
Nagrywanie nieprawidłowo zaparkowanych samochodów ma pomagać w walce z łamaniem przepisów, jednak działalność internetowych aktywistów wzbudza coraz większe kontrowersje. Krytycy wskazują na wzniecanie konfliktów, blokowanie kierowców i zarabianie na publikowanych nagraniach. Do Ministerstwa Sprawiedliwości trafiła petycja z postulatami zmian w prawie, a poseł Bartłomiej Pejo (Konfederacja) zapowiada prace nad poprawką, która miałaby penalizować takie zachowania.
- Obywatelskie nagrywanie wykroczeń dzieli opinię publiczną – jedni widzą w nim sposób na walkę z łamaniem przepisów, inni ostrzegają przed eskalacją konfliktów.
- Jarosław Kostrzewa z LDZ Zmotoryzowanych Łodzian chce zmian w prawie dotyczących blokowania pojazdów i zarabiania na nagraniach osób trzecich. – To jest samozwańcze zachowanie szeryfa – mówi w rozmowie z Zero.pl.
- Nad zmianą prawa równocześnie zastanawia się przewodniczący Poselskiego Zespołu ds. Obrony Kierowców, Bartłomiej Pejo – Ich internetowe show stwarza ryzyko na drogach – przekonuje polityk.
- – Ja zawsze stosuję narrację odwróconą, to znaczy jestem ewidentnie prowokowany przez kierowców – odpowiada Maksym Szewczuk, w internecie znany jako „Konfitura”. Policja przypomina, że każdy może zgłosić wykroczenie, ale nie może samodzielnie wymierzać sprawiedliwości.
Działalność Maksyma Szewczuka, znanego w internecie jako Konfitura, ponownie wywołała dyskusję po sytuacji na warszawskim Wawrze. W pobliżu szkoły pojawił się patrol policji, który – na wniosek jednej z osób – zapytał youtubera, co tam robi. Część osób miała obawiać się nagrywania i filmowania dzieci.
– Nie podoba mi się sposób, w jaki to robisz. Trzeci dzień tu jesteś, nie wiem co robisz z tymi nagraniami. Rodzice też są zaniepokojeni – mówi do Konfitury mężczyzna, który wezwał na miejsce patrol funkcjonariuszy.
Aktywiści doprowadzają patokierowców do obłędu. Oglądasz to, bo lubisz
Konfitura: Jestem ewidentnie prowokowany przez kierowców
Szewczuk przekonuje, że nie ma niczego podejrzanego w dokumentowaniu wykroczeń drogowych i ewentualnym zgłaszaniu ich służbom. – Trzeba mieć chyba samemu z sobą jakieś poważne problemy, żeby wyciągać wniosek, że ktoś, kto oficjalnie wszystkim komunikuje, że nagrywa wykroczenia i je ewentualnie zgłasza, będzie miał jakieś dziwne, niecne zamiary. To jest totalny absurd – mówi twórca internetowy.
Aktywista przedstawia swoje działania jako reakcję na łamanie praw pieszych. – Ja zawsze stosuję narrację odwróconą, to znaczy jestem ewidentnie prowokowany przez kierowców, którzy nie pozwalają mi iść tam, gdzie chciałbym iść, jadąc na przykład po chodniku samochodem. To moje prawa są ograniczone, nie dajmy się zwariować – przekonuje.
Jak wyjaśnia, zazwyczaj staje na chodniku i zwraca kierowcom uwagę, że nie powinni po nim jeździć ani parkować w określony sposób. – Jeżeli mówią tak, ma pan rację, przepraszam, no to sobie jadą. A jeżeli są opryskliwi, agresywni, to doszło do jakiegoś odwrócenia proporcji zupełnie – twierdzi Szewczuk.
„Gdy chce kogoś złapać, czeka godzinami”
Zapytaliśmy Konfitury, dlaczego od razu nie wzywa policji, lub straży miejskiej, gdy widzi wykroczenie, tylko wchodzi z kierowcami w polemikę. – Dzwonić po to, żeby policja przyjechała po trzech godzinach albo po ośmiu? Po co mam stać w miejscu przez trzy godziny? Ja stoję do momentu, w którym sobie z kimś porozmawiam albo wyjaśnię i może, mam nadzieję, że zrozumie – tłumaczy.
Innego zdania jest twórca profilu LDZ Zmotoryzowani Łodzianie Jarosław Kostrzewa.
– Konfitura, gdy chce kogoś złapać, czeka godzinami. Jeżeli chcesz naprawdę pomóc, to oczywiście, robisz zdjęcia, idziesz na policję lub do straży miejskiej i składasz zawiadomienie – mówi.
– Jeżeli jednak robisz z tego materiały po to, żeby robić wyświetlenia i zarabiać, to nie jest w porządku. Coraz więcej ludzi go naśladuje licząc właśnie na dobry zarobek – przekonuje Kostrzewa.
„Samozwańcze zachowanie szeryfa”
Lider LDZ Zmotoryzowanych Łodzian skierował petycję do Ministerstwa Sprawiedliwości. Wcześniej zwracał się do Rzecznika Praw Obywatelskich.
– To jest samozwańcze zachowanie szeryfa a nie działanie po to, żebyśmy tutaj zrobili cokolwiek zgodnie z przepisami i zmusili kierowców do tego, aby je respektowali – przekonuje.
W petycji Jarosław Kostrzewa postuluje doprecyzowanie art. 90 Kodeksu wykroczeń i wprowadzenie kwalifikowanego typu utrudniania ruchu, obejmującego celowe uniemożliwianie innemu uczestnikowi ruchu opuszczenia miejsca, w którym się znalazł. Chce również doprecyzowania przepisów Kodeksu karnego dotyczących stwarzania bezpośredniego niebezpieczeństwa w ruchu drogowym przez pieszych, którzy celowo wchodzą w tor jazdy lub martwe pole pojazdu, aby wymusić określone zachowanie.
Kolejny postulat dotyczy zakazu czerpania korzyści finansowych z publikacji nagrań przedstawiających wizerunki osób trzecich w sytuacjach konfliktowych bez ich wyraźnej zgody. Autor petycji wnosi o przygotowanie projektu ustawy i skierowanie go do prac parlamentarnych.
„Wielu z nich zachowuje się, jakby mieli problemy psychiczne”
Lider LDZ Zmotoryzowanych Łodzian podkreśla, że nie broni kierowców łamiących przepisy. Sam przyznaje, że zdarzało mu się nieprawidłowo parkować, a prowadzenie działalności społecznej skłoniło go do większej ostrożności. Sprzeciwia się jednak pokazywaniu twarzy kierowców i długiemu oczekiwaniu na chodniku na okazję do nagrania. Obawia się, że takie sytuacje mogą doprowadzić do przemocy.
– Zostawiłbym samochód, poczekał na policję. Nie wdawałbym się w dyskusję z nimi, bo oni liczą na to, że to będzie pyskówka, która napędzi widzów i fanów takich akcji – radzi kierowcom.
O sprawę zapytaliśmy przewodniczącego Poselskiego Zespołu ds. Obrony Kierowców, Bartłomieja Pejo.
– Tacy samozwańczy szeryfowie stwarzają niebezpieczeństwo, nikt nie może wymierzać samemu sprawiedliwości poza prawem. Wielu z nich zachowuje się, jakby mieli problemy psychiczne, a ich internetowe show stwarza ryzyko na drogach. Chciałbym popracować nad poprawką penalizującą wprost takie zachowanie, bo obecnie służby porządkowe są często bezradne w tym zakresie – mówi poseł Konfederacji.
Policja: Celowe ograniczanie swobody innych osób może prowadzić do eskalacji
Zapytaliśmy funkcjonariuszy Komendy Głównej Policji zarówno o zakres możliwości działania służb, jak i granice interwencji, których podejmują się youtuberzy.
– Każdy obywatel ma prawo reagować na przypadki łamania prawa, w tym przepisów ruchu drogowego. Może polegać to między innymi na poinformowaniu policji o wykroczeniu, udokumentowaniu zdarzenia, a także przekazaniu nagrania właściwym organom. Nie oznacza to jednak, że obywatel jest uprawniony do samodzielnego stosowania środków przymusu lub wymierzania sprawiedliwości na własną rękę – odpowiada podkom. Iwona Kijowska z KGP.
Policja podkreśla, że każde zdarzenie ocenia indywidualnie, biorąc pod uwagę zarówno zachowanie kierowcy, jak i osoby interweniującej.
– Samodzielne blokowanie pojazdów, ingerowanie w cudzą własność, stosowanie gróźb czy celowe ograniczanie swobody innych osób może prowadzić do eskalacji konfliktu i stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa. Osoba podejmująca interwencję na własną rękę może również ponieść odpowiedzialnością prawną – dodaje podkom. Kijowska.
„Miasto zamiast dbać o mieszkańców usuwa miejsca parkingowe”
Jeszcze inaczej na sprawę patrzy Paweł Momro z Fundacji Wolność i Własność. Jego zdaniem na eskalację tego typu konfliktów wpływ ma miejska infrastruktura, a konkretnie – zmniejszająca się liczba miejsc parkingowych w dużych aglomeracjach.
– Nie jesteśmy tu w żaden sposób sojusznikami parkowania byle gdzie, poza przepisami czy na zakazach. Jestem natomiast w stanie zrozumieć desperację kierowców, którzy nie mają gdzie parkować. Miasto zamiast dbać o mieszkańców usuwa miejsca parkingowe i rozszerza strefy płatnego parkowania – mówi.
Zdaniem Pawła Momro ostre interwencje „internetowych społeczników” są „wylewaniem dziecka z kąpieli”, a rozładowanie napięć społecznych leży w gestii samorządów. Podaje przykład Krakowa. – Miasto zamiast dbać o mieszkańców, usuwa miejsca parkingowe i rozszerza strefy płatnego parkowania. Jesteśmy za odpowiedzialną zmianą kierunku polityki transportowej w miastach – przyjazną mieszkańcom, kierowcom, bo prawie wszyscy mamy auto, nawet jeśli codziennie się nim nie poruszamy – dodaje.
„Mało mnie to interesuje”
Samozwańczy szeryfowie pouczający kierowców w sieci zyskują na popularności. Niektórzy, jak wspominany „Konfitura”, dorobili się rzeszy wręcz fanatycznych zwolenników. Jeden z naszych rozmówców, który ostatecznie nie zdecydował się wypowiedzieć, z obawy o „Bycie ściganym przez istny zakon”, przekazał, że ta społeczność potrafi tropić medialnych przeciwników swoich idoli „w każdym zakątku internetu”.
Zapytaliśmy Maksyma „Konfitury” Szewczuka o ocenę youtuberów, którzy idą w jego ślady i zaczynają zarabiać na filmowaniu i wrzucaniu do sieci swoich starć z kierowcami. – Mało mnie to interesuje, co robią inni, bo każdy odpowiada za siebie. Ja rozumiem, że moje działania mogą mieć wpływ na to, jak się z kolei zachowują inni. Albo biorą przykład, tylko robią to gorzej, albo inaczej – mówi.

