Ostatnie lata pokazują, że rzadko dochodzi do takich momentów, gdy zajmujemy się słowami padającymi w wywiadzie sprzed dwóch dni. Cykl życia newsa nieubłagalnie skraca się w miarę postępującej globalizacji, a zabójcze tempo utrudnia nam wszystkim analizę niektórych decyzji.
Tym bardziej znamiennym staje się wywiad Donalda Tuska dla „Finacial Times”, w którym powątpiewał w skuteczność artykułu 5. NATO, a także obecną amerykańską administrację. Między słowami sugerował, że potencjalny atak ze strony Rosji na państwo sojuszu to nie kwestia lat, a bardziej miesięcy.
Pojawiają się dwa pytania: po co Tusk – stroniący od mediów oraz niewygodnych pytań – to zrobił i dlaczego akurat w tym momencie?
Zdania – jak zawsze – będą podzielone. Krytycy, których stawkę otwiera Jarosław Kaczyński, oskarżają lidera Koalicji Obywatelskiej o bycie wykonawcą poleceń Berlina.
Dwuwymiarowość wywiadu Tuska
„Tusk niszczy relacje polsko-amerykańskie, a w tym czasie Niemcy zacieśniają współpracę z Amerykanami nad koncepcją NATO 3.0. Tusk znowu ograny. Rządzi nami agentura czy ludzie, którym Bóg poskąpił jakichkolwiek zdolności politycznych?” – zastanawiał się w portalu X prezes PiS.
Nieco łagodniejszy wobec swojego dawnego oponenta był Leszek Miller.
„Takie wypowiedzi – niezależnie od intencji – osłabiają spójność i wiarygodność NATO. Odstraszanie działa tylko wtedy, gdy przeciwnik widzi jedność i determinację. Publiczne rozważania o tym, kto kogo obroni, a kto się zawaha, nie budują siły. Budują pokusę testowania granic” – stwierdził dawny „Żelazny Kanclerz” (nawiasem mówiąc: jego wpis jest na tyle uniwersalny, że może zostać przypisany obu Donaldom – zarówno Tuskowi, jak i Trumpowi).
Obie internetowe „analizy” nie próbują jednak sięgnąć clou całej rozgrywki – którą Tusk wydaje się grać w dwóch wymiarach: krajowym, jak i międzynarodowym.
Na „polski” użytek słowa lidera Koalicji Obywatelskiej trzeba odczytywać jako próbę znalezienia oraz narzucenia tematu w nadchodzącej prekampanii wyborczej przed jesienią 2027 r.
Skoro u PiS skupienie wokół flagi zadziałało, dlaczego teraz premier nie mógłby iść tym sprawdzonym śladem, dodatkowo po wecie prezydenta do ustawy wdrażającej SAFE oraz próbie obejścia go przez rząd? Przy okazji Tusk będzie mógł przetestować reakcję społeczną: czy wojna w Ukrainie, trwająca od ponad czterech lat, wyborczo jeszcze „grzeje”? I czy strachem, zagrożeniem, da się jeszcze wygrywać wybory?
Przy okazji, dając „mocne” cytaty, Tusk pozbywa się krajowych problemów: wahających się sondaży (choć ostatnie badania mogą napawać KO umiarkowanym optymizmem), kłótni w koalicji (widmo jej rozpadu w kontekście wotum nieufności wobec dwóch ministr), czy wyzwaniami w ochronie zdrowia.
Polski premier niczym nie różni się w swoim podejściu od francuskich czy amerykańskich prezydentów (nie tylko tej kadencji) – gdy w kraju są problemy, uciekają w tematy międzynarodowe, gwarantujące dobrą prasę i chwilowy prestiż. A że sukces w tej materii nie jest łatwy do oszacowania. Wyborcy i w tej kwestii mają pamięć złotej rybki.
Ważniejsza od krajowego podwórka jest – w przypadku słów Tuska – arena międzynarodowa. Premier chciał, aby jego wypowiedzi zostały usłyszane i w Europie, i po drugiej stronie Atlantyku, stąd nieprzypadkowy wybór ekonomicznego „Financial Times”. Biały Dom, traktujący dyplomację w kategoriach biznesowych, prędzej zauważy mocny nagłówek w gazecie finansowej niż „lewackim” (w mniemaniu Zachodniego Skrzydła) „New York Times” czy „Washington Post”.
Co jest na topie w Warszawie? Poseł PiS nie ma pojęcia
Tusk nie mrugnął, nie zawahał się i poczekał na dobry moment, aby uderzyć w osłabionego (imiennika) z Białego Domu. Polski premier doskonale zdał sobie sprawę, że w obecnych realiach z Amerykanami nie można rozmawiać z pozycji klęczącej, a siły. Doceniane to jest zarówno na korytarzach w Białym Domu, jak i Brukseli. Dość powiedzieć, że – w przeciwieństwie do krajowych malkontentów – pozytywnie do nich odniósł się mocno krytyczny ambasador USA w Polsce.
„Od zakończenia zimnej wojny żaden kraj nie okazał się silniejszym sojusznikiem Ameryki niż Polska i żaden nie odniósł większych korzyści z amerykańskiego wsparcia wojskowego. Zaangażowanie Donalda Trumpa wobec Polski jest niewzruszone, niezachwiane i w pełni zasłużone. Ameryka jest dumna z tego, że stoi u boku Polski, ponieważ Polska zawsze stała u naszego boku” – napisał Tom Rose.
Dobrze otrzymać taką deklarację w momencie, gdy Donald Trump nazywa NATO „papierowym tygrysem”, rozważa redukcję personelu wojskowego w Europie, a także coraz częściej puszcza oko w stronę Wschodu. Jeszcze lepiej, gdyby deklaracje wypełniły decyzje Waszyngtonu.
Tusk z nową rolą w Europie?
Gra Tuska obliczona jest także na jego rolę w Europie. Nad Wisłą często o tym zapominamy, ale jeszcze niedawno był on szefem Rady Europejskiej. Mając takie doświadczenie, doskonale wie, jak prowadzić dialog, a także – będąc najstarszym uczestnikiem Rady (14 lat jako premier – red.) – jak rozgrywać frakcje. Być może w ten sposób chce namówić Brukselę do mniejszej dyscypliny finansowej przy zawetowanym przez Karola Nawrockiego SAFE, aby otrzymać pełną pulę środków na obronność.
„Polska jest niezbędnym filarem europejskiej architektury bezpieczeństwa. Pomagacie utrzymać bezpieczeństwo naszej wschodniej flanki” – zapewniła w piątek szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, publikując zdjęcie z Donaldem Tuskiem, co może potwierdzać te przypuszczenia.
Premier lawiruje między dwoma schematami: osłabioną przez Waszyngton relacją z Polską oraz Europą, a rodzącym się na Starym Kontynencie nowym wojskowym paktem, któremu dynamikę nadają państwa zachodnie. I bynajmniej nie chodzi tu o politykę sensu stricto, a większy kapitał oraz moce produkcyjne, wraz z know-how.
Donald Tusk jednym wywiadem stara się grać na wielu instrumentach jednocześnie. Pisząc nową partyturę swojej politycznej kariery, próbuje pogodzić przeciwstawne dźwięki: rozdygotanie z ciszą, niepewność ze stałością oraz chaos z porządkiem. Tylko od niego zależy, czy powstająca pieśń będzie polityczną melodią przyszłości, czy nieznośną kakofonią, przypominającą zdartą płytę.

