, a z drugiej o wiele wygodniej niż z Lumixa S9, który jest pozbawiony tego elementu. W ogóle Lumix L10 jest moim zdaniem o wiele bardziej poręczny i wygodniejszy w codziennym użytkowaniu. Pomimo tego, że oba mają niemal identycznie rozmieszczone przyciski.

Test Razer Huntsman V3 HE Magnetic 8KHz. Szybka klawiatura, ale tylko dla graczy

To się nazywa cywilizacja! Czyli wizjer i obracany ekran

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Wizjer to niestety nie jest częsty element wyposażenia kompaktowych aparatów i tu Panasonicowi należą się ogromne pochwały. Wizjer OLED ma rozdzielczość ok. 2,36 mln punktów, 100 proc. pokrycie kadru i powiększenie 0,74x. Jak na tak kompaktowy sprzęt korzysta się z niego bardzo wygodnie. Jest jasny i bardzo dobrej jakości.

Z wizjera korzystałem dosyć często w silnym słońcu, gdzie ekranowi momentami brakowało nieco jasności. Choć jak na standardy rynku wypada pozytywnie, szczególnie pod kątem jakości obrazu. Jest to 3-calowy panel LCD o rozdzielczości 1,84 mln pikseli, obracany oraz dotykowy.

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Menu aparatu jest takie same, jak we wszystkich innych współczesnych Lumixach. Rozbudowane, ale z jasno i intuicyjnie pogrupowanymi opcjami. Interfejs fotografowania i filmowania dostosowuje się do aktualnej orientacji oraz zmieniają się też kierunki działania d-pada. To coraz częściej pojawia się we współczesnych kompaktach i w dobie rejestrowania treści w pionie jest jak znalazł.

Reklama
Reklama

Test HyperX Cloud Alpha 2 Wireless. Słuchawki z centrum sterowania na biurku

Autofocus jak w nowych aparatach Panasonica. Lumix L10 wypada tu bardzo dobrze

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Aparaty Panasonica mają przypiętą łatkę sprzętów, które mają bardzo słaby autofocus i faktycznie, w starszych modelach to nie jest coś, czemu można zaufać. Lumix L10 wypada pod tym względem bardzo dobrze i w zasadzie tak dobrze, jak wszystkie ostatnie modele producenta. Takie jak S5 II, S1 czy S9.

Aparat jest wyposażony w autofocus z detekcją fazy i kontrastu. Ma 779 punktów fazowych oraz 315 obszarów kontrastowych. Rozpoznaje ludzi (oko, twarz lub ciało), zwierzęta, samochody, motocykle i rowery, pociągi oraz samoloty.

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Autofocus działa niemal wzorowo przy obiektach statycznych. Na ogół bezbłędnie rozpoznaje obiekty i jest pod tym względem bardzo sumienny. Jak ma być człowiek, to będzie człowiek i póki ktoś jest w kadrze, nie wyostrzy na niczym inny.

Śledzenie obiektów podczas fotografowania wypada przyzwoicie, ale nie jest idealnie. Tu aparat lubi się czasem zgubić, za to znacznie lepiej radzi sobie podczas nagrywania wideo. Utrzymywanie ostrości jest bardzo dobre i w zasadzie nie zauważyłem różnic względem mojego S5 II.

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Autofocus ma tryb makro, który zmniejsza odległość ostrzenia do 3 cm na szerokim kącie i 30 cm przy najdłuższej ogniskowej. To duża różnica względem podstawowych 50 cm. 

Reklama
Reklama

Test Google Pixel Watch 5. Świetny smartwatch, brzydki zegarek

Matryca micro 4/3 to nie jest częsty widok w kompaktowym aparacie

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Panasonic wyposażył Lumixa L10 w matrycę CMOS w rozmiarze micro 4/3 z tylnym podświetleniem BSI o rozdzielczości 20,4 Mpix. Co jest bardzo rzadkim wyborem w aparatach kompaktowych. Producenci zazwyczaj stawiają w nich na mniejsze matryce 1-calowe. Zdarzają się też większe, w tym pełnoklatkowe, ale efektem jest np. Sony RX1R kosztujący ponad 21 tys. zł. 

Ciekawy jest też obiektyw, bo jest to Leica DC Vario-Summilux 24-75 mm ze zmienną przysłoną w zakresie f/1.7-2.8. Nie tylko elementy sterujące wyglądają podobne. Dokładnie ten sam obiektyw znajdziemy we wspomnianej wcześniej Leice D-Lux 8. Takie połączenie matrycy i obiektywu daje spore nadzieje na bardzo dobre zdjęcia.

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Obiektyw ma małą średnicę, bo tylko 43 mm. Więc jeśli ktoś będzie chciał korzystać z filtrów, co przy wideo będzie koniecznością, musi liczyć się z dodatkowym wydatkiem, bo raczej niewiele osób takie posiada. Sam korzystałem z pierścieni redukcyjnych i musiałem ich użyć aż pięciu, czego efektem było widoczne winietowanie w zakresie 24-30 mm. Do tego po wyłączeniu aparatu obiektyw nie chciał się wysuwać. Więc nie polecam takiego rozwiązania. 

Reklama
Reklama

Test Amazfit Cheetah 2 Ultra. Najbrzydszy zegarek, jaki mi się spodobał

Panasonic Lumix L10 to bardzo dobry aparat

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Zacznijmy od optyki, która nie lubi się z ostrością na szerokim otworze przysłony. Brzegi i rogi kadrów są wyraźnie zmiękczone poniżej f/4 na całej długości ogniskowych, więc dla bardziej szczegółowych kadrów warto nieco przymknąć otwór. Podstawowe algorytmy nie są przesadnie agresywne i zdjęcia nie są przeostrzone czy nienaturalnie odszumiane. Kolory są naturalne, ale to jest już kwestia gustu. Spotkałem się z opiniami, że są zbyt miękkie i tryb Vivid wypada lepiej. Na pewno efektownie, ale na moje oko barwy są wtedy zbyt mocno nasycone. 

Zdjęcia przykładowe (JPG):

Przy zdjęciach RAW najbardziej interesowało mnie, czy będą mieć podobne problemy z mikrokontrastem, podobnie jak Lumix S5 II. RAW-y z niego często sprawiają wrażenie, jakby były przesadnie przeostrzone. Lumix L10 takiego problemu nie ma i momentami edytowało mi się je o wiele przyjemniej i wygodniej, niż te z S5 II. 

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Zdjęcia mają szeroki zakres dynamiczny i pozwalają wyciągnąć dużo detali ukrytych w cieniach. Nie do końca zgadzam się z głosami recenzji mówiącymi, że Lumixem L10 można śmiało robić zdjęcia z ISO na poziomie 3200. Na moje oko, o ile nie zależy nam na celowym efekcie, nie da się ich używać bez dodatkowego odszumiania. W zasadzie jak w każdym aparacie z matrycą micro 4/3, wychodzenie poza ISO 1600 jest ostatecznością. W zdjęciach JPG odszumianie pojawia się automatycznie i powyżej tej wartości jest już widoczne. 

Reklama
Reklama

Zdjęcia przykładowe (edytowany RAW):

Smartfony miały funkcje AI nawet 10 lat temu. Co jest, a co nie jest sztuczną inteligencją?

Real Time LUT to bardzo mocne cechy Lumixa L10

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Real Time LUT to nie jest to samo co style fotograficzne, które możemy nazwać bazowym sposobem przetwarzania obrazu przez aparat. LUT-y to bardziej zaawansowane filtry fotograficzne. Poza wbudowanymi wariantami jest tu opcja wgrywania własnych w standardowych formatach VLT i CUBE i maksymalnie możemy ich mieć 39 w pamięci aparatu. Do tego każdy LUT, wliczając w to fabryczne, może być modyfikowany z pozycji aparatu, gdzie możemy ustawić np. intensywność efektu.

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

LUT-y dają efekt tylko na zdjęciach JPG, a plik RAW pozostaje „czysty”. Podgląd efektu widzimy już w trakcie robienia zdjęcia, więc cały czas widzimy, w jaki sposób modyfikowany jest obraz.

To wszystko tworzy z Lumixa L10 bardzo udany aparat „instagramowy” i śmiało rzuca rękawice bardzo chwalonym pod tym względem modeli Fujifilm czy Ricoh. 

Sigma ma dwa nowe obiektywy. Posiadacze aparatów Canona ustawią się w kolejce

Panasonic Lumix L10 sprawdzi się jako aparat do nagrywania filmów. Są jednak ograniczenia... 

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Lumix L10 ma rozbudowane możliwości filmowe. Obsługuje 10-bitowy zapis 4:2:2, płaski profil V-Log, rejestruje obraz w rozdzielczości 5,6K w 60 klatkach i 4K w 120 klatkach na sekundę. Z jednej strony to w pełni wystarcza do rejestrowania bardzo ładnych nagrań. Poza ujęciami typowo turystycznymi, które zamieszczam poniżej, raz użyłem Lumixa L10 do kilku ujęć w realizacji komercyjnej i przy dobrym świetle trudno było dostrzec różnicę w jakości materiału względem Lumixa S5 II. 

Reklama
Reklama

Z drugiej dużym problemem aparatu jest brak stabilizacji matrycy. Stabilizowany jest tylko obiektyw i w trudniejszych warunkach pozostaje wspomaganie się stabilizacją elektroniczną, która standardowo przycina kadr. Przez to, jeśli chcielibyśmy użyć Lumixa L10 jako aparatu typowo vlogowego, nagrywanie z ręki podczas chodzenia bez dodatkowych akcesoriów zdecydowanie odpada. 

Przykładowe nagrania z Lumixa L10:

Honor Robot Phone to najdziwniejsza konstrukcja ostatnich lat. Sprawdziłem, co potrafi

Lumix L10 ma lepszą baterię, niż deklaruje to Panasonic

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Lumix L10 wykorzystuje baterie DMW-BLK22 o pojemności 2200 mAh. Jest to takie same ogniwo, z jakiego korzystam w Lumixie S5 II, który zjada je w oczach, ale w mniejszym i nieco mniej zaawansowanym kompakcie spodziewałem się znacznie lepszych rezultatów.

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Tak faktycznie jest, bo producent deklaruje wykonanie ok. 420 zdjęć z ekranem i 410 z wykorzystaniem wizjera, a w praktyce spokojnie można osiągnąć wynik dwukrotnie lepszy. Baterię można ładować w aparacie, podłączając go przez port USB-C.

Chcesz nagrywać filmy do internetu? Wybierz smartfon zamiast kamery sportowej

Panasonic Lumix L10 to jeden z ciekawszych aparatów kompaktowych na rynku

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Lumix L10 ma niemal wszystko, aby stać się nowym królem mediów społecznościowych. Bardzo dobrze wykonany, z modnym retro-wyglądem. Oferuje bardzo dobrą jakość zdjęć i filmów, ma szeroki zakres ogniskowych jasnego obiektywu, świetny autofocus i sporą matrycę, jak na tę klasę urządzeń. Do tego Real Time LUT pozwala upodobnić zdjęcia do modnej konkurencji.

Reklama
Reklama

Jedyną poważniejszą wadą aparatu jest brak stabilizacji matrycy, co mocno ogranicza jego możliwości filmowe. W szczególności wykorzystywania go jako aparat vlogowy. W kategoriach życzeniowych, poza dodaniem stabilizacji przydatne byłyby też np. wbudowane filtry ND, ale to może już w kolejnej generacji.

Panasonic Lumix L10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Panasonic Lumix L10 kosztuje 6 399 zł, co na tle obecnych cen nie wygląda źle. Posiadająca ten sam obiektyw i matrycę Leica D-Lux 8 kosztuje 7 279 zł. Aparaty Fujifilm z matrycami APS-C kosztują więcej, bo za X100VI trzeba wydać prawie 9 000 zł, a porównywalną cenę ma Ricoh GR IV. Znacznie tańszy jest PowerShot V1 Canona, bo kosztuje 3 299 zł, ale ma znacznie skromniejsze możliwości i mniejszą matrycę.

Lumix L10 spodobał mi się o wiele bardziej, niż się tego spodziewałem. Gdybym szukał kompaktowego aparatu do codziennego, niezobowiązującego „strzelania”, miałbym go wysoko na liście kandydatów do zakupu.

Reklama
Reklama