Reklama
Kraj

Po fałszywym alarmie u prezydenta: Państwo ryzykuje ośmieszenie

Wystarczy jedna wiadomość, by uruchomić służby, wywołać chaos informacyjny i doprowadzić do kryzysu politycznego. Fałszywe zgłoszenie dotyczące mieszkania matki prezydenta pokazało, jak łatwo dziś sparaliżować instytucje. Kolejny raz państwo zostaje wystawione na próbę i kolejny raz ryzykuje ośmieszenie.

Łukasz Olejnik
Opinia autorstwa: Łukasz Olejnik
Dzisiaj 12:43
8 min
Prezydent RP Karol Nawrocki podczas obchodów Dnia Samorządu Terytorialnego w ogrodach Pałacu Prezydenckiego w Warszawie. (fot. Leszek Szymański / PAP)

Najpierw nazwijmy rzeczy po imieniu. Fałszywe zgłoszenia, które skutkują interwencją służb takich jak policja czy straż pożarna to wykorzystywanie aparatu państwowego przeciwko ludziom. Tym razem, kiedy służby weszły siłą do mieszkania matki prezydenta, opinia publiczna zainteresowała się problemem, bo dotyczy on ważnej i znanej osoby. Równie dobrze jednak takie nękanie może spotkać każdego obywatela. Nie jest to więc wydumany problem, a rzecz wymagająca pilnego rozwiązania. 

SWATing, czyli fałszywe sprowadzanie służb do domów niewinnych ludzi, nie jest zjawiskiem nowym. Skala, dobór celów i synchronizacja podobnych działań mogą sugerować działanie zorganizowane. Nie wykluczają również inspiracji zewnętrznej. Ale równie dobrze może się okazać, że stoi za tym niewielka grupa albo nawet jedna osoba. Takie przypadki zdarzały się już wcześniej zarówno w Polsce, jak i w innych państwach.

Nie jest łatwo ustalić sprawcę fałszywego zgłoszenia

W obecnej odsłonie zgłoszenie nastąpiło za pośrednictwem aplikacji Alarm112, czyli tekstowego kanału przeznaczonego dla osób, które nie mogą wykonać połączenia głosowego. Zgłoszenie dotyczyło możliwego pożaru w mieszkaniu oraz zagrożenia życia osób znajdujących się wewnątrz. Chwilę później pojawił się drugi komunikat wysokiego priorytetu dotyczący nagłego zatrzymania krążenia pod tym samym adresem.

Co w takiej sytuacji miały zrobić służby ratownicze? Zastosowały procedury. Tyle że w przypadku takim, jak ten procedury stają się ostrzem wymierzonym w konkretne osoby. Doskonale wiedzą o tym ci, którzy używają ich jako broni. Sięgnięcie po taki mechanizm miało w tym przypadku jeden cel: wywołać ogromne zamieszanie i chaos informacyjny

Reklama
Reklama

Niestety zidentyfikowanie sprawcy ataku nie będzie proste. W przypadku Alarm112 ustalenie numeru telefonu powiązanego z kontem nie musi oznaczać jeszcze ustalenia sprawcy. Numer może prowadzić do osoby która dokonywała fałszywego zgłoszenia, ale może też wskazać taką, której dane zostały wykorzystane przez oszusta. Mogły one pochodzić z wycieku, numer mógł być zarejestrowany na inną osobę, urządzenie mogło zostać przejęte, skradzione albo użyte bez wiedzy właściciela.

Państwo staje przed dużym wyzwaniem jak uszczelnić ten kanał. Systemy, które pozwalają zgłosić zagrożenie tym, którzy nie mogą wykonać połączenia głosowego, muszą być szybkie i dostępne. Właśnie dlatego trudno mocno je zabezpieczyć bez uderzenia w osoby, dla których powstały.

Nauczka, której państwo nie odrobiło

Do podobnej fali nadużyć doszło w latach 2021 i 2022. Zgłoszenia alarmowe wymierzone były w osoby kojarzone z ówczesną opozycją. W tamtym okresie podobną funkcję pełniły fałszywe alarmy bombowe, groźby oraz komunikaty podszywające się pod cudze numery telefonów przy użyciu spoofingu. Odbiorcy widzieli znany numer, choć w rzeczywistości ktoś się pod niego podszywał. W efekcie dochodziło do zatrzymań niewinnych osób, zabezpieczania ich telefonów i komputerów, przesłuchań, strat czasu, pieniędzy i nerwów.

Reklama
Reklama

Można było mieć nadzieję, że po tamtych doświadczeniach służby zdążyły już częściowo dostosować swoje procedury. Rozpętała się wówczas debata, która politycznie była bardzo podobna do obecnej. Pojawiały się podejrzenia o celowe działania, nieprofesjonalizm, ignorowanie sygnałów, a nawet o polityczną grę. Od tamtej pory niewiele się zmieniło, bo po  chwili głównym tematem przestała być podatność procedur na nadużycia, a stało się nim to, kto kogo oskarża i kto na tym politycznie zyskuje lub traci. A to działa przede wszystkim na korzyść sprawców.

Obywatele myślą, że państwo jest słabe

Bieżąca rozgrywka polityczna tocząca się wokół podatności systemu nie prowadzi naturalnie do niczego dobrego. Społeczeństwo może zacząć nabierać wrażenia, że państwo jest słabe i niedomaga. Ktoś uruchamia służby, wywołuje zamieszanie, zmusza polityków do reakcji i tworzy chaos informacyjny. To może wystarczyć, by podważyć zaufanie do instytucji.

Równocześnie cała sytuacja pokazuje słabość polityki informacyjnej państwa. Jeśli przedstawiciele różnych instytucji zaczynają określać krytyczne głosy czy błędne informacje mianem „dezinformacji” i „fake newsów”, pojawia się pytanie, czy państwo właściwie rozumie znaczenie tych pojęć.

Reklama
Reklama

Nie każda błędna albo fałszywa informacja jest elementem operacji wpływu. Informacja może być niepełna, oparta na wcześniejszym komunikacie albo zwyczajnie błędna, nie będąc jednocześnie celową dezinformacją. Nadużywanie takich pojęć przy każdej okazji może prowadzić do znieczulenia opinii publicznej na realne operacje informacyjne. Państwo, które chce budować odporność informacyjną, nie powinno wrzucać każdego sporu o fakty do jednego worka z napisem „dezinformacja”.

Tu potrzebna jest przede wszystkim spójna polityka informacyjna i sprawna komunikacja kryzysowa. Słabą komunikację obserwowaliśmy już przy wcześniejszych kryzysach, choćby podczas incydentów związanych z dronami czy wysadzeniem torów w 2025 r. Wtedy również różne instytucje państwowe mówiły różnymi głosami, a pomiędzy nimi publicznie pojawiały się wzajemne oskarżenia o dezinformację. 

Znacznik dla VIPów może usprawnić system 

W przypadku fałszywych zgłoszeń problem jest zresztą podwójny. Nie można oczekiwać, że służby ratunkowe w czasie rzeczywistym będą wiedziały wszystko o każdej osobie związanej z konkretnym adresem. Ale nie można też tworzyć jakiejś listy mieszkań wysokich urzędników, ich rodzin czy byłych funkcjonariuszy. Taka lista sama mogłaby stać się potencjalnym celem i narzędziem nadużyć.

Można jednak rozważyć inny model oznaczania stref potencjalnie wrażliwych, bez ujawniania danych szerokiemu gronu użytkowników systemu. Taki znacznik nie blokowałby interwencji, ale mógłby uruchamiać dodatkową weryfikację, kontakt z właściwym punktem dyżurnym albo ostrożniejszą komunikację po zdarzeniu.

Reklama
Reklama

To jednak również rodzi problemy. Urzędników państwowych jest wielu. Łatwo mogłoby się okazać, że niemal cały kraj staje się „wrażliwy”, a wtedy taki mechanizm przestałby mieć sens. Ktoś musi odnaleźć tutaj rozsądny balans.

Jednocześnie sama wiedza o tym, że adres jest „wrażliwy”, nie może automatycznie unieważniać zgłoszenia o zagrożeniu życia. Adres polityka, byłego urzędnika czy członka rodziny osoby publicznej nie oznacza przecież, że zgłoszenie musi być fałszywe. Pożar może dotyczyć całego budynku, a nie tylko jednego mieszkania. Ludzie mieszkający obok również mają prawo do ochrony.

Pozornym rozwiązaniem mogłoby być też ograniczenie bezwarunkowego zaufania wobec zgłoszeń tekstowych wysokiego ryzyka. Jednak żaden system ratunkowy nie będzie w pełni odporny na fałszywe zgłoszenia. Istotna jest weryfikacja i procedury uwzględniająca ryzyko nadużyć.

Czas na odpowiedzialną komunikację 

Poza usprawnieniem systemu alarmowania, państwo powinno usprawnić swoją komunikację. Kluczowe jest komunikowanie się precyzyjnie: co wiadomo? Czego nie wiadomo? Co zostało potwierdzone, a co jest jedynie wstępną informacją? 

Reklama
Reklama

Najlepiej byłoby, gdyby Kancelaria Prezydenta, rząd i służby państwowe potrafiły uzgodnić wspólny opis faktów, zanim wydarzenie zacznie żyć własnym życiem. Tymczasem przy stosunkowo prostym incydencie znów okazuje się, że mimo istnienia licznych rad, zespołów, strategii i rzeczników państwo nadal ma problem z wyprodukowaniem jednego spójnego komunikatu.

Można patrzeć na takie działania również jako na realne testowanie odporności państwa na chaos informacyjny. I niestety widać, że miejsc do poprawy wciąż jest bardzo dużo. A skoro stosunkowo prostymi metodami da się wywołać tak duże zamieszanie, podobne próby zapewne będą się powtarzać.

Źródło: Zero.pl
Łukasz Olejnik
Łukasz OlejnikDr Łukasz Olejnik, niezależny konsultant, visiting senior research fellow w Department of War Studies, King’s College London. Autor książek “Filozofia Cyberbezpieczeństwa” i “Propaganda”