Na początek pokażę Państwu kilka zdjęć satelitarnych prosto z Map Google'a.
Pierwsze zdjęcie pochodzi z Włoch:

Drugie zdjęcie pochodzi z Chin:

Trzecie zdjęcie pochodzi również z Włoch:

I jeszcze jedno zdjęcie z Polski:

Te cztery zdjęcia satelitarne mają dwie cechy wspólne. Po pierwsze: przedstawiają tory wyścigowe. Po kolei są to Imola we Włoszech, tor w chińskim Szanghaju, Monza we Włoszech i Tor Poznań. Druga cecha wspólna: wszystkie są otoczone prywatnymi nieruchomościami.
Są jednak również różnice. Na trzech pierwszych torach motorsport kwitnie przez cały rok, zresztą organizowane są na nich rokrocznie wyścigi Formuły 1. Generalnie: głośniej się nie da. Na tym ostatnim torze prawdę mówiąc – na tle światowego hype'u na motorsport – nie dzieje się wiele. A do tego tuż obok jest hałaśliwe lotnisko, czego nie ma w przypadku torów włoskich i chińskiego.
To kiepska zagadka, bo wszyscy już znają odpowiedź, ale niech zgadną państwo, który tor właśnie został zamknięty za hałas.
Prawo jest po stronie sąsiadów Toru Poznań, ale przyzwoitość – nie
Niby można było spodziewać się, że to wszystko tak się skończy, bo przecież Tor Poznań został tak naprawdę zamknięty w 2023 r. To już wtedy Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska zamknął obiekt, ale Automobilklub Wielkopolski odwołał się od tej decyzji, a w tym czasie tor mógł nadal funkcjonować.
Teraz decyzję o zamknięciu obiektu podtrzymał Główny Inspektor Ochrony Środowiska. Niby Automobilklub Wielkopolski może iść do Sądu Najwyższego, ale ta decyzja ma już rygor natychmiastowej wykonalności. Zanim cokolwiek – i o ile – uzyskają w sądzie, już dawno pójdą z torbami.
Okej, chińskie spalinowe auta są naprawdę tanie. Ale dlaczego elektryczne są takie drogie?
Oczywiście zgodnie z literą prawa wszystko się zgadza, bo tor w Poznaniu otacza zabudowa jednorodzinna. Norma hałasu to więc 50 dB i naprawdę: ona jest nieosiągalna dla takiego obiektu. Przy ulicy, gdzie jest redakcja portalu Zero.pl, bywa głośniej. Sprawdził to sonometrem mój redakcyjny kolega Tymon Grabowski.
I teraz dochodzimy do meritum sprawy. Tor w Poznaniu w przyszłym roku skończyłby 50 lat. Tor był tam pierwszy. Lotnisko zresztą też. Ludzie kupili tanie działki (ciekawe czemu), a teraz są zdziwieni, że jest głośno.
Stąd moje poprzednie porównanie do mieszczuchów, którym nagle śmierdzi na wsi. Ale Polak potrafi drugiemu Polakowi zaszkodzić w najbardziej zadziwiający sposób.
Lotnisko jest w porządku, tor nie
Swoją drogą – zastanawiacie się może, jak to się stało, że Tor Poznań przeszkadza okolicznym mieszkańcom, a Port Lotniczy Poznań-Ławica, który generuje nieporównywalnie więcej hałasu, już nie.
To akurat bardzo proste. Władze portu rok w rok wydają miliony zł na odszkodowania dla okolicznych mieszkańców za utratę wartości ich nieruchomości przez hałas. Przypominam: ludzie wiedzieli, co tam jest, kiedy się budowali.
Czy konserwator zabytków uratuje ulicę Kruczą w Warszawie? Na razie czeka ją koszmar
Prawdopodobnie zatykają sobie tymi banknotami uszy, bo hałasu startujących o świcie i późnym wieczorem samolotów Ryanaira i Wizzaira (lowcostowe linie latają o dziwnych porach, dlatego są lowcostowe) nie słyszą.
To nie jest taki pierwszy przypadek w Polsce
Jestem też przekonany, że pomimo socialmediowego pospolitego ruszenia historia Toru Poznań dobiega końca. Nawet jeśli w jakiejś formie jeszcze wróci, to będzie to już łabędzi śpiew.
Przecież to nie pierwszy raz. Podobny los spotkał ponad dekadę temu tor w Lublinie przy ul. Zemborzyckiej, okoliczni mieszkańcy próbują dobić autodromy w Toruniu czy Biłgoraju. To wszystko dzieje się teraz.
Motorsport nikogo w Polsce nie odchodzi. Wszyscy czekają na drugiego Kubicę, wszyscy chcą, żeby „wariaci wyżywali się na torach wyścigowych, a nie na ulicach”, tylko nikt tych torów nie chce. To jak z autostradami. Każdy chce mieć do niej dostęp, ale nikt nie chce, żeby leciała pod jego oknami.

