„Czy wilk naprawdę jest taki straszny, jak go malują? Sprawdź, jakie przysłowia o wilkach warto zinterpretować na nowo i dlaczego!” – napisało Ministerstwo Klimatu i Środowiska na profilu w mediach społecznościowych.
Resort postanowił w ten sposób stanąć w obronie dobrego imienia wilków. W ramach kampanii #WłączamyDobryKlimat resort przekonywał, że popularne powiedzenia i związki frazeologiczne krzywdzą te drapieżniki, utrwalając ich negatywny wizerunek.
„Człowiek człowiekowi wilkiem” ma więc niesłusznie obarczać wilki odpowiedzialnością za ludzkie zachowania, „wilczy apetyt” stygmatyzować zdrową relację z jedzeniem, a „wilk w owczej skórze” przypisywać zwierzętom złe intencje. Kampania ma walczyć ze stereotypami. I teraz mamy problem, bo przecież takich stereotypów u nas bez liku.
Przeczytaj także: Dzieci podwójnie skrzywdzone. Przez sprawcę i przez system
W kultowej scenie z „Pana Wołodyjowskiego” Baśka, co to się w niej Wołodyjowski kocha, ucieka przed wilkami. Baśka jest co prawda trochę chłopczycą, lubi strzelać, ma niewyparzony język i w ogóle bywa nowoczesna – jak na XIX-wieczne pióro Henryka Sienkiewicza. I tak jednak scenkę trzeba będzie w kolejnych wydaniach powieści znacząco zmienić. Bo wilkom, czytającym do poduszki, jak to gonią dziewczynę, aby ją pożreć (no i trochę dla fanu), byłoby przykro. W nowej edycji Baśkę będą gonić PiS-owcy. Albo chociaż myśliwi. Przy czym ona im się nie da, nie będzie musiał ratować jej, rzecz jasna w ostatniej chwili, mężczyzna.
Czarne owce
Zresztą w wielu miejscach filmy, literatura, a już osobliwie segment bajek dla dzieci ulec będą musiały modernizacji. Wilki będą po pierwsze życzliwe, po drugie refleksyjne, a po trzecie... No cóż, kiedy jeden z nich połknie babcię, wilczy sąd koleżeński skaże go na 28 dni wolontariatu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska. Już potem ta czarna owca wilczego rodu nigdy nie będzie taka sama.
Przeczytaj także: Elektrownia jądrowa w Choczewie: Polska gościem we własnym domu?
Czarna owca? Proszę wysokiego sądu, samo mi się tak napisało – skomleć będzie w nowej, idealnej Polsce autor tego felietonu. Ale coś mi się zdaje, że wolontariat w tym ministerstwie też go nie ominie. Pocieszać się będziemy mogli, zły wilk i zły Wróbel, że wyższe wyroki dostali autorzy używający słowa „Murzyn”. To, co prawda, określenie właśnie nieobraźliwe, ale wiecie, rozumiecie. Dziś ktoś powie „Murzyn”, jutro „pożydzić”, a na koniec „głupi jak koza” (aaa!). Lepiej wyrywać chwasty, póki małe.
Żarty żartami, ale naprawdę „wolf-friendly” kampania reedukacji społecznej Ministerstwa Klimatu i Środowiska jest tak głupia, że nie ma co zbierać. Smuci mnie to, ponieważ co do zasady lubię znajdować coś dobrego w tym, co wszyscy uznają za beznadziejne. Taka karma felietonisty. Niestety, jestem jak atleci z wiersza Tuwima „Lokomotywa”: „I choćby nie wiem, jak się wytężał, to nie udźwigną, taki to ciężar”.
Nawiasem mówiąc, z tego wierszyka wylatuje wagon trzeci, nieprawdaż? Kto by bowiem czytał dzieciom 2.0, że w tym wagonie siedzą same grubasy!
Karykaturalna kampania
I tak na serio – kampania przeciwko obmowie wilków jest szkodliwa jak Grzegorz Braun (nawiasem mówiąc, jak on już będzie ministrem środowiska, to dopiero zobaczymy fajne kampanie). Bo przecież niejedna fraza pięknego języka polskiego faktycznie powinna po cichu trafić do archiwum. Rzeczywiście „Murzynek Bambo”, by trzymać się Tuwima, inaczej, zabawnie i tolerancyjnie brzmiał swego czasu, a dzisiaj może być używany do szerzenia żartobliwego, ale jednak rasizmu.
Z kolei feminatywy, pewno, że nieraz wprowadzane jakby na złość „prawicy”, a nie po prostu dlatego, że świat się zmienia, mogłyby się upowszechniać. Korona nikomu z głowy od tego nie spadnie. Zmiany językowe mają to do siebie, że wywołują naturalny opór – także u tych, którzy nie są tak w ogóle przeciwnikami zmian, lecz źle reagują na presję. I źle reagują na przesadę, tak często i ochoczo łączoną przez liberalną lewicę z wyszydzaniem „głupola prawicowca”. Kampania wilcza jest wręcz karykaturą. Gotowych na rozsądne zmiany nieźle wystraszyła.
Chyba że... prawdziwym celem kampanii jest osłabienie progresistów, a wzmocnienie odruchu konserwatywnego. Ludzie, którzy wahają się, czy tak trochę, krok po kroku, nie ustępować tu i ówdzie nowomowie, dzięki klimatycznej komedii z wilkami dostają jasny przekaz: no, uważaj! Dzisiaj powiesz „ministerka”, jutro za napomknięcie, że „człowiek człowiekowi wilkiem”, dostaniesz mandat i bana na fejsie.
Rozstrzygnięcie zagadki „wilczej” kampanii? Jej autorzy to po prostu radykalni, pomysłowi prawicowcy, którzy siedzą u ministerki Hennig-Kloski? To prawie pewne, że tak było. Pogratulować wilkom w owczej skórze.


