Czy Porsche 911 może być autem rodzinnym? O ile to nie jest duża rodzina – to jak najbardziej. Kultowy niemiecki sportowy samochód od lat ma opinię auta, które łączy w sobie cechy supersamochodu (zwłaszcza w przypadku wersji bardziej dopasionych, jak Turbo S) i jednocześnie auta, które może służyć jako „daily”. Z kolei we frunku (bagażnik pod maską) spokojnie zmieszczą się dwie kabinówki.
W każdym razie o tym, że to samochód, którym można swobodnie jeździć na co dzień, wiedziałem już od dawna. Ale dopiero teraz odkryłem, jak to jest w nim podróżować z dziećmi. Moja córka jest już w takim wieku, że nie bałem się jej posadzić z tyłu w foteliku.
Minister Sikorski odkrył V2G. Jego wypowiedź pokazuje, jak mocni w marketingu są Chińczycy

Porsche 911 Carrera. (fot. Piotr Rodzik / Zero.pl)
I muszę w tym momencie zauważyć, że moje wrażenia z podróży z dzieckiem w Porsche 911 były właściwie jednoznacznie pozytywne. Po pierwsze: łatwość wsiadania. Brzmi jak absurd w dwudrzwiowym aucie, ale... naprawdę. Drzwi – jak w każdym aucie tego typu – otwierają się szeroko, więc dostęp do środka jest tak naprawdę łatwy. Łatwy zwłaszcza dla małego człowieka, bo to jednak niskie auto.
Czyli otwierasz drzwi, jednym pociągnięciem wajchy odchylasz fotel pasażera. Dzieciak robi jeden duży krok i już jest w drugim rzędzie. Stąd już krótka droga na fotelik.
Samo wpięcie fotelika dziecięcego w 911 również jest banalne. Złącza ISOFIX są bardzo łatwo dostępne (dużo łatwiej niż w wielu azjatyckich czy francuskich autach, właściwie tylko Niemcy nie pozwalają sobie w tej kwestii na żadne partactwo), złącze pasa jest wysoko wyprowadzone. Zapięcie dziecka trwa dosłownie sekundę. Jest to wszystko zaskakująco wygodne.
Sama jazda oczywiście też się dzieciom podoba. Nie jestem nawet pewien, czy chodzi w tym wszystkim o przyspieszenie czy wrażenia dźwiękowe. Tak naprawdę wrażenie na mojej córce zrobiło pewnie coś innego – w 911 na tylnej kanapie (i na foteliku) siedzi się dość wysoko, a jednocześnie blisko pierwszego rzędu. Czytaj: widoczność przez okna czy przednią szybę dla dziecka jest rewelacyjna, lepsza niż w większości SUV-ów czy kombi.

Porsche 911 Carrera. (fot. Piotr Rodzik / Zero.pl)
Było na tyle fajnie, że moja córka prosiła w 911 o... przejażdżki. Zdarzyło się jej to pierwszy raz w życiu.
A potem musiałem wypiąć fotelik z Porsche 911 i gorzko zapłakałem
Nawet nie wiedziałem, co mnie czeka. Odsunąłem do przodu fotel pasażera, odchyliłem do przodu oparcie, wgramoliłem się do tyłu, wyjąłem pas bezpieczeństwa z takiej „rynny”, w której jest poprowadzony dla bezpieczeństwa dziecka i... zonk.
Jak ja się mam dostać do ISOFIX-ów?
W Porsche 911 de facto z tyłu nie ma kanapy. Są dwa, mocno wyprofilowane małe miejsca siedzące. Pośladki lądują tam w dość wyraźnych zagłębieniach. To na pewno pomaga przy sportowej jeździe, ale przy próbie wypięcia fotelika zamienia się w koszmar.
Po bokach fotelika NIE istnieje przestrzeń, w którą mógłbym wpakować swoje palce. Po jakichś dwudziestu (serio) minutach finalnie wypiąłem ten fotelik. Kosztowało mnie to jednak pozdzieranie kostek w dłoniach, poobijanie opuszków w palcach (bolą mnie nawet teraz, kiedy to piszę, po kilku dniach), a do tego musiałem się wrócić do domu pod prysznic.
Okej, chińskie spalinowe auta są naprawdę tanie. Ale dlaczego elektryczne są takie drogie?
Zacząłem się interesować tym tematem i nie uwierzą państwo – Porsche 911 regularnie z tego powodu trafiają do serwisu. Naprawdę. Bo właściciele nie są w stanie wypiąć fotelików ze swoich aut.
W sieci są całe wątki na ten temat – na przykład tutaj wielka dyskusja na Reddicie. Są też całe filmy na YouTube poświęcone wyborowi odpowiedniego fotelika do 911.

Porsche 911 Carrera. (fot. Piotr Rodzik / Zero.pl)
Okazuje się, że Niemcy rekomendują w swoim sportowym aucie używanie wyłącznie fotelików... zakupionych od nich. Tak, Porsche sprzedaje swoje foteliki samochodowe. Oczywiście mechanizm dostępu do gniazd ISOFIX jest w nich zaprojektowany zupełnie inaczej, niż w typowych fotelikach. Czytaj: da się wypiąć fotelik Porsche z godnością.
Na szczęście nie muszę jednak zakończyć tego tekstu gorzką konstatacją, że Niemcy próbują wymuszać na klientach zakup swoich fotelików za jakieś chore pieniądze. Okazuje się, że są one niewiele droższe niż produkty typowych, uznanych marek.
Dobre i to. Alternatywnie można raz wpiąć fotelik i już go nigdy nie ruszać. W związku z czym życzę państwu dzieci, które nie jedzą w aucie i się nie brudzą.

