Reklama
Reklama
Reklama

Węglowy sen z czasów PiS dobiega końca. Nie ma już słynnych „dwóch wież”, padła kluczowa data

Od węgla do gazu – tak w skrócie można streścić historię bloku energetycznego Ostrołęka C, który miał być ostatnią w Polsce dużą elektrownią na węgiel kamienny. Inwestycję, wspieraną przez obóz polityczny PiS, zawieszono w 2020 r. z braku finansowania. Ostatecznie należąca do Grupy Orlen Energa zdecydowała o budowie w tym miejscu bloku gazowo-parowego. Jego rozruch ma nastąpić jeszcze w tym roku.

Elektrownia gazowa w Ostrołęce już wkrótce może osiągnąć ważny kamień milowy
Elektrownia gazowa w Ostrołęce już wkrótce może osiągnąć ważny kamień milowy (fot. Energa, Sylwester Górski / Wikimedia Commons)
  • Przeciągająca się od lat budowa gazowo-parowego bloku w Ostrołęce wkracza w ostatnią fazę. Jeszcze w 2026 r. dojdzie do pierwszego rozpalenia turbiny – informuje „Rzeczpospolita”.
  • Historia tej elektrowni to zwrot od węgla do gazu. Poprzednia ekipa rządząca chciała wybudować w Ostrołęce ostatni w Polsce duży blok opalany węglem kamiennym.
  • Ze względu na coraz surowsze wymogi unijnej polityki klimatycznej pozyskanie funduszy stało się niemożliwe, a projekt upadł.
  • Po wielu perturbacjach i rozbiórce słynnych „dwóch wież” – czyli betonowych pylonów, które postawiono pod kątem budowy elektrowni węglowej – gazowa Ostrołęka jest na ukończeniu.
  • Jak mówi Zero.pl rzecznik Polskich Sieci Elektroenergetycznych, obiekt ten ma kluczowe znaczenie nie tylko dla bezpieczeństwa energetycznego północno-wschodniej Polski, ale też państw bałtyckich.

Saga bloku energetycznego Ostrołęka C powoli dobiega końca. Sławomir Żygowski, prezes polskiego oddziału spółki GE Vernova, która realizuje projekt wraz z GE Power, przekazał w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że prace budowlane już się zakończyły, a cały projekt jest gotowy w 90 proc. Obecnie trwają rozruchy technologiczne, a jesienią odbędą się testy instalacji pod pełnym napięciem 400 kV. Wykonawca planuje zamknąć inwestycję do końca marca 2027 r., aby blok mógł wtedy rozpocząć normalną pracę.

Zegar tyka od dawna. Sławomir Żygowski wyjaśnił, że na niedotrzymanie pierwotnego terminu (koniec 2025 r.) wpłynęła przede wszystkim pandemia oraz wybuch wojny w Ukrainie.

Najpierw rozliczmy 300 mld zł. Potem decydujmy o kolejnych 3 bln zł na transformację energetyczną

Reklama
Reklama

Marzenia o węglu i rozbiórka „dwóch wież”

Ale historia bloku C w Ostrołęce obfituje w więcej zwrotów akcji – a to, że projekt jest domykany dopiero teraz, nie jest tylko efektem zawirowań ostatnich lat. Jego historia sięga 2009 r. – to wtedy narodziła się inicjatywa, by zbudować w Ostrołęce kolejną wielką jednostkę na węgiel kamienny. Koncepcja ta na pewien czas została odłożona na półkę, a do jej „rewitalizacji” walnie przyczynił się Krzysztof Tchórzewski, minister energii w gabinetach Beaty Szydło oraz Mateusza Morawieckiego. 

Do realizacji przystąpiły wspólnie Energa oraz inna państwowa spółka energetyczna, Enea, która w 2016 r. odkupiła połowę udziałów w przedsięwzięciu. Prace budowlane uroczyście zainaugurowano w 2018 r., a generalnym wykonawcą zostało konsorcjum GE Power i Alstom, które wyceniło kontrakt na ponad 6 mld zł.

Już wiosną 2020 r. projekt musiał jednak zostać zamrożony. Brak możliwości pozyskania stabilnego finansowania zewnętrznego zmusił inwestorów do wstrzymania prac. Zmienił się bowiem klimat – banki coraz mniej chętnie podchodziły do kredytowania inwestycji opartych na węglu. Wkrótce Enea podjęła decyzję o całkowitym wycofaniu się z inwestycji, a w marcu 2021 r. rozpoczęto wyburzanie wybudowanych już elementów, w tym charakterystycznych 138-metrowych pylonów, zwanych powszechnie „dwiema wieżami”. Trzy miesiące później Energa ogłosiła plan postawienia w Ostrołęce bloku gazowego.

Reklama
Reklama

Decyzję tę argumentowano rachunkiem ekonomicznym. – Mamy prawo wycofywać się z inwestycji, których rentowność jest zagrożona i kontynuować inne, korzystne – mówił ówczesny prezes Orlenu Daniel Obajtek.

Zmiana planów kosztowała – prace wykonane pod blok węglowy pochłonęły 1 mld zł. Ale nowy projekt i tak okazał się tańszy niż pierwotny: blok gazowy zaprojektowany na moc 745 MW („węglowa” Ostrołęka miała mieć ok. 1000 MW) został wyceniony przez wykonawcę, firmę GE, na ok. 2,5 mld zł netto (później skorygowano tę kwotę o ok. 1 mld zł w górę). Aneks do umowy podpisano w czerwcu 2021 r. I tak rozpoczęła się historia budowy gazowej Ostrołęki.

Elektrownia w Ostrołęce ważna dla Polski i krajów bałtyckich

Jak przekazał „Rzeczpospolitej” Sławomir Żygowski, na placu budowy w Ostrołęce pracuje obecnie ok. 1000 osób. – Położono ok. 600 km kabli, dostarczono 5 tys. ton stali i wylano ponad 30 tys. m sześciennych betonu – powiedział prezes GE Vernova w Polsce.

Na ukończenie gazowego kolosa czeka nie tylko spółka Polskie Sieci Elektroenergetyczne, która zarządza systemem przesyłu energii w Polsce, ale też nasi nadbałtyccy sąsiedzi.

– W lutym 2025 r. odbyła się tzw. synchronizacja – Litwa, Łotwa i Estonia odłączyły się od systemu rosyjskiego i przyłączyły do sieci europejskiej – tłumaczy w rozmowie z Zero.pl Maciej Wapiński, rzecznik Polskich Sieci Elektroenergetycznych. – Obecnie parametry techniczne, z którymi pracują systemy energetyczne państw bałtyckich, są takie same, jak w Polsce, Niemczech, Francji – aż po Portugalię i Hiszpanię. Jedynym połączeniem między Europą a systemami państw bałtyckich jest interkonektor LitPol Link, a jedyną jednostką wytwórczą w tej części kraju o znaczeniu systemowym jest właśnie Elektrownia Ostrołęka.

Reklama
Reklama

Jak dodaje, jednostka ta jest też ważna dla zapewnienia parametrów pracy sieci potrzebnych do tego, abyśmy mogli handlować energią – kupować ją i sprzedawać, w zależności od warunków, które panują akurat na rynku.

Na Śląsku znów wrze. Górnicy z węglowego giganta boją się o cenną kopalnię

Jeśli przed końcem tego roku w Ostrołęce rzeczywiście nastąpi próbne uruchomienie turbiny, będziemy o krok bliżej zakończenia kluczowej inwestycji energetycznej w północno-wschodniej Polsce. A inwestor będzie mógł odetchnąć z ulgą – niedotrzymanie tego terminu oznaczałoby bowiem dla Energi konieczność płacenia na rzecz Skarbu Państwa kary w wysokości 1,4 mln zł miesięcznie.

Może zainteresuje cię także:

Reklama
Reklama