Reklama
Reklama
Reklama

Śmierć pielęgniarki z COVID-19. Proces lekarki ruszy 5 listopada

Karetka pogotowia
Śmierć pielęgniarki z COVID-19. Proces lekarki ruszy 5 listopada (fot. FotoDax / Shutterstock)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Pierwsza rozprawa lekarki oskarżonej w związku ze śmiercią pielęgniarki zakażonej koronawirusem odbędzie się 5 listopada w Sądzie Rejonowym w Kozienicach. Medyczka zgodziła się na transport chorej do Warszawy karetką bez odpowiedniej aparatury. Pacjentka zmarła po przyjeździe do kliniki.

  • Proces lekarki Małgorzaty G. rozpocznie się 5 listopada w Sądzie Rejonowym w Kozienicach, a sprawa dotyczy wydarzeń z kwietnia 2020 r.
  • Według prokuratury karetka, którą wieziono 59-letnią pacjentkę, nie miała sprzętu do wentylacji mechanicznej ani do monitorowania parametrów życiowych.
  • Biegli uznali, że leczenie w Kozienicach było prawidłowe, ale przy właściwym postępowaniu w czasie transportu szanse chorej byłyby większe. Lekarce grozi do 5 lat więzienia.

Derusyfikacja, a teraz amerykanizacja. Ratunek czy nowa pułapka?

Lekarka oskarżona w związku ze śmiercią zakażonej koronawirusem pielęgniarki stanie w listopadzie przed Sądem Rejonowym w Kozienicach. Jak poinformowała PAP wiceprezes Sądu Okręgowego w Radomiu Renata Król, pierwszy termin rozprawy wyznaczono na 5 listopada.

Sprawa dotyczy tragicznych wydarzeń sprzed ponad 6 lat. W kwietniu 2020 r., w szczycie pandemii, pielęgniarka pracująca w szpitalu w Kozienicach trafiła na oddział wewnętrzny z objawami COVID-19. Jak informowała wówczas placówka, chorej trzykrotnie wykonano badania na obecność koronawirusa. Dopiero ostatni wynik okazał się pozytywny.

Reklama
Reklama

Powołani przez prokuraturę biegli orzekli, że leczenie w Kozienicach prowadzono prawidłowo. O przewiezieniu pacjentki do kliniki w Warszawie zdecydowano ze względu na pogarszający się stan jej zdrowia.

Pięćdziesiąt minut drogi do stolicy

Lekarka Małgorzata G. wydała zgodę na przetransportowanie chorej do Warszawy słabo wyposażoną karetką. Problemy zaczęły się w trakcie trwającego ok. 50 minut przejazdu z Kozienic do stolicy.

Gdy 59-latka dotarła do kliniki MSWiA, od razu podjęto reanimację, która trwała godzinę. Kobieta zmarła. Niedługo po zdarzeniu zawiadomienie do prokuratury złożył zastępca dyrektora do spraw medycznych warszawskiej kliniki.

Śledczy wskazują, że już w chwili decyzji o transporcie samopoczucie pacjentki nie było dobre, a kobieta miała problemy z oddychaniem. Z ich ustaleń wynika, że chora cierpiała na ostrą niewydolność oddechową.

Zarzuty i możliwa kara

W ocenie prokuratury lekarka błędnie zleciła przewiezienie pacjentki karetką bez odpowiedniego zabezpieczenia. Pojazd nie był wyposażony w urządzenia do wentylacji mechanicznej ani do monitorowania parametrów życiowych. Brakowało też sprzętu do pomiaru saturacji krwi tlenem, zapisu elektrokardiograficznego i pomiaru ciśnienia tętniczego.

Reklama
Reklama

Biegli ocenili, że gdyby w trakcie transportu postępowano z pacjentką w sposób prawidłowy, miałaby ona większe szanse na uratowanie życia. Ta opinia jest jednym z kluczowych elementów aktu oskarżenia.

Małgorzata G. usłyszała zarzuty narażania pokrzywdzonej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Według prokuratury ciążył na niej obowiązek opieki nad chorą. Za to przestępstwo grozi kara pozbawienia wolności do 5 lat.

Obejrzyj także:

Reklama
Reklama