I Rosjanie, i Ukraińcy nie zdejmują nogi z gazu. W Rosji płoną kolejne rafinerie, na Ukrainie – kolejne wieżowce i magazyny. W Rosji za chwilę wybory do Dumy, izby niższej parlamentu, a potem, kto wie, być może mobilizacja. Na Ukrainie szykuje się kolejna, pewnie jeszcze bardziej dramatyczna niż przed rokiem zima – bez prądu, gazu i być może nawet bez jedzenia i wody.
Amerykańscy wysłannicy za to wracają do Waszyngtonu najedzeni i oczarowani. Tak. Zgadliście. Oczarowani Putinem i Rosją.
Czytaj także: Rusza sojusz dronowy UE-Ukraina. Wśród uczestników polska firma
A mógł zabić…
– Chciałbym prosić Państwa o przekazanie moich najserdeczniejszych życzeń i słów wdzięczności dla Prezydenta Stanów Zjednoczonych, pana Trumpa – kokietował Władimir Putin.
Pan Trump w każdym razie za chwilę straci zainteresowanie tą wojną. W listopadzie w Stanach wybory połówkowe. Tuż po nich pewnie ruszy prekampania prezydencka. Ukraińcy mają więc trzy, cztery miesiące na to, by skorzystać z amerykańskiego pośrednictwa. Potem okno możliwości się zamknie, bo Ameryka zajmie się sobą.
Sprawdź również: Ukraina wprowadza ciszę na froncie. Powodem wizyta Witkoffa i Kushnera
Wtedy Ukrainie zostanie już tylko Europa...
Spotkanie na Kremlu z Władimirem Putinem, w towarzystwie Jareda Kushnera, to dla Witkoffa najwyraźniej spełnienie wszelkich marzeń. – Siedzieliśmy przed chwilą na zewnątrz – ja, Jared i Kirył, a potem dołączył do nas Jurij – i wszyscy rozmawialiśmy, że kiedy przejdziemy na emeryturę, będziemy mieli te niesamowite historie i niesamowite wspomnienia, a te o panu będą na samym szczycie – mówił oczarowany Witkoff.

Spotkanie Władimira Putina z wysłannikami prezydenta USA Donalda Trumpa, Stevem Witkoffem i Jaredem Kushnerem. (fot. Anadolu / Getty Images)
Jared, czyli Jared Kushner – drugi z wysłanników Trumpa i jego, Trumpa, zięć. Kirył to Kirył Dmitriew – negocjator Putina. A Jurij to Jurij Uszakow – doradca rosyjskiego dyktatora.
To, że ucięli sobie pogawędkę, to normalne. To, że dyplomacja polega również na tym, żeby czarować i mamić, to też prawda. No ale... bez przesady. Topowe wspomnienia na emeryturze to te ze spotkań z Putinem? No chyba że to taka ukryta ironia. Ale... nie sądzę. Na co wskazuje choćby taka wypowiedź Witkoffa:
– Chcę podziękować za poparcie zakazu strzelania w Kijowie i Moskwie przez te trzy dni, które pozwoliły nam bezpiecznie tu przybyć.
Podziękował za to, że Putin ich nie zabił. A przecież… mógł.
Zero konkretów
Symbole w polityce mają znaczenie. Wysłannicy Donalda Trumpa polecieli najpierw do Moskwy. O pokoju rozmawiali w pierwszej kolejności z Putinem. Tam jednak właściwie zderzyli się z kremlowską ścianą. Oprócz oczarowania dyktatorem nie wywieźli z Moskwy niczego. Nawet zalążka rozmów pokojowych.
– Z prezydentem Putinem przeanalizowaliśmy wiele pomysłów, które do tej pory nie działały, i naprawdę staraliśmy się zastanowić, jakie elementy byłyby potrzebne do trwałego pokoju – powiedział Jared Kushner.
Ciężka zima raczej pewna
Przeanalizowali, pozastanawiali się i... polecieli do Kijowa. Oczywiście nie bezpośrednio. Najpierw z Moskwy do Rzeszowa, a stamtąd już pojechali pociągiem do stolicy Ukrainy.
Zanim rozpoczęto rozmowy o pokoju, goście z USA zwiedzili Sobór Sofijski – najstarszą świątynię z czasów Rusi Kijowskiej. Dla Ukraińców ten sobór jest jak dla nas Wawel: najważniejszym z symboli, sercem ich państwa.
Rozmowy? Mówiąc oględnie – bez przełomu. Pokoju do końca roku na pewno nie będzie. Trzeba myśleć o ciężkiej zimie:
– Jeśli wojna potrwa do zimy, bardzo liczymy na pakiet zimowy, o którym dziś szczegółowo rozmawiałem ze Stevem, Jaredem i naszymi europejskimi partnerami. Bardzo liczymy na takie wsparcie: i na obronę powietrzną, i na wsparcie energetyczne – powiedział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Polecamy też: Kijów świętuje 35 lat niepodległości. Świat: „Ukraina jest obrońcą Europy”
Kijów liczy też na amerykański skroplony gaz. Bo doskonale wie, że to ostatnie tygodnie na to, by Ameryka pomogła, jeśli już nie w zakończeniu wojny, to chociaż w przetrwaniu zimy.
Kijów doskonale zdaje sobie sprawę, że po pierwsze: Putin nie ma zamiaru siadać do stołu rozmów, bo wierzy, że tę wojnę wygrywa. Po drugie: że Rosja mogłaby zacząć myśleć o pokoju dopiero wtedy, gdyby Ukraina zgodziła się na oddanie tych ostatnich 20 proc. Donbasu.
Ale – i to po trzecie – oddanie ostatnich 20 proc. Donbasu oznacza śmierć. Może na chwilę, nawet na kilka lat zatrzymałoby wojnę, ale potem ten ruch doprowadziłby pewnie do zagłady całego kraju.
Czytaj też: Ukraina przeprowadzi wybory w czasie wojny? „Podskórna rywalizacja trwa”
Ukraińcy dlatego tak trzymają się tego skrawka ziemi, bo wiedzą, że ten pas fortec to fundament obrony całego terytorium. To 50 kilometrów rzędów „zębów smoka”: drutu kolczastego, pól minowych i stanowisk bojowych, budowanych w ciągu ostatnich 11, a nawet 12 lat. I wszystko to w pagórkowatym terenie, sprzyjającym obronie. Na zachód od tego pasa zaczyna się ukraiński step.
Ukraiński „pas fortec” dokładnie opisuje i pokazuje na mapie raport Institute for the Study of War.

Gdyby Rosja przejęła kontrolę nad tym terytorium, Kreml miałby właściwie otwartą drogę na Kijów.
Wie o tym Kreml – dlatego tak twardo negocjuje. I wie o tym, oczywiście, Kijów.
Pieskow pieje z zachwytu
Problem w tym, że ani Rosja, ani Ukraina w najbliższym czasie nie są w stanie rozstrzygnąć tego na polu bitwy. Według szacunków wszystkich specjalistów Moskwa będzie w stanie pokonać Ukraińców na froncie w tamtym rejonie najwcześniej za rok.
Ale Putinowi, z jakichś powodów, udało się przekonać Kushnera i Witkoffa, że rosyjska armia odnosi sukcesy teraz. Zresztą on sam naprawdę zdaje się w to wierzyć... Dlatego nie chce rozmawiać o pokoju, bo jest pewien rychłego zwycięstwa. A przynajmniej – jest pewien, wierzy w zajęcie całego Donbasu.
Sprawdź także: Zełenski o rozmowach z Rosją. Padła deklaracja po spotkaniu z wysłannikami Trumpa
Dmitrij Pieskow – zwykle mało rozmowny rzecznik rosyjskiego dyktatora – po rozmowach z Amerykanami piał z zachwytu, bo przebiegły one, podobno, w „atmosferze wzajemnego zaufania”. Doradca prezydenta Rosji Jurij Uszakow przekazał, że spotkanie Putina z amerykańską delegacją było merytoryczne, konstruktywne i „niezwykle szczere”. Trwało trzy godziny i 10 minut.
Amerykanie z kolei, według Uszakowa, przyjechali na Kreml doskonale przygotowani, z workiem pomysłów na zakończenie wojny.
Tyle tylko, że Putin ostudził te zapędy i opowiadał o rosyjskich sukcesach na froncie. Przekonywał, że cele „specjalnej operacji wojskowej zostaną osiągnięte”. No i wygląda na to, że przekonał...
Warto przeczytać: Zełenski przed spotkaniem z negocjatorami: Chcemy zakończyć wojnę
Nie będzie więc w najbliższym czasie zaostrzenia sankcji na Rosję – no bo po co, skoro Kreml wygrywa, prawda? Nie będzie też żadnych ustępstw ze strony Kijowa. Bo Zełenski, może i jest wariatem, jak twierdzą Rosjanie, ale na pewno nie jest samobójcą.
Przed Ukraińcami ciężka zima. Putin będzie chciał ich zamrozić. Przed Rosjanami – ukryta albo jawna, tego jeszcze nie wiadomo, potężna mobilizacja. Putin wyśle na front kolejne pół miliona obywateli.
Pojedli, popili i do Putina
Na koniec więc o didaskaliach. Czyli o tym, kto, gdzie i kiedy towarzyszył Amerykanom w tej wschodniej wycieczce. Bo i Rosjanie, i Ukraińcy świetnie do tego się przygotowali.
Witkoffa i Kushnera przywitał w Moskwie Kirył Dmitriew – ulubiony negocjator Putina. To on rozpoczął odmrażanie kontaktów na linii Moskwa-Waszyngton. Bezczelnie, zuchwale i sprytnie. Niecały rok temu, w listopadzie, poświęciłam mu zresztą cały komentarz.
Opowiadałam tam o tym, że nazywają go „Ukraińcem w ekipie Putina” (bo urodził się, wychował i wykształcił w Kijowie), że car Kremla wysłał go do Waszyngtonu, by rozdawał kongresmenom czekoladki z jego – Putina – podobizną.
W każdym razie, od jakiegoś czasu Dmitriew jest na fali. I doskonale o tym wie. W jednym z postów na Instagramie z grudnia ubiegłego roku zaprezentował siebie surfującego na desce w rytm rosyjskiej piosenki „ja na wołnie”, czyli „jestem na fali”.
Jest na niej cały czas. Oswoił amerykańskich negocjatorów na tyle, że zanim zawiózł ich na Kreml, do Putina, najpierw napoił i nakarmił. Nie byle gdzie, bo w moskiewskiej restauracji Avrora – jednym z najbardziej prestiżowych i najdroższych lokali w rosyjskiej stolicy, specjalizującym się w rybach i owocach morza najwyższej klasy, sprowadzanych z różnych zakątków świata.
Polecamy też: Rosja: Pożar rafinerii po ukraińskim ataku
Zwarci i gotowi
Ukraińcy obrali zupełnie inną taktykę. W niedzielę rano, tuż przed przyjazdem Witkoffa i Kushnera do Kijowa, na Instagramie ukraińskiego prezydenta pojawiły się zdjęcia z porannej narady członków grupy biorącej udział w rozmowach z Amerykanami.
Ukraiński poranny przekaz był jasny: jesteśmy gotowi do rozmów, mamy propozycje. Do stołu rozmów wysyłamy nie pajaców, tylko specjalistów.

Rozmowy z wysłannikami prezydenta USA, Stevem Witkoffem i Jaredem Kushnerem, w Pałacu Mariinskim w Kijowie na Ukrainie. (fot. NurPhoto / Getty Images)
W zespole negocjacyjnym zasiedli: Kyryło Budanow – szef kancelarii prezydenta, były szef HUR, czyli wywiadu wojskowego Ukrainy, Dawyd Arachamija – szef frakcji parlamentarnej partii Zełeńskiego Sługa Narodu, ale co ważniejsze: doświadczony negocjator i Rustem Umierow – szef Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy, były szef ukraińskiego MON-u.
To oni: Budanow, Umierow i Arachamija, przywitali Witkoffa i Kushnera na dworcu kolejowym.
Sprawdź również: Rusza sojusz dronowy UE-Ukraina. Wśród uczestników polska firma
Dlaczego Amerykanie nie przylecieli z Moskwy do Kijowa? Dlaczego musieli zrobić kółko przez Polskę? Putin łaskawca obiecał przecież nie strzelać... W dodatku przez trzy doby.
Tyle tylko, że kremlowski car zlecił wstrzymanie ataków TYLKO na Kijów. Wyraźnie to zaznaczył. I uznał, że Boryspil – kijowskie lotnisko – to już nie Kijów i wysłał tam swoje rakiety i bomby.
Ukraińcy nie pozostali dłużni, choć nie tak perfidni jak Rosjanie. Uderzyli w rafinerię w Riazaniu – jedną z największych w Rosji.
Coś pozytywnego
Do Kijowa ruszyła też Europa. Zełeński nazywa to drugą rundą rozmów o pokoju, w której oprócz Amerykanów wzięli udział także Brytyjczycy, Francuzi i Niemcy. No ale, zdaniem ukraińskiego prezydenta, najważniejsza w tej rosyjsko-ukraińskiej układance o pokoju jest Ameryka.
– Trzeba zrobić wszystko, by takie trójstronne spotkania się odbywały. Albo trójstronne spotkania plus europejscy partnerzy. Zobaczymy, na co zgodzi się Rosja – stwierdził Zełenski.
Czyli albo rozmowy Rosja–Stany–Ukraina, albo Rosja–Stany–Ukraina–Europa. Zobaczymy, jak mówi Zełeński, na co zgodzi się Rosja. No rzeczywiście... Jakaś nadzieja jest.


