- Stany Zjednoczone i Izrael liczyły na szybkie osłabienie Iranu i możliwość zmiany władzy w Teheranie, ale konflikt zaczyna się przedłużać.
- Donald Trump nie wyklucza wysłania wojsk lądowych, choć na razie mówi jedynie o „bardzo ważnym powodzie”, który musiałby uzasadniać taką decyzję.
- W regionie rośnie sprzeciw wobec wojny – miliarder z ZEA Khalaf Al Habtoor pyta prezydenta USA, czy przed atakiem policzono koszty i konsekwencje dla całego Bliskiego Wschodu.
W tej logice, wojna na Bliskim Wchodzie, okazała się koniecznością. Tak przynajmniej argumentuje zarówno strona amerykańska, jak i izraelska.
Amerykanie i Izraelczycy nie ukrywali, że celem ich działań wojennych jest doprowadzenie do zmiany władzy. Czy im się to uda? Wszystko zależy od tego, czy będą gotowi podjąć kolejne ryzyko, nawet w postaci wysłania na Bliski Wschód oddziałów sił specjalnych. Zarówno w Waszyngtonie, jak i w Jerozolimie panuje jednak przekonanie, że tak sprzyjająca sytuacja wobec Iranu może się przez długi czas nie powtórzyć.
To może być jedyna okazja, by obalić islamski rząd w Teheranie. Donald Trump wykazał się sprytem, proponując członkom Gwardii Rewolucyjnej gwarancję bezkarności w zamian za złożenie broni. Tak się jednak nie stało. Albowiem wojna wchodzi w kolejną fazę. Fazę nieprzewidzianych wypadków.
Potyczka na Bliskim Wschodzie zaczęła się wymykać ustalonym scenariuszom. A Iran nastawia się na długi konflikt. Nie używa rakiet długiego zasięgu, na domiar oszczędnie korzysta ze swoich arsenałów. Wedle ostrożnych szacunków specjalistów, Teheran może jeszcze ostrzeliwać bezpośrednie sąsiedztwo przez najbliższe sześć miesięcy.
Ceny ropy wystrzeliły. A na giełdach w Azji panika
Iran przygotowuje się na długi konflikt
Dodatkowym argumentem przemawiającym na rzecz dłuższego konfliktu świadczy wybór nowego najwyższego przywódcy Iranu, Modżtaby Chameneiego. Ponadto Irańczycy, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, masowo nie wystąpili przeciw reżimowi ajatollahów. Nic z tych rzeczy. Naród, owszem masowo wyszedł na ulicę, lecz aby potępić naloty i opłakiwać śmierć Alego Chameneiego.
Dotychczas Biały Dom nie zapowiadał jednak otwarcie wysłania wojsk lądowych. A sam Trump wielokrotnie podkreślał, że nie wyklucza żadnej opcji.
W weekend prezydent zasugerował jednak, że taki scenariusz jest realnie brany pod uwagę. Na pokładzie Air Force One powiedział dziennikarzom, że wysłanie żołnierzy byłoby możliwe jedynie z „bardzo ważnego powodu” i tylko w sytuacji, gdyby irańskie siły zbrojne zostały na tyle osłabione, że nie byłyby w stanie skutecznie walczyć na lądzie.
Trump dodał również, że jednym z potencjalnych celów operacji mogłoby być zabezpieczenie irańskich zapasów wzbogaconego uranu. Zastrzegł jednak, że nie jest to plan na najbliższy czas.
– To coś, co można zrobić później, ale nie teraz – podkreślił amerykański prezydent.
Carl von Clausewitz zwracał uwagę, że wojna z jednej strony jest poszerzeniem pola politycznego. Konflikty zbrojne są również, twierdził pruski teoretyk, brodzeniem w coraz gęstszej pomroce zagadek. Już teraz multiplikują się pytania. Na ile zdeterminowane są strony konfliktu, pokaże rozwój wypadków. Na tym etapie wiemy już, że szybkie obalanie teherańskich władz okazało się trudniejsze niż się wydawało na początku.
Spór o legalność wojny i brak mandatu ONZ
Pojawiają się inne pytania. Jak uzasadnić przedłużający się konflikt? „Epicka furia” nie otrzymała przecież mandatu ONZ. A coraz bardziej oburzone interwencją amerykańsko-izraelską są jej ofiary kolateralne: Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar oraz Kuwejt.
Miliarder ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich ostro skrytykował prezydenta USA Donald Trump, zarzucił mu, że decyzją o ataku na Iran wciągnął w konflikt cały Bliski Wschód. W emocjonalnym wpisie w mediach społecznościowych skierowanym do amerykańskiego przywódcy biznesmen zapytał, czy przed rozpoczęciem działań militarnych w ogóle przeanalizowano ich konsekwencje. „Czy obliczył pan możliwe straty, zanim nacisnął pan na spust?” – zapytał Khalaf Al Habtoor, jeden z najbardziej znanych przedsiębiorców w regionie Zatoki Perskiej i szef potężnego konglomeratu Al Habtoor Group.
Zagęszcza się sprzeciw wobec długiego konfliktu.
Dlatego dziś trudno rozstrzygnąć, czy wojna na Bliskim Wschodzie jest rzeczywiście, jak chcieliby jej zwolennicy, historyczną koniecznością, czy raczej politycznym hazardem o nieobliczalnych konsekwencjach. Historia pokazuje bowiem, że konflikty zaczynają się często z przekonaniem o ich szybkim i decydującym finale. Znacznie rzadziej kończą się jednak zgodnie z planem tych, którzy je rozpoczynają.
Im dłużej trwa wojna, tym bardziej rozmywają się jej pierwotne cele, a rosną koszty – polityczne, gospodarcze i ludzkie. To właśnie w tej „pomroce wojny”, o której pisał Clausewitz, rozstrzygnie się ostatecznie los Iranu, regionu i samej strategii Waszyngtonu. Jedno jest pewne: jeśli konflikt będzie się przedłużał, jego skutki wykraczać będą daleko poza granice Bliskiego Wschodu. A wtedy okaże się, że owoc, o którym pisał Tołstoj, spadł nie tylko na jedną ziemię, lecz na cały świat.

