
Ceny gazu w Europie szybują w reakcji na ponowne zaognienie sytuacji na Bliskim Wschodzie. Zapasy błękitnego paliwa w magazynach w UE są na niskim poziomie. Kryzys gazowy puka do bram Wspólnoty. Czy Polska wyjdzie z niego obronną ręką? Eksperci ostrzegają, że w przyszłym roku taryfy mogą wzrosnąć.
- Gaz w Europie znów mocno drożeje. Ma to związek z zaostrzeniem sytuacji wojennej na Bliskim Wschodzie.
- Błękitnego paliwa na świecie jest mniej i trzeba o nie ostro konkurować. UE wchodzi w tegoroczny sezon grzewczy z niższymi niż zwykle zapasami gazu w magazynach.
- Polska wyróżnia się tutaj in plus. Wiadomo już także, jaka taryfa gazowa będzie obowiązywać polskich konsumentów do końca 2026 r.
- To nie oznacza, że możemy spać spokojnie. Droższy gaz i tak wystawi nam rachunek.
Miniony weekend przyniósł zaognienie sytuacji wojennej na Bliskim Wschodzie. Stany Zjednoczone i Iran wróciły do wymiany ciosów, a rynki zareagowały wzrostami cen ropy i gazu. W przypadku błękitnego paliwa sytuacja jest szczególnie niepokojąca. Kontrakty na gaz w holenderskim hubie TTF z dostawą na październik (wyznacznik dla cen w całej Europie) zwyżkowały 2 września rano o 4,3 proc. do 75,33 euro za MWh. Był to najwyższy poziom cen od stycznia 2023 r.
Polacy chcą przedłużenia CPN. Sondaż nie zostawia wątpliwości
Ceny gazu odleciały
Wzrost cen gazu (wspomniane kontrakty poszły w górę o 9,98 proc. w ciągu tygodnia) to efekt powracających pytań o to, kiedy cieśnina Ormuz wreszcie będzie drożna. We wtorek 1 września Iran informował, że w rejonie tego szlaku, strategicznego dla transportu gazu, doszło do eksplozji po serii ataków USA. Amerykanie ripostowali, że odpłacili się irańskiej Gwardii Rewolucyjnej, która atakuje statki płynące przez Ormuz.
Armatorzy nie chcą pływać pod ostrzałem, przez co globalna podaż LNG (skroplonego gazu ziemnego) z Bliskiego Wschodu skurczyła się. Mniej surowca na rynku to większa konkurencja o to, co na tym rynku zostało. To oznacza wyższe ceny. Europa rywalizuje obecnie bardzo mocno o gaz z Azją, która też została odcięta od dostaw z Zatoki Perskiej. Ten, kto da więcej, może liczyć na to, że szybciej przypłynie do niego jakiś statek z ładunkiem zakupionym na rynku spot. To rynek dostaw służących do zaspokajania bieżących potrzeb. Tu jeszcze bardziej widoczne są skutki napiętej sytuacji geopolitycznej.
Widoczne są one także w magazynach. Według platformy analitycznej AGSI, średnie wypełnienie magazynów gazu w UE na koniec doby gazowej 1 września wynosiło ok. 65,4 proc. Przez ostatnich pięć lat o tej porze było to ponad 80 proc.
Polska w obliczu gazowego kryzysu
Polska na tym tle wygląda dobrze – magazyny są wypełnione w 93,5 proc. Na naszą korzyść działają dostawy z USA, które zdominowały gazoport w Świnoujściu po odcięciu transportów z Kataru (ostatni ładunek z tego kierunku przed eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie dotarł do nas pod koniec marca). Przełom sierpnia i września był pod tym względem pracowity dla polskiego terminala: przyjął on 51. i 52. w tym roku ładunek LNG – oba amerykańskie.
Wolumeny na pokładach obu statków odpowiadają nieco ponad 100 mln m sześc. gazu w stanie lotnym. To o ok. 20-30 mln m sześc. mniej niż są w stanie dostarczyć potężne jednostki klasy Q-Flex. Przypływały one do nas z Kataru, ale tamtejszy koncern QatarEnergy przedłużył stan siły wyższej. W efekcie realizacja kontraktów na dostawy gazu do klientów w Europie i Azji jest zawieszona do listopada. Gazoport w Świnoujściu odbierze więc w tym roku nieco mniej gazu, ale sytuacja i tak jest pod kontrolą.
Spore zapasy gazu w Polsce i zamrożenie do końca roku taryfy myOrlen dla gospodarstw domowych i wybranych odbiorców publicznych (szkoły, szpitale itp.) na poziomie 197,29 zł/MWh (taką decyzję podjął w czerwcu Urząd Regulacji Energetyki), sprawiają, że konsumenci w Polsce na razie mogą nie obawiać się podwyżek rachunków za gaz.
A co potem? Kamil Moskwik i Antoni Fałkowski, analitycy rynku gazu z firmy Plentra, nie mają dobrych wieści.
– Obecne gwałtowne wzrosty cen gazu na giełdzie TTF, a co za tym idzie, także na TGE (Towarowa Giełda Energii – red.), będą miały wpływ na taryfy zatwierdzane przez URE na 2027 r. – mówi Kamil Moskwik. – Skala tego wpływu zależy od tego, ile Orlen zdążył już zabezpieczyć i kupić gazu na 2027 r., jak i od przyszłych zmian cen na rynkach – zarówno spot, jak i kontraktów terminowych.
Orlen, jako sprzedawca gazu dla polskich odbiorców (przejął tę funkcję po wchłonięciu PGNiG), będzie składał do URE wniosek o taryfę, która w obecnych warunkach raczej niższa nie będzie.
– Od wybuchu wojny z Iranem pół roku temu obserwujemy potężny skok notowań gazu ziemnego o ponad 125 proc. – wskazuje Antoni Fałkowski. – Już przed eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie surowiec był wyraźnie droższy w ujęciu rok do roku. W takich warunkach sprzedawcy będą wnioskować o podwyżki, opierając się na mechanizmie kosztów uzasadnionych.
– Zakupy gazu ziemnego, niezależnie od ich pochodzenia, są realizowane w oparciu o formuły cenowe oparte o notowania gazu ziemnego na giełdach – tłumaczy ekspert. – Prezes URE skrupulatnie bada, czy wnioskowane kwoty są faktycznie uzasadnione, weryfikując, czy spółki nie zawierały kontraktów w zupełnym oderwaniu od realiów rynkowych. Te jednak, obiektywnie patrząc, pozostają niekorzystne.
Eksperci podkreślają zarazem, jak ważne jest fizyczne bezpieczeństwo dostaw, które w przypadku Orlenu stabilizuje potężny portfel kontraktów LNG z USA oraz własne wydobycie i zakupy na norweskim szelfie kontynentalnym. – Podstawy tego portfela zbudowano jeszcze w PGNiG – przypomina Antoni Fałkowski. – Zabezpieczenie fizyczne dostaw nie oznacza zabezpieczenia kontraktowego ceny, niemniej jednak gaz ziemny importowany z USA posiada formuły cenowe indeksowane do notowań na Henry Hub (punkt przeładunkowy w Luizjanie – red.), gdzie ceny pozostają zdecydowanie poniżej poziomów TTF. Podobnie zwiększone własne wydobycie w Norwegii pozytywnie wpływa na koszty pozyskania gazu ziemnego przez Orlen.
Efekt drugiej rundy
Podwyżka rachunków może jednak nadejść w innej postaci. Droższy gaz to wyższy koszt ogrzewania, energii elektrycznej i produkcji dla przemysłu. Jeśli firmy będą płacić więcej za błękitne paliwo, ich marże znajdą się pod presją. Stąd już blisko do tego, by pod presją znalazły się budżety gospodarstw domowych. Nawet jeśli na fakturach konsumentów będzie widniała ta sama stawka za gaz, to droższa energia i tak znajdzie odbicie w inflacji towarów. Firmy staną bowiem przed wyborem: albo zmniejszą swoje zyski, albo podniosą ceny wyrobów. I wtedy za droższy gaz zapłacimy po prostu w sklepie.
Węglowy sen z czasów PiS dobiega końca. Nie ma już słynnych „dwóch wież”, padła kluczowa data
Pozostaje jeszcze kanał nawozów rolniczych, poprzez który droższy gaz też będzie wpływał na portfele. Koszty gazu ziemnego odpowiadają nawet za 80 proc. wydatków na produkcję nawozów azotowych. Droższe nawozy to wyższy koszt upraw, a to przekłada się na ceny pieczywa i mięsa. Rolnicy mogą oczywiście ograniczyć nawożenie z powodu barier cenowych lub problemów z dostępnością towaru – ale wtedy niższe plony w kolejnych sezonach i tak sprawią, że żywność będzie droższa.
Może zainteresuje Cię także:
– Na globalnym rynku LNG sytuacja podażowa pozostaje skrajnie napięta – przyznaje Kamil Moskwik. – Sam stan siły wyższej ogłoszonej przez producenta z Kataru został kolejny raz wydłużony. Transport LNG przez cieśninę Ormuz w zasadzie został wstrzymany. Dodatkowo Katarczycy stracili ok. 20 proc. swoich mocy skraplających, a szacowany czas naprawy wynosi co najmniej dwa lata.
– Na załamanie się eksportu LNG z Kataru nałożył się niski stan zatłoczenia gazu ziemnego w europejskich magazynach – dodaje Antoni Fałkowski. – Rynek staje się skrajnie uzależniony od pogody oraz wysoce wrażliwy na ewentualne ataki na infrastrukturę krytyczną. Biorąc pod uwagę ogromne ryzyko geopolityczne i twarde ubytki w globalnej podaży, obecna sytuacja absolutnie nie przypomina środowiska niskich cen.

