Reklama
Reklama
Kraj

Polska się wyludnia. Jak ma być lepiej, skoro premier mówi, że wojna u bram?

GUS podał kolejne dane świadczące o postępującej depopulacji Polski. Politycy od kilku lat debatują o tym, jak podnieść wskaźniki dzietności. W dyskusji o dostępności mieszkań i ulgach prorodzinnych umyka jeden istotny aspekt: poczucia bezpieczeństwa. Jak Polki mają decydować się na dzieci, skoro od premiera kraju co trochę słyszą, że wojna z Rosją jest tuż-tuż?

Katarzyna Dybińska
Felieton autorstwa: Katarzyna Dybińska
Dzisiaj 11:16
4 min
Premier mówi, że nie chce straszyć wojną, ale jednak straszy (fot. Darek Delmanowicz / PAP)

Reklama

W piątek 24 kwietnia Główny Urząd Statystyczny (GUS) podał, że liczba ludności Polski na koniec I kwartału 2026 r. zmniejszyła się o 155 tys. w ujęciu rok do roku. Przyrost naturalny (różnica między liczbą urodzeń żywych i zgonów ogółem) pozostał ujemny i wyniósł minus 54,5 tys. Kilka miesięcy wcześniej GUS alarmował, że rok 2025 jest kolejnym począwszy od 2019 r., kiedy liczba ludności w Polsce odnotowuje spadek.


Reklama

Duży spadek liczby ludności Polski. To tak, jakby zniknął Olsztyn czy Gliwice

Politycy od kilku dobrych lat debatują o tym, jak podnieść dzietność w Polsce. Powstają też liczne analizy i raporty szukające przyczyn obecnego niskiego wskaźnika urodzeń. Ich autorzy zastanawiają się, dlaczego nie pomogło „800 plus”, dlaczego nie pomogło „babciowe”. Próbują ugryźć temat demografii od strony ulg podatkowych dla rodzin czy większej dostępności mieszkań dla młodych.

Premier „nie chce straszyć”, ale jednak straszy

W całej tej dyskusji umyka jeden, ważny aspekt. Jak kobiety w Polsce mogą decydować się na dziecko, skoro od premiera swojego kraju co trochę słyszą, że groźba rosyjskiej agresji jest bardzo realna, że właściwie wojna jest już niemal u bram Polski?


Reklama

Przykłady? Rosja może zaatakować członka NATO w perspektywie „raczej miesięcy niż lat” – stwierdził niedawno premier w wywiadzie dla „The Financial Times”. Nawet jeśli premierowi nie chodziło o Polskę, a o Łotwę czy Estonię, to taki przekaz nie wpływa dobrze na potencjalnych rodziców nowego obywatela naszego państwa. Bo co wyobraża sobie kobieta rozważająca zajście w ciążę, słysząc takie słowa? Że być może przyjdzie jej uciekać w zaawansowanej ciąży przed rosyjskimi czołgami, które wjadą na nasze terytorium. A może jej partner zostanie zmobilizowany, bo Polska będzie musiała wywiązać się ze zobowiązań wobec zaatakowanych sojuszników (np. krajów bałtyckich).


Reklama

Kolejny przykład. W marcu 2024 r. Donald Tusk udziela wywiadu dziennikarzom europejskich gazet. Stwierdza, że „nie chce nikogo straszyć”, ale „wojna nie jest już pojęciem z przeszłości”. Mówi, że nawet wnuki pytają go o możliwość wybuchu wojny.

Premier „nie chce nikogo straszyć”, ale jednak straszy. Znów w głowie potencjalnej matki może pojawić się wizja konieczności ucieczki z noworodkiem w ramionach. Przed oczami stają obrazy z Buczy. Czy to samo będzie u nas? Jak w takiej sytuacji w ogóle decydować się na dziecko? Przecież premier Donald Tusk jest człowiekiem odpowiedzialnym i wie, co mówi. Więc chyba faktycznie za kilka miesięcy ta wojna przyjdzie...


Reklama

Czy wszyscy mamy się już pakować?

Nie chodzi o to, by bagatelizować zagrożenie ze strony neoimperialistycznej Rosji. Politycy powinni jednak przede wszystkim robić, a nie gadać (kłania się chociażby budowa schronów), a jeśli już gadają, to powinni ważyć swoje słowa. Premier powinien wytłumaczyć obywatelom, co faktycznie ma na myśli, mówiąc o wojnie, która jest kwestią miesięcy. Może nie warto w ogóle planować życia, brać kredytu na mieszkanie, myśleć o edukacji dzieci już narodzonych, o powoływaniu na świat kolejnych? Może powinniśmy wszyscy już pakować manatki?


Reklama

Ukraińskie babcie na tropie wnucząt. „Wierzę, że wrócą”

Oczywiście, dzietność w Polsce nie zaczęła spadać w 2022 r., kiedy przekonaliśmy się, do czego zdolna jest Rosja. Jednak w walce o poprawę wskaźników demograficznych nie można zapominać, że poczucie bezpieczeństwa odgrywa kluczową rolę przy podejmowaniu decyzji o zakładaniu rodziny. Można i trzeba ostrzegać, ale trzeba dobrze dobierać słowa. A najlepiej po prostu zbroić się i wzmacniać odporność państwa na różnych poziomach, konsekwentnie, dzień po dniu. Czyli stosować w praktyce hasło koalicji rządzącej: robimy, nie gadamy.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Katarzyna Dybińska
Katarzyna DybińskaDziennikarka