Niedawno Wojewódzki Sąd Administracyjny wypowiedział się na temat strefy czystego transportu w Krakowie, potwierdzając, że jej istnienie jest zgodne z prawem. Przeciwnicy jednak nie składają broni – zaskarżyli przepisy o SCT do Trybunału Konstytucyjnego. To nie zmienia nic w historycznym fakcie: ustawę, która zmusza do ich tworzenia, przegłosował w swoim czasie PiS.

- Ponad 100 posłów Prawa i Sprawiedliwości zaskarżyło przepisy o strefach czystego transportu do Trybunału Konstytucyjnego.
- Podkreślają, że nie są przeciw czystemu powietrzu, a nadmiernym uprawnieniom samorządów w kwestii segregowania pojazdów na „trujące” i „nietrujące”.
- Nawet wyrok TK nie sprawi, że strefy z dnia na dzień przestaną działać.
Z mojego punktu widzenia jako miłośnika gratów (tak, to jest „tekst opiniowy”, jak napisałaby „Wyborcza”), nie ma żadnych „dobrych” i „złych” polityków w kwestii stref czystego transportu. Wszyscy są tak samo źli, nawet Konfederacja, która strefy odrzuca w całości i żąda ich likwidacji – ale miesza to z nieakceptowalnym przekazem w innych sprawach, jak bezmyślny hejt na samochody elektryczne. Dlatego ze zdziwieniem i podejrzliwością podchodzę do przedsięwzięcia grupy posłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy zaskarżyli do Trybunału Konstytucyjnego przepisy ustawy o elektromobilności.
Ta ustawa została przegłosowana i wprowadzona za czasów rządów PiS
Jest to ustawa z roku 2018, konkretnie z 11 stycznia 2018 r. Premierem był wtedy Mateusz Morawiecki. Przeszła ona głosami Prawa i Sprawiedliwości – „za” głosowało 253 z 436 posłów, przeciw były m.in. PO i Nowoczesna. To dokładnie ta ustawa w artykułach 39. i 40. wprowadza możliwość lub obowiązek ustanawiania stref czystego transportu, wyszczególniając kto może, a kto musi je wprowadzić i na jakich zasadach ma odbywać się wjazd oraz pobieranie opłat. Znalazłem nawet komentarz kogoś z Platformy Obywatelskiej z 2018 r., kto powiedział, że „kierunek zmian jest słuszny, ale tempo procedowania ustawy zdecydowanie zbyt szybkie” – niemal jakby PiSowi bardzo zależało, żeby ta ustawa jak najprędzej weszła w życie.

Nie muszę nawet dodawać podpisów do tego mema.
I teraz oni zaskarżają tę ustawę, twierdząc że jest bardzo zła
Mogę mieć wiele zarzutów do Koalicji Obywatelskiej i prezydentów największych miast w Polsce, ale wiecie, oni tylko wykonują to, co napisano w ustawie. Są przekroczenia – trzeba wprowadzać strefy. Osobną sprawą są oczywiście sposoby realizowania tego zadania. Kraków przegiął z rozmiarami strefy i wprowadził zbyt ostre kryteria dla pojazdów na początek, dlatego prezydentowi Miszalskiemu grozi wycieczka na taczkach (choć zapowiada „wielką korektę”).
Warszawa gotuje żabę o wiele wolniej, ale i warszawscy radni przed wyborami pewnie poczują potrzebę ulżenia mieszkańcom w konieczności wymiany aut na nowsze – w odróżnieniu od krakowskiej strefa warszawska ma też dotyczyć osób tu zameldowanych. To są moje zarzuty wobec prezydentów i rad największych miast, jednak podkreślam, że to nie oni uchwalili tak głupią i szkodliwą ustawę. To był PiS, który ją sobie sam zaskarża.
Trybunał Konstytucyjny powinien zdzielić posłów PiS czymś w głowę
Projekt zaskarżenia ustawy pochodzi od fundacji Nie Oddamy Miasta w osobach Sławomira Skiby i Pawła Momro. Chwalą się, że to na podstawie ich projektu prawnego powstał wniosek do Trybunału Konstytucyjnego i że udało im się zdobyć poparcie aż stu posłów Prawa i Sprawiedliwości.
Fundacja NOM na swojej stronie pisze, że obowiązek tworzenia stref chciała zaskarżyć już od dawna, ale jako organizacja pozarządowa nie miała takiej możliwości. Dopiero gdy udało się przekonać do tej koncepcji 50 posłów PiS, sprawa mogła ruszyć do przodu. Ogólnie to można im tylko pogratulować: przekonaliście posłów PiS, żeby zaskarżyli ustawę, którą sami przegłosowali. Czy możecie teraz na przykład przekonać jakąś partię, żeby sama się rozwiązała? (nie wskażę nikogo palcem).
Zarzutów wobec ustawy o elektromobilności jest bardzo dużo
Fundacja NOM pisze o rażącym ograniczeniu prawa własności, swobody przemieszczania się, prawa do wyboru miejsca zamieszkania i edukacji, swobody działalności gospodarczej czy naruszeniu zasady niedyskryminacji w życiu publicznym. Większość z powyżej wymienionych zarzutów nadaje się od razu do kosza, bo strefy czystego transportu nie ograniczają prawa własności ani wyboru miejsca zamieszkania.
Gdybym miał sprowadzić ich problem do jednego mianownika, byłoby to bezmyślne i niezrozumiałe podzielenie aut na trujące i nietrujące. W ustawie jest mowa o swobodnym wjeździe do SCT samochodów elektrycznych, wodorowych i na CNG. Wystarczyłoby wprowadzić jedną poprawkę: wszystkie niewymienione w ustawie pojazdy wjeżdżają za opłatą – ponieważ trują. I załatwione, mamy to, gotowe, nie trzeba nakłaniać posłów PiS, żeby sami pisali na siebie donos i zajmować czasu Trybunału Konstytucyjnego bzdurami. I piszę to wszystko jako zadeklarowany przeciwnik SCT.
A nawet jeśli Trybunał uzna, że ustawa o elektromobilności jest niezgodna z konstytucją...
...to nie sprawi, że strefy czystego transportu przestaną działać z dnia na dzień. Zapewne trzeba będzie je poprawić, ale na ich zawieszenie na razie bym nie liczył. Pozostaje mieć nadzieję, że za przez najbliższe trzy lata warszawskie i krakowskie czujniki tlenków azotu nie wykażą przekroczeń, przez co powstanie ustawowa podstawa do zlikwidowania stref.
