
Prezydent USA Donald Trump podpisał dekret otwierający drogę do tańszego, nieopodatkowanego diesla. Separatyści z Parti Quebecois wygrali wybory w kanadyjskiej prowincji, a w Barcelonie podczas wielotysięcznego protestu w sprawie mieszkań doszło do starć z policją. Zapraszamy na podsumowanie najważniejszych wydarzeń minionej nocy.
- Donald Trump podpisał rozporządzenie pozwalające wszystkim kupować barwiony olej napędowy zwolniony z akcyzy, ale eksperci wskazują, że nie rozwiąże ono problemu kurczącej się podaży.
- Parti Quebecois wygrało wybory w Quebecu i utworzy rząd mniejszościowy, a jego lider zapowiada konsultacje w sprawie niepodległości prowincji.
- W Barcelonie protest w sprawie kryzysu mieszkaniowego zakończył się zamieszkami, a związki zawodowe zapowiedziały listopadowy strajk generalny w Hiszpanii.
Politycy wciąż rządzą w wielu szpitalach. Afera Dawida Kacprzyka niczego nie zmieniła
Prezydent USA Donald Trump podpisał w poniedziałek rozporządzenie, na mocy którego wszyscy kierowcy będą mogli kupować barwiony olej napędowy zwolniony z podatku. Dokument znosi dotychczasowy wymóg, by paliwo to trafiało wyłącznie do pojazdów terenowych i dużych ciężarówek. Trump podpisał go na scenie podczas wystąpienia w Nebrasce, gdzie kontynuuje trasę kampanijną przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi do Kongresu.
Jak tłumaczył prezydent, czerwony diesel od lat napędza pojazdy rolnicze i sprzęt budowlany, a jest „dokładnie taki sam jak zwykły”. Różnica polega na tym, że sprzedaje się go bez podatku. Barwiony olej napędowy jest zwolniony z federalnej i stanowej akcyzy. Według Trumpa przeciętny kierowca ciężarówki zaoszczędzi ponad 100 dolarów przy każdym tankowaniu, a rolnicy miliony dolarów.
Prezydent przekonywał też, że rozporządzenie obniży koszty wszystkich towarów, w tym żywności. Zapewnił, że nie będzie ono potrzebne długo, bo ceny w USA spadną po zakończeniu wojny z Iranem. Przed jej wybuchem średnia cena diesla wynosiła 3,81 dolara za galon, a we wrześniu po raz pierwszy przekroczyła 6,50 dolara.
Agencja AP podkreśla, że czasowe zniesienie limitów zmniejszyłoby presję kosztową na firmy korzystające z diesla. Reuters zwraca jednak uwagę, że według ekspertów ulga w niewielkim stopniu pomoże w rozwiązaniu problemu kurczącej się podaży, który wywindował ceny do rekordowych poziomów. Ceny paliw to ważny temat przed listopadowymi wyborami.
Trump twierdzi, że za wzrost cen odpowiadają ataki Ukrainy na rosyjskie rafinerie i zamykanie rafinerii w stanach rządzonych przez Demokratów, a nie sytuacja w cieśninie Ormuz. Ukraińcy odpowiadają, że ataki trwają od ponad roku, a gwałtowny wzrost cen zaczął się dopiero po wybuchu wojny z Iranem.
Quebec wybrał separatystów
Separatyści z Parti Quebecois utworzą rząd po poniedziałkowych wyborach w kanadyjskiej prowincji Quebec, będzie to jednak rząd mniejszościowy. Według szacunków Radio-Canada PQ zdobędzie 59 miejsc w 127-osobowym Zgromadzeniu Narodowym. Liberałowie mają 40 mandatów, konserwatyści 19, Quebec Solidaire 9, a rządząca od 2018 r. Coalition Avenir Quebec nie zdobyła żadnego. Do większości potrzeba 64 miejsc, a wyniki mogą się jeszcze zmienić.
Premier Kanady Mark Carney pogratulował liderowi PQ Paulowi St-Pierre Plamondonowi. Zapewnił, że chce wspierać biznes i pracowników, tworzyć miejsca pracy, walczyć z bezdomnością i budować domy. PQ ostatnio rządziło po wyborach w 2012 r. Prawo głosu miało 6,4 mln mieszkańców, a ponad jedna czwarta oddała głos w terminie wcześniejszym.
Plamondon zapowiadał w kampanii konsultacje w sprawie niepodległości. W referendach w 1980 i 1995 r. zwolennicy secesji przegrali. 25 września media informowały o możliwych próbach ingerencji Amerykanów w kampanię, powołując się na dokumenty think tanku DARC. Plamondon zaprzeczał kontaktom z Waszyngtonem, przyznał jednak, że w razie wygranej będzie musiał rozmawiać z Białym Domem.
Protest w Barcelonie
Późnym wieczorem w Barcelonie doszło do zamieszek pod koniec wielotysięcznego protestu w sprawie kryzysu mieszkaniowego. Agencja EFE podała, że policja zatrzymała kilka agresywnych osób. Zakryci uczestnicy podpalali kontenery, uszkodzili zaparkowany samochód i rzucali w policjantów butelkami, kamieniami oraz petardami. Na miejsce wezwano straż pożarną.
Protest odbył się w dniu, w którym premier Pedro Sánchez ogłosił przedterminowe wybory parlamentarne na 29 listopada. Decyzja zapadła po tym, jak w zeszłym tygodniu Kongres Deputowanych odrzucił dwie rządowe propozycje zwiększające ochronę najemców i ograniczające obrót mieszkaniami przez fundusze inwestycyjne. Przeciw głosowały Partia Ludowa i Vox oraz katalońskie Junts. Według organizatorów, czyli związków lokatorów, w proteście wzięło udział ok. 120 tys. osób, a zdaniem władz miasta ok. 20 tys.
Manifestację przełożono z soboty z powodu ostrzeżenia przed ulewami. W sobotę protesty odbyły się w ponad 50 innych miastach. Namiotowe miasteczka stoją na placu Katalońskim w Barcelonie i na Puerta del Sol w Madrycie, a także w Walencji, Sewilli i Bilbao.
Kwestia mieszkaniowa stała się centralnym tematem debaty 23 września, po eksmisji 87-letniej Maricarmen Abascal z mieszkania w Madrycie, które zajmowała od 70 lat. W poniedziałek dwie największe centrale związkowe, zrzeszające ponad 2 mln członków, zdecydowały o 24-godzinnym strajku generalnym w listopadzie. Domagają się godnych płac i prawa do mieszkania.
Obejrzyj także: