Reklama
Kraj

W obronie wieku średniego. Ktoś musi to wreszcie powiedzieć

Gdzieś wyczytałem, że ustalono ostateczną granicę młodości. Wynosi ona 39 lat. Czyli się nie załapałem, bo mam 56, ale nie wykluczam tego, że za jakąś dekadę już się załapię. Bo młodość robi się coraz starsza.

Igor Zalewski
Opinia autorstwa: Igor Zalewski
Dzisiaj 18:29
5 min
Dojrzały mężczyzna na deskorolce pośród nastolatków. Współcześni 40- i 50-latkowie robią wszystko, by uciec przed dorosłością. (fot. Kanał Zero)
TYLKO NA

Młody jak… czterdziestolatek

W czasach komunizmu było się młodzieżowcem do 35. roku życia. Do tego czasu można było być członkiem Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Potem już trzeba było robić karierę w PZPR. Ale owo 35 lat było postrzegane jako groteskowo zawyżone. Jak to: młodzieżowiec w średnim wieku? Toż to śmieszne. Może i śmieszne, ale dzisiaj młodość jest w natarciu i prorokuję, że za chwilę pęknie czterdziestka.

Sprawdź również: Rząd ma pełnomocnika ds. marki Polska. Ma stworzyć spójną strategię promocji kraju

A czterdziestka to przecież już samo epicentrum wieku średniego. Przypomnijmy sobie serial „Czterdziestolatek”, w którym inżynier Karwowski wygląda jak koszmar jego dzisiejszych rówieśników. Ci bowiem za wszelką cenę, czasem rozpaczliwie, ale zawsze wszelkimi siłami i kurczowo, trzymają się młodości.

Dzisiejszy czterdziestolatek, zarówno serialowy, filmowy, jak i rzeczywisty, wygląda zupełnie inaczej niż ten z niezapomnianego dzieła Jerzego Gruzy. Nawet jeśli do roboty musi iść w garniturze, to w cywilu paraduje w ciuchach z młodzieżowych sklepów: bluzy z kapturami, wesołe t-shirty, fikuśne okulary w żywych kolorach, żeby tylko przypadkiem nie wyglądać zbyt poważnie. No i obowiązkowe wyprawy na imprezy w rodzaju Open’era. Inżynier Karwowski w życiu nie traciłby czasu na jakieś młodzieżowe spędy. A krawat nosił nawet do kąpieli.

Krótkie vs. długie

Przez większość historii świata młodzi jak najszybciej chcieli już nie być młodzi. Spieszyło im się do powagi, dorosłości i garniturów czy też surdutów (wcześniej). Gdzieś tak do lat 60. ubiegłego wieku młodziaki bardzo szybko zaczynali się ubierać jak dorośli. Ale później, po eksplozji kontrkultury, kurs się zmienił radykalnie. Każdy chce być jak najdłużej młody. Nie chce się dopasowywać do dorosłego świata. Wręcz przeciwnie, stara się go okupować bojówkami, kolczykami czy koszulami odsłaniającymi pępek. Gdzieniegdzie się to udaje.

Reklama
Reklama

Sam pamiętam, jak toczyłem boje z redaktorem naczelnym tygodnika „Wprost”, Markiem Królem, który domagał się noszenia w redakcji długich spodni, a ja buntowałem się przeciw powadze i nosiłem krótkie. Na szczęście nadeszła zima i działania wojenne zamarły. A następnego lata skończyłem 36 lat i nieoczekiwanie dla siebie zacząłem się głupio czuć w pracy bez dłuższych nogawek.

Czytaj także: Miesiąc temu odebrał Golfa o mocy ponad 330 koni. Teraz zginęli rodzice, ich dziecko walczy o życie

Ekspansja młodości jest oczywiście fajna, ale jej ofiarą pada wiek średni. Kiedyś to była większa część życia. Dzisiaj, skoro młodość można dociągnąć do połowy piątej dekady życia (przy pomocy siłowni i lakieru do siwych włosów oraz wsparcia pism kobiecych dowodzących, że wiek to kwestia umysłu), to nagle okazuje się, że z tego wieku średniego zostaje ogryzek. Za mało czasu na przykład na urodzenie i wychowanie dzieci, bo przecież za chwilę będziemy starzy i będą nas brać za babcie oraz dziadków własnych pociech. A to dość niezręczna sytuacja. Poza tym w takim wariancie starość dopada nas nieoczekiwanie: jak to, dopiero byłem młody, a tu już artretyzm?

Za wszelką cenę

Wtedy pojawia się niezgoda na starość. Oznacza ona przede wszystkim zatracenie umiejętności godnego starzenia się. Ostatnio nawet Kazik Staszewski przekonał się, że Mick Jagger jest tylko jeden, i po tym, jak połączył alkohol z lekami i występem na scenie, doszedł do słusznego wniosku, że to ostatnie może należy już sobie darować. Ale wielu, czy może raczej wiele, niestety do takich wniosków nie dochodzi i w wieku bardzo zaawansowanym robi z siebie seksbomby. Musicie przyznać, że jest to wyjątkowo smutne zjawisko.

Reklama
Reklama

Może Cię zainteresować: Atak mieczem w szwedzkiej szkole. 18-latek aresztowany po śmierci 17-latki

W jednym z moich ulubionych filmów, „Brazil” Terry’ego Gilliama (koniecznie trzeba obejrzeć!), mama głównego bohatera stara się za wszelką cenę odmłodzić. Podobnie czyni jej najbliższa przyjaciółka. Pierwsza odnosi sukces: wygląda młodziej od syna, którego odganiają od niej jej adoratorzy. Druga umiera w wyniku upiększających operacji i rozsypuje się w proch na własnym pogrzebie.

Szczerze mówiąc, nie wiem, który wariant jest bardziej makabryczny.

Źródło: Zero.pl
Igor Zalewski
Igor ZalewskiDziennikarz Kanału Zero