- Polscy politycy używają komunikatora WhatsApp jako głównego narzędzia komunikacji służbowej.
- Wyciek zrzutów ekranu z zamkniętej grupy Prawa i Sprawiedliwości nie stanowił tym razem zagrożenia dla kraju, ale jest kolejnym powodem do dyskusji na temat bezpiecznego korzystania z komunikatorów.
- Signal i Threema są wskazane jako główne alternatywy. WhatsApp wcale nie oferuje gorszego szyfrowania, ale ma wiele innych elementów, przez który może być niebezpieczny.
Po rozpadzie Prawa i Sprawiedliwości w ubiegłym tygodniu, w sieci zaczęły krążyć zrzuty ekranu komunikatora WhatsApp, ilustrujące usuwanie z wewnętrznej partyjnej grupy kolejnych członków. O ile inne komunikatory niekoniecznie zapobiegłyby wyciekowi takich obrazków, tak są w stanie w znacznie lepszy sposób ochronić prywatność uczestników konwersacji.
WhatsApp pozwoli na korzystanie z własnej nazwy użytkownika. Lepiej się pośpiesz
WhatsApp jest wygodny i łatwo go połączyć z innymi kontami. Nic dziwnego, że jest popularny wśród polityków
Nietrudno jest zrozumieć, dlaczego politycy korzystają z WhatsAppa. W dużym stopniu są to ludzie aktywnie korzystający ze smartfonów, na którym mają wiele aplikacji, w tym komunikatorów. Nic więc dziwnego, że do korespondencji służbowej wybierają program, który jest prosty i uniwersalny.
WhatsApp jest powiązany z numerem telefonu i może być powiązany z innymi kontami w serwisach Meta. W jednej aplikacji możemy wygodnie korespondować z rodziną, jak i współpracownikami. A przy tym łatwo logować się do różnych kont oraz nimi zarządzać. Status z WhatsAppa można szybko opublikować w profilu na Facebooku czy Instagramie oraz korzystać z tego samego zdjęcia profilowego.

Do tego można łatwo zapamiętywać użytkowników i przełączać się pomiędzy kontami. Służbowymi, prywatnymi, partyjnymi, lewymi... ale to może przy innej okazji.
Jest to bardzo wygodne, ale jednocześnie naraża uczestnika na różnego rodzaju kompromitacje. Wystarczy zrzut ekranu z listą uczestników grupy i mamy wszystkich jak na tacy. W połączeniu z treściami pojawiającymi się na grupie mamy gotowy przepis na, przynajmniej wizerunkową, katastrofę.
Z PiS związani są od ponad 20 lat. Nadszedł koniec? „Smutek, ale też ulga”
WhatsApp wcale nie jest gorzej szyfrowany niż Signal i Threema. Problem leży gdzie indziej

WhatsApp (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Z jednej strony WhatsApp nie jest słabiej szyfrowany niż Signal i Threema, które są najczęściej wymieniane jako komunikatory, z których powinni korzystać politycy. Z drugiej... to zależy.
Wiadomości wysyłane za pomocą WhatsAppa są szyfrowane metodą end-to-end. Czyli wiadomość jest szyfrowana na urządzeniu wysyłającego i odszyfrowana na urządzeniu odbierającego. Podejrzenie ich nie jest możliwe i m.in. to dlatego Rosja zablokowała u siebie dostęp do komunikatora, gdyż władze nie mogły zobaczyć zawartości korespondencji.
Problemem są tu metadane i wspomniane wcześniej powiązania konta na WhatsAppie z innymi kontami serwisów Meta. To rodzi szereg problemów. Na urządzeniach Apple dane wszystkich aplikacji Meta są trzymane w jednym miejscu. Zatem mając dostęp od urządzenia teoretycznie można się do nich dostać i odtworzyć siatkę powiązań z np. Instagrama, Messengera i WhatsAppa.

WhatsApp (fot. stockcam / Getty Images)
Dane z połączonych kont są wykorzystywane przez Meta do profilowania użytkowników i celów reklamowych. To tworzy potencjalnie wiele punktów styku, na których dane mogłyby zostać przechwycone.
Na urządzeniach z Androidem media i pliki z konwersacji na WhatsAppie są zapisywane poza szyfrowaniem. Praktycznie każdy, kto ma dostęp do smartfonu, fizycznie lub zdalnie, widzi wszystko, co pojawiło się w rozmowach. Zdjęcia, nagrania czy dokumenty. O ile samo szyfrowanie komunikatora jest bardzo dobre, tak cała jego otoczka stwarza potencjalne zagrożenia.
Signal i Threema są bezpieczniejszymi narzędziami komunikacji, ale nie chronią przez nieuważnym użytkowaniem
Oba komunikatory nie chronią członków grupy przed zrobieniem zrzutu ekranu jej członków lub konwersacji. Signal pozwala zablokować to tylko na urządzeniu użytkownika, ale druga strona takiej blokady nie dostaje. Nie ma też żadnych powiadomień w momencie, kiedy ktoś robi zrzut ekranu.
Z drugiej strony Signal i Threema chronią prywatność uczestników grup. Signal do rejestracji konta potrzebuje numeru telefonu, ale może to być dowolny numer, np. Google Voice czy tymczasowy i jest on ukryty przed innymi uczestnikami rozmowy. Każdy może ustawić sobie dowolną nazwę użytkownika.
Threema wykorzystuje do rejestracji generowany losowo 8-znakowy kod i to on jest przypisany do użytkownika oraz jego jego identyfikatorem – bez numeru telefonu, adresu e-mail, konkretnej nazwy – dopóki użytkownik sam nie zdecyduje się ich dodać.
Threema jest też w tej trójce jedynym komunikatorem, który domyślnie daje możliwość dodawania nowych członków grup tylko administratorom i założycielom. WhatsApp i Signal mają włączoną możliwość dodawania nowych członków każdemu uczestnikowi konwersacji. Można to zmienić w ustawieniach grupy.
Signal i Threema domyślnie bardziej chronią prywatność użytkownika i, jak to często bywa, to on jest tu najsłabszym ogniwem. Jeśli sam udostępni swoje dane i pozwoli się zidentyfikować, to jest to wyłącznie jego wina i tu żadne zabezpieczenia nie pomogą.
Przeniosłem dane i ustawienia z iPhone'a na Androida w pięć minut. To działa!
Możemy się wymądrzać, ale politycy i tak nie zrezygnują z WhatsAppa
Czy politycy powinni bardziej dbać o swoją korespondencję i korzystać z bezpieczniejszych komunikatorów niż WhatsApp? Oczywiście, ale wszyscy dobrze wiemy, że tego nie zrobią.
„WhatsApp to komunikator całej elity politycznej Polski od wielu lat - prezydentów, premierów, ministrów, ludzi służb, i innych macherów wszechwiedzących... Nieuleczalne” – wskazywał w niedawnym wpisie Sławomir Cenckiewicz.
Dbanie o bezpieczeństwo, jak i własny wizerunek, wydają się niewytarczającymi powodami, aby politycy zaczęli korzystać z bezpiecznych komunikatorów internetowych. Przykład powinien iść z góry, ale nawet obecny rząd nie korzysta z aplikacji Threema On-Prem, do której ma dostęp.


