
Kraków, poranek w dzień powszedni, okolice Dworca Głównego. W lokalu należącym do popularnej sieci serwującej tzw. szybkie jedzenie kolejka osób zdążających na pociąg. Mają jeszcze czas na kawę, ciastko, kanapkę. Większość płaci kartą lub telefonem. Obsługa lubi to. Ale znajduje się jedna „czarna owca”, która wyciąga – o zgrozo – banknot o nominale 50 zł. Mina sprzedawczyni jest bezcenna.


















