Reklama
Reklama
Reklama

Tąpnięcie w polskim budownictwie. Unijne paliwo będzie się kończyć

Produkcja budowlano-montażowa we wrześniu spadła o 9,0 proc. rok do roku
Produkcja budowlano-montażowa we wrześniu spadła o 9,0 proc. rok do roku (fot. Shutterstock / Shutterstock)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Najnowsze dane GUS o produkcji budowlano-montażowej w Polsce mocno rozczarowały. Ekonomiści spodziewali się, że nie będzie ona rosła w takim tempie jak w sierpniu, ale nie oczekiwali spadku, w dodatku tak głębokiego. Za gorszymi wynikami sektora może stać powolne wygasanie „dopalacza” w postaci KPO. Branża zgłasza też niepewność ogólnej sytuacji gospodarczej.

  • Produkcja budowlano-montażowa we wrześniu spadła o 9 proc. w ujęciu rok do roku przy wzroście o 3,0 proc. w ujęciu miesiąc do miesiąca – podał Główny Urząd Statystyczny (GUS).
  • Ekonomiści oczekiwali tymczasem wzrostu wskaźnika o 2,4 proc. rok do roku i o 15,4 proc. miesiąc do miesiąca.
  • W strefie spadkowej znalazły się wszystkie działy budownictwa.
  • Problemy branży związane są z nieregularnością rozliczeń, ale też z wygasaniem impulsu z KPO. Wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w budownictwie we wrześniu uległ pogorszeniu i jest niekorzystny.

Szczegóły odczytu produkcji budowlano-montażowej za wrzesień zaniepokoiły ekonomistów. Produkcja budynków zmniejszyła się o 19,2 proc. w ujęciu rocznym (podobny wynik, tj. spadek o 19,5 proc., zaraportowano za sierpień), w obszarze budowy obiektów inżynierii lądowej i wodnej odnotowano spadek o 4,1 proc. (po wzroście aż o 29 proc. r/r w sierpniu), a intensywność robót budowlanych specjalistycznych zmalała o 6,1 proc. (wobec dodatniej dynamiki rocznej na poziomie 3,9 proc. w ubiegłym miesiącu).

Czytaj także: Staw dla deweloperów? Właściciele działek wściekli na urzędników. „Jesteśmy zapleczem”

To nie kryzys, ale budownictwo może martwić

– Rzeczywiście, dane o produkcji budowlano-montażowej za wrzesień mogą być średniej jakości. Trzeba jednak pamiętać, że są one zasadniczo wrażliwe na nierównomierny rozkład oddawanych inwestycji. Zdarza się bowiem, że ukończenie jednego dużego projektu istotnie zaburza obraz dynamiki w kolejnych miesiącach – mówi Zero.pl Urszula Kryńska, kierowniczka Zespołu Analiz i Prognoz w PKO BP.

Reklama
Reklama

– Tym, co może zacząć niepokoić – mimo wspomnianej wrażliwości danych – jest drugi w ciągu trzech miesięcy spadek aktywności w budownictwie. Wcześniej miał on miejsce w lipcu – zauważa ekonomistka, podkreślając, że za hamowanie względem poprzedniego miesiąca odpowiadały roboty inwestycyjne, które spadły o 2,2 proc. r/r, po silnych wzrostach w poprzednich miesiącach. – Prace remontowe od wielu miesięcy spadają, we wrześniu o 25,2 proc. r/r – dodaje.

– W ujęciu sześciomiesięcznym, które eliminuje część zmienności, na plusie ciągle jest sama inżynieria lądowa, budowa budynków spada, a roboty specjalistyczne są w stagnacji – wylicza.

GUS podał w komentarzu do danych, że – podobnie jak w lipcu – przedsiębiorstwa skarżyły się na nieregularność rozliczeń projektów, co może dawać nadzieję na odbicie w kolejnych miesiącach (firmy zaksięgują wtedy przychody, których nie mogły wykazać teraz). Jednak problemy księgowe nie odpowiadają za całość obrazu.

– Jeśli chodzi o budowę budynków, to mogła tutaj zaważyć słabsza aktywność deweloperów, którą potwierdzają średnie wskaźniki z rynku mieszkaniowego – mówi Urszula Kryńska.

I tak, liczba mieszkań oddanych do użytkowania we wrześniu spadła o 8,2 proc. w ujęciu rok do roku i o 12,3 proc. w ujęciu miesiąc do miesiąca.

Reklama
Reklama

– Firmy deweloperskie w Polsce nauczyły się już sterować podażą – zwraca uwagę analityczka PKO BP. – Kiedy ceny spadają lub są stabilne, zatrzymują projekty, czekając na wzrost cen. Ich sytuacja płynnościowa jest na tyle dobra, że nie muszą ratować się szybkim wprowadzaniem nowych mieszkań do sprzedaży. Niekoniecznie zależy im też na zwiększaniu puli dostępnych lokali, bo to prowadzi do spadków cen.

– Martwić może również słaby wynik robót specjalistycznych, do których zalicza się m.in. przygotowanie terenów pod inwestycje – dodaje. – Choć środki z Krajowego Planu Odbudowy napływają, nie są w największym stopniu kierowane na tego rodzaju zadania – impuls inwestycyjny związany z tymi funduszami koncentruje się przede wszystkim na zielonej transformacji i automatyzacji.

Niemniej jednak KPO pobudza aktywność inwestycyjną i obecnie znajdujemy się w szczytowym momencie tego procesu. Dane za sierpień pokazują skalę tego impulsu: środki z KPO skierowane do polskiej gospodarki stanowiły 1,2 proc. PKB, a fundusze spójności – 1,1 proc. PKB. Wkrótce jednak wsparcie to zacznie wygasać, ponieważ zbliżamy się do końca realizacji KPO.

Urszula Kryńska, ekonomistka PKO BP

Polska zobowiązała się zrealizować inwestycje i reformy przewidziane w KPO do końca sierpnia. „31 sierpnia 2026 r. to dzień, kiedy wszystko to, na co umówiliśmy się z Komisją Europejską jako wykonanie KPO, musi zostać zakończone. I wszystko to zostało z tą datą zakończone” – tłumaczyła na konferencji podsumowującej dwa lata realizacji KPO minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.

Reklama
Reklama

KPO, a co potem?

Ostatniego dnia września Polska przekazała do Komisji Europejskiej dziewiąty, ostatni wniosek o płatność z KPO na ponad 55 mld zł. Z całej puli dla Polski, opiewającej na 240 mld zł, większość środków już pracuje w krajowej gospodarce.

Jednak, jak zauważają ekonomiści ING Banku Śląskiego, „ten booster zaczyna stopniowo wygasać”.

– Może to skutkować spowolnieniem dynamiki inwestycji – zgadza się Urszula Kryńska. – W PKO BP zakładamy, że pod koniec roku ich wzrost będzie dwucyfrowy, ale już w 2027 r. to tempo wyhamuje, aczkolwiek nie przewidujemy dużego spadku. Zmieni się jednak struktura finansowania.

Podobnie na końcówkę roku w inwestycjach zapatrują się ekonomiści Erste Banku Polska. „Pomimo wysokiej zmienności miesięcznych danych z sektora budowlanego nadal oczekujemy, że wzrost inwestycji przyspieszył w III kw. do 10,0 proc. r/r z 8,4 proc. r/r w II kw., a w IV kw. może być jeszcze wyższy” – napisali w komentarzu do danych GUS.

Reklama
Reklama

Nastroje w budownictwie pod kreską

Pewnym cieniem na oczekiwaniach kładzie się fakt, że wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w budownictwie, mierzony przez GUS, uległ we wrześniu pogorszeniu i jest niekorzystny (w sierpniu był bliski neutralnego poziomu).

„Pesymistyczne są diagnozy ogólnej sytuacji gospodarczej przedsiębiorstw (po nieznacznie pozytywnych miesiąc wcześniej), a przewidywania w tym zakresie są bardziej negatywne niż w sierpniu br.” – zwraca uwagę GUS. „Utrzymują się pesymistyczne diagnozy bieżącego portfela zamówień, produkcji budowlano–montażowej oraz sytuacji finansowej przedsiębiorstw. Prognozy dotyczące tych obszarów są bardziej negatywne niż miesiąc wcześniej. Przedsiębiorcy z firm budowlanych nadal przewidują możliwość redukcji zatrudnienia oraz wzrost cen robót budowlano–montażowych”.

Z badania wrześniowej koniunktury wynika, że w porównaniu z sierpniem wśród przedsiębiorstw z sektora wzrosła odczuwalność niepewności ogólnej sytuacji gospodarczej.

– Polski przemysł i polski biznes nie są odporne na to, co się dzieje na rynkach międzynarodowych – tak obecną sytuację komentuje w rozmowie z Zero.pl Piotr Kozina, dyrektor zarządu Grupy PSB Handel. – Oczywiście, odczuwamy to i widzimy w postaci chociażby wzrostu kosztów paliwa, kosztów logistycznych.

Reklama
Reklama

GUS podał także, że w ocenie przedsiębiorców w budownictwie główną barierą w prowadzeniu bieżącej działalności nadal są koszty zatrudnienia. Do istotnych ograniczeń przedsiębiorcy zaliczają ponadto m.in. wysokie obciążenia na rzecz budżetu oraz koszty materiałów. Te ostatnie rosły w ostatnich miesiącach chociażby z powodu wzrostu cen ropopochodnych materiałów budowlanych. Grupa PSB w swojej strategii zakłada, że rynek materiałów budowlanych wzrośnie o 3-4 proc. w 2026 r.

Czytaj także: „Ten kraj nie ma mózgu”. Jak Polska marnuje KPO

Piotr Kozina dodaje, że przedsiębiorcy, z którymi rozmawia na co dzień (Grupa PSB to największa krajowa sieć handlująca materiałami budowlanymi zrzeszająca ponad 400 firm), podnoszą też kwestię obciążeń administracyjnych i regulacyjnych. – Skarżą się na bariery stawiane przez państwo, urzędy i instytucje. W tym całym gąszczu trudnego prawa podatkowego, karnego, cywilnego i handlowego muszą sobie radzić – mówi, oceniając, że potrzebna jest większa deregulacja.

Może zainteresuje Cię także:

Reklama
Reklama