W budżecie państwa na 2026 rok nauka i szkolnictwo wyższe wracają w stare koleiny: trochę więcej złotych nominalnie, ale bez realnej odmiany. W 2026 w budżecie przewidziano 44,4 mld zł wobec 42,8 mld zł w roku 2025. To wzrost bliski prognozowanej inflacji, przy czym część tej kwoty stanowią środki europejskie, a nie krajowe zwiększenie finansowania. W relacji do prognozowanego PKB oznacza to poziom około 1,07% PKB, podczas gdy w 2025 roku było to około 1,08% PKB, czyli niewiele ponad połowę średniej europejskiej – tymczasem ambicje wszak mamy ponadprzeciętne. Równolegle w ustawie budżetowej na 2026 rok na finansowanie obrony narodowej zapisano 200,1 mld zł, czyli 4,81% prognozowanego PKB. Ten kontrast nie jest argumentem przeciw obronności. Jest argumentem przeciw polityce, która bezpieczeństwo wojskowe traktuje jak zadanie państwa, a bezpieczeństwo technologiczne jak koszt do odłożenia.
Tymczasem nakłady na badania i rozwój zaczęły się cofać. Według GUS nakłady krajowe brutto na działalność B+R (GERD), obejmujące środki publiczne i prywatne, wyniosły w 2024 roku 51,5 mld zł. To o 3,1% mniej niż rok wcześniej. Wskaźnik intensywności prac B+R spadł do 1,41% PKB z 1,56% w 2023 roku. Eurostat pokazuje, jak daleko jesteśmy od punktu odniesienia w Europie i poza nią: średnia unijna w 2024 roku wyniosła 2,24% PKB, Niemcy osiągnęły 3,13%, a Szwecja 3,57%. Poza Unią dystans jest jeszcze większy: Korea Południowa miała 4,96% PKB w 2023 roku, Stany Zjednoczone 3,45%, a Japonia 3,44%.
Cel Barcelony i dwadzieścia lat ślizgu
Trzy procent PKB na badania i rozwój nie jest fanaberią środowiska akademickiego. To europejski punkt odniesienia przyjęty na szczycie Rady Europejskiej w Barcelonie w 2002 roku: średnie inwestycje w badania miały wzrosnąć do 3% PKB, z czego dwie trzecie miały pochodzić z sektora prywatnego. Cel wracał później w dokumentach unijnych, a w 2024 roku został ponownie wpisany do deklaracji budapeszteńskiej jako zadanie do osiągnięcia do 2030 roku. Nie jest to mechaniczny nakaz, który każdy kraj ma wypełnić identyczną strukturą wydatków. Jest to jednak wyraźny sygnał polityczny: gospodarka, która chce konkurować wiedzą, musi płacić za wiedzę zanim zacznie liczyć jej dywidendę.
Pułap 3% nie został wzięty z sufitu. Frontier Economics, w analizie przygotowanej dla brytyjskiego Department for Science, Innovation and Technology, oszacowała przeciętną stopę zwrotu z publicznych nakładów na B+R na około 40% po sześciu latach. W praktyce oznacza to, że 100 mln funtów publicznych inwestycji w B+R może po sześciu latach zwiększać produktywność sektora prywatnego o około 40 mln funtów rocznie. Autorzy tego raportu sami zalecają ostrożność: to szacunek średni dla gospodarki brytyjskiej, a nie obietnica wyniku dla każdego programu i każdego kraju. Kierunek wyniku jest jednak zgodny z szerszą literaturą. Meta-analizy i badania ekonometryczne wskazują, że wydatki na B+R zwykle wiążą się ze wzrostem produktywności i wzrostem gospodarczym, choć wielkość efektu zależy od jakości instytucji, struktury gospodarki i zdolności firm do absorpcji wiedzy (Kokko et al., 2015; Ugur et al., 2016; Yazgan & Yalçinkaya, 2018; Ziesemer, 2024).
Pieniądze na obronność, ale bez własnej technologii?
Polska potrzebuje wysokich wydatków obronnych, to chyba już truizm. Problem polega na czym innym: sprzęt kupiony za granicą zwiększa zdolności wojskowe tu i teraz, lecz nie tworzy automatycznie zdolności projektowania, testowania i rozwijania własnych technologii. W przypadku F-35 Polska świadomie zrezygnowała z offsetu (ku zdziwieniu branży). W przypadku czołgów K2 sytuacja jest bardziej złożona: późniejsze umowy przewidują montaż lub produkcję części pojazdów w Polsce oraz komponent transferu technologii. To dobra wiadomość, ale ona nie osłabia tezy o znaczeniu nauki. Przeciwnie. Transfer technologii ma sens dopiero wtedy, gdy po stronie odbiorcy istnieje zaplecze badawcze, inżynierskie i przemysłowe zdolne tę technologię przejąć, przetworzyć i rozwijać. To nie jest przypadek, że kraje frontowe, jak Izrael, Korea Południowa, czy Szwecja świadomie i mądrze inwestują w naukę i badania, znacznie powyżej europejskiej średniej.
Bez własnej bazy B+R bezpieczeństwo pozostaje w dużej mierze importowane. Można kupić samolot, czołg albo system obrony przeciwlotniczej. Trudniej kupić kulturę projektowania, laboratoria, długie serie testów, zespoły inżynierskie i instytucje, które potrafią utrzymywać wiedzę przez dekady. Korea Południowa nie stała się partnerem technologicznym dlatego, że przez lata oszczędzała na badaniach. Jej nakłady na B+R są bliskie 5% PKB.
Minister nauki Marcin Kulasek publicznie mówił, że premier Donald Tusk obiecał zwiększenie finansowania nauki. Obietnica bez ustawowej ścieżki pozostaje jednak zależna od corocznych negocjacji budżetowych, uniemożliwia też jakiekolwiek planowanie. Jaka gwiazda nauki zdecyduje się na pracę w środowisku, w którym wysokość finansowania jest zależna od corocznej „dosypki”? z kasy łaskawego pana? Ministerstwo Finansów już odrzucało pomysł powiązania nakładów na naukę z PKB, argumentując, że usztywniłoby to budżet. Jednocześnie państwo zaakceptowało podobne usztywnienie w obronności. Wniosek jest prosty: problemem nie jest sama technika budżetowa, lecz decyzja, które cele uważa się za sprawy państwa.
Drenaż mózgów dzieje się teraz
W konkursie ERC Starting Grants 2024 finansowanie otrzymało 494 badaczy i badaczek. Wśród laureatów było dwoje naukowców prowadzących projekty w polskich instytucjach oraz ośmioro Polaków pracujących w ośrodkach zagranicznych (zob. też komunikat KPK). Nie należy tego zapisywać jako prostego rankingu „dziesięciu najlepszych młodych polskich naukowców”. ERC jest jednak jednym z najbardziej porównywalnych i prestiżowych mechanizmów oceny badań w Europie. Jeżeli tak wielu laureatów z polskim dorobkiem wybiera zagraniczne instytucje jako miejsce realizacji projektu, to nie jest anegdota. To sygnał o warunkach pracy, stabilności finansowania i wiarygodności instytucji.
Narodowe Centrum Nauki, główna polska agencja finansująca badania podstawowe w trybie konkursowym, nadal działa poniżej poziomu, który pozwalałby finansować wystarczającą część bardzo dobrych projektów. W planie finansowym na 2026 rok dotacje i subwencje z budżetu państwa wynoszą 1,756 mld zł, wobec 1,749 mld zł w planie na 2025 rok po zmianach. To praktycznie stagnacja. W najnowszych konkursach wskaźniki sukcesu pozostają niskie: OPUS 29 zakończył się wynikiem 13,55%, PRELUDIUM 24 - 14,72%, MAESTRO 17 - 8,43%, a SONATA BIS 15 - 14,55%. Samo NCN przypomina, że optymalny poziom w krajowych konkursach powinien wynosić 25-30%. Przy obecnych proporcjach wiele projektów odpada nie dlatego, że są słabe, lecz dlatego, że pieniędzy nie wystarcza nawet na dużą część projektów ocenionych dobrze. Prowadzi to do coraz większej losowości rezultatu, bo gdy decydują drobne różnice w punktacji i ocenach, naprawdę łatwo odrzucić projekty co najmniej równie dobre.
Dlaczego akurat teraz
Rok 2026 jest ostatnim rozsądnym momentem na ustawową decyzję o ścieżce dojścia do 3% PKB. Po pierwsze, unijny termin 2030 nie jest odległy, jeśli mówimy o systemie nauki, w którym konkurs grantowy, zatrudnienie zespołu, zakup aparatury i publikacja wyników wymagają kilku lat. Bez ścieżki zapisanej w prawie 2030 rok będzie kolejnym hasłem z dokumentów strategicznych.
Po drugie, kończy się czas łatwego zasłaniania krajowej słabości pieniędzmi europejskimi. W przypadku Krajowego Planu Odbudowy wszystkie kamienie milowe i cele muszą zostać zrealizowane do 31 sierpnia 2026 roku. Fundusze polityki spójności z perspektywy 2021-2027 będą rozliczane dłużej, ale już teraz trwa polityczne układanie następnych ram finansowych Unii. Jeżeli Polska nie zbuduje mechanizmu krajowego współfinansowania i stabilnego finansowania bazowego, instytucje naukowe będą co kilka lat przechodzić przez ten sam cykl: projekt, zryw, przerwa, utrata zespołu.
Po trzecie, wydatki obronne stworzyły precedens. Państwo pokazało, że potrafi bardzo szybko podnieść jedną kategorię wydatków, gdy uzna ją za warunek bezpieczeństwa. Dyskusja o nauce nie dotyczy więc wyłącznie wykonalności. Dotyczy decyzji, czy wiedza, technologia i produktywność są traktowane jako element bezpieczeństwa państwa.
Po czwarte, demografia działa przeciwko nam. Prognoza GUS wskazuje, że do 2060 roku liczba osób w wieku produkcyjnym spadnie o ponad 23%, czyli o około 5,1 mln osób, a współczynnik obciążenia demograficznego wzrośnie z 72,2 do 96,3 osób w wieku nieprodukcyjnym na 100 osób w wieku produkcyjnym. Tego ubytku nie da się zneutralizować samą dyscypliną budżetową. Potrzebny jest skok produktywności. A produktywność nie rośnie od apeli. Rośnie od inwestycji, instytucji i czasu.
Co konkretnie
Postulat powinien być prosty: ustawowy harmonogram dojścia do 3% PKB całkowitych nakładów na B+R do 2030 roku, z wyraźną ścieżką wzrostu części publicznej i narzędziami uruchamiającymi większe nakłady prywatne. Cel barceloński od początku zakładał, że znaczna część wydatków ma pochodzić z przedsiębiorstw. Państwo nie musi więc samo wydać całych 3% PKB. Musi jednak stworzyć przewidywalny popyt na badania, stabilne finansowanie bazowe, granty o racjonalnych wskaźnikach sukcesu, ulgi i mechanizmy współfinansowania, które sprawią, że sektor prywatny będzie miał powód inwestować w wiedzę w Polsce, a nie wyłącznie kupować gotowe technologie za granicą.
Skala nie jest abstrakcyjna. GUS raportuje 51,5 mld zł całkowitych nakładów B+R w 2024 roku. Trzy procent PKB, liczone dla PKB prognozowanego w budżecie 2026 roku, to około 125 mld zł. W 2030 roku kwota nominalna będzie zapewne wyższa, ale rząd wielkości jest jasny: potrzebujemy mniej więcej podwojenia krajowego wysiłku badawczo-rozwojowego w ciągu kilku lat. To dużo. Ale budżet obronny na 2026 rok wynosi 200,1 mld zł. Matematyka nie dowodzi, że nauka ma konkurować z obronnością o te same pieniądze. Pokazuje coś innego: państwo stać na skok wydatkowy, gdy uzna go za warunek przetrwania.
Politycy lubią powtarzać, że nauka to inwestycja w przyszłość. Inwestycja ma jednak kwotę, harmonogram i odpowiedzialnego wykonawcę. Bez tego pozostaje dekoracją w przemówieniach. Przyszłość, jeśli ma być nasza, kosztuje 3% PKB. 3% dla nauki to 100% dla Polski.
Więcej szczegółów znajdziecie Państwo na stronie 3procentnanauke.pl. Zachęcam również do podpisania petycji: 3% dla nauki, 100% dla Polski.

