
W czwartek mija czas na decyzję prezydenta ws. nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii. Przy jej poprzedniej wersji główne zastrzeżenia budziły zmiany dotyczące elektrowni wiatrowych. Teraz ministerstwo postanowiło je wyłączyć. Nie oznacza to jednak, że wiatraki nie wrócą do Sejmu. Propozycji możemy spodziewać się jeszcze w tej kadencji.
- Prezydent Karol Nawrocki podejmie ostateczną decyzję w sprawie nowelizacji ustawy o OZE. Poprzednia wersja została zawetowana w sierpniu 2025 r.
- Nowe przepisy wspierają rynek biometanu i wprowadzają system aukcyjny na okres 20 lat dla instalacji powyżej jednego MW. Ustawa przeszła przez Senat bez poprawek.
- Kwestia wiatraków została wyłączona z obecnego projektu, lecz powróci do Sejmu jeszcze w tej kadencji. Rząd planuje zmniejszyć minimalny dystans od domów do 500 metrów.
Prezydent Karol Nawrocki ma podjąć w czwartek oficjalną decyzję ws. nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii. Wprowadza ona rozwiązania kluczowe dla rozwoju krajowego rynku biometanu. Najważniejsze z nich to wsparcie w postaci systemu aukcyjnego dla dużych instalacji biogazowych o mocy ponad 1 MW – czyli kontraktów różnicowych na okres 20 lat, mających stabilizować przychody z tego rodzaju inwestycji.
Czytaj także: Nawrocki w trybunale. Bogucki tłumaczy, po co
Ważą się losy prezydenckiego podpisu pod nowelą OZE
Nowelizacja wprowadza ponadto regulacje dla funkcjonowania gazociągów bezpośrednich umożliwiających przesył biogazu, biogazu rolniczego i biometanu.
– Mam głęboką nadzieję, że prezydent podpisze tę ustawę – mówi w rozmowie z Zero.pl Sławomir Ćwik, wiceminister klimatu i środowiska.
Pierwsza wersja przepisów wspierających biometan została zawetowana przez prezydenta w sierpniu 2025 r. Główne zastrzeżenia Pałacu Prezydenckiego nie dotyczyły jednak bezpośrednio rozwiązań poświęconych biogazowniom, a tych skupionych wokół wiatraków. Nowelizacja zakładała zmniejszenie minimalnej odległości turbin wiatrowych od zabudowań z 700 m do 500 m.
Teraz zapisy dotyczące biometanu zostały wydzielone. – Ta ustawa powinna wejść w życie bez przeszkód – ocenia Ćwik.
Argumentem za tym ma być poparcie, z jakim projekt spotkał się w Senacie. Za jego przyjęciem zagłosowali wszyscy obecni podczas posiedzenia senatorowie. – Dokument przeszedł przez Senat bez ani jednej poprawki – podkreśla wiceminister.
– Zostało to wypracowane ponad podziałami politycznymi na komisjach i podczas debaty plenarnej. Uważam, że ten jednomyślny mandat parlamentarny powinien być dla prezydenta jednoznacznym sygnałem do złożenia podpisu – zaznacza.
Wiceminister klimatu: Musimy rozwijać sektor biometanowni
Wiceminister Ćwik podkreśla rolę, jaką biometan może odegrać w stabilizowaniu rynku energii.
– To jest źródło, które produkuje energię w trybie ciągłym: 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, w sposób absolutnie stabilny i przewidywalny – tłumaczy w rozmowie z Zero.pl. – Może pracować albo jako źródło energii elektrycznej w przypadku instalacji kogeneracyjnych przy biogazowniach, albo poprzez bezpośrednie wtłaczanie oczyszczonego biometanu do sieci gazowej. Taki biometan jest wówczas w pełni równorzędny z tradycyjnym gazem ziemnym – niezależnie od tego, czy mówimy o surowcu wydobywanym w Polsce, czy importowanym z zagranicy.
Wiceminister przywołuje dane, według których ekonomicznie opłacalny wolumen produkcji biometanu w Polsce szacowany jest na ponad 3 mld m sześc. rocznie. – To wolumen porównywalny z całym naszym krajowym wydobyciem gazu ziemnego, przy całkowitym rocznym zużyciu w Polsce na poziomie około 18 mld m sześc. Gdybyśmy rzeczywiście rozwinęli sektor biometanowni, moglibyśmy pokryć około jednej trzeciej całego zapotrzebowania krajowej gospodarki na gaz. Mało tego: biometan może być również skraplany i wykorzystywany jako paliwo bio-LNG, co z kolei rozwiązuje nam problem importu węglowodorów napędzających silniki spalinowe w sektorze transportu ciężkiego.
Wiatraki wrócą do Sejmu jeszcze w tej kadencji
Choć nowelizacja ustawy o OZE została w pełni pozbawiona tematu wiatraków, nie znaczy to, że ministerstwo go porzuca. Wręcz przeciwnie. Resort klimatu planuje przegłosowanie kolejnej nowelizacji jeszcze w tej kadencji. – Lądowa energetyka wiatrowa produkuje dziś najtańszą energię elektryczną w Polsce, co jest kluczowe dla konkurencyjności naszych przedsiębiorstw i obniżenia rachunków obywateli – tłumaczy Ćwik.
– Jednocześnie musimy skupić się na tym, aby nawet w ramach obowiązujących ram prawnych maksymalnie odblokować inwestycje poprzez całej ścieżki administracyjnej prowadzącej do uzyskania pozwolenia na budowę. Fundamentalnym krokiem w tym kierunku będzie umożliwienie równoległego prowadzenia procedur planistycznych w gminach z postępowaniami dotyczącymi wydawania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. To pozwoli zaoszczędzić inwestorom wiele miesięcy procedur – zapowiada.
Prace nad nową wersją „ustawy wiatrakowej” już trwają. Ponownie zawierać mają zmniejszenie minimalnej odległości turbin wiatrowych od zabudowań z 700 m do 500 m – czyli zmianę, do której przy ostatniej wersji aktu prezydent miał największe zastrzeżenia.
– Dokładnie taką odległość – 500 metrów – proponowała w projekcie rządowym minister Anna Moskwa za czasów naszych poprzedników. Dopiero później, podczas prac w komisji sejmowej, poseł Marek Suski dopisał na kolanie słynną poprawkę zwiększającą dystans do 700 metrów, co nie miało żadnego uzasadnienia merytorycznego ani naukowego, a zablokowało setki projektów – odpowiada Ćwik.
Czytaj także: Energia z OZE marnuje się. Polacy zapłacili już za to ponad 100 mln zł
To kolejny raz podczas tej kadencji, kiedy wiatraki wrócą do Sejmu. Po raz pierwszy pojawiły się jeszcze przed zaprzysiężeniem rządu Donalda Tuska – wówczas posłowie nowopowstałej koalicji zawarli w poselskim projekcie ustawy o mrożeniu cen energii dla konsumentów zapis zmieniający zasady określania odległości od zabudowań, w jakiej miałyby być lokowane turbiny. Odległość ta miała być warunkowana poziomem hałasu emitowanego przez wiatraki, co wzbudziło liczne kontrowersje. Tzw. „wrzutka wiatrakowa” została ostatecznie wycofana.



