Biznes

Europa zabrnęła w zieloną ślepą uliczkę. Nie możemy bać się o tym mówić

Może intencje były dobre, ale wyszło, jak wyszło. Polityka klimatyczna odbija się Europie czkawką. Przemysł ucieka poza granice UE, firmy są coraz bardziej obciążone różnymi klimatycznymi domiarami, ludzie martwią się, czy będzie ich stać na transformację energetyczną domów. W pogoni za zeroemisyjnością nie wychodzimy nawet na zero. Trzeba o tym po prostu mówić. I odrzucić fałszywą narrację, że taka dyskusja oznacza od razu chęć dewastacji środowiska naturalnego.

Katarzyna Dybińska
Opinia autorstwa: Katarzyna Dybińska
Dzisiaj 12:05
5 min
Aktualizacja: Dzisiaj 12:38
Polityka klimatyczna coraz bardziej ciąży europejskim gospodarkom
Polityka klimatyczna coraz bardziej ciąży europejskim gospodarkom (fot. TOMASZ KAWKA / East News)

To brzmiało na początku jak piękna opowieść: ekologiczna Europa, wolne od pyłów powietrze, czysta energia ze słońca i wiatru, zdrowe społeczeństwo. Ale zostaliśmy brutalnie wygnani z raju.

Sami zastawiliśmy na siebie pułapkę

Europejski przemysł jest pod ścianą. Nie ma znaczenia, że ta ściana ma modny obecnie kolor butelkowej zieleni. To tylko tło, a na tym tle widzimy postępującą dezindustrializację Starego Kontynentu. W kryzysie są branża stalowa, chemiczna, motoryzacyjna. Ich przedstawiciele otwarcie mówią, że nie mają szans konkurować z azjatyckimi czy amerykańskimi koncernami, które nie są obciążone kosztami restrykcyjnej polityki klimatycznej.

To dopiero początek klimatycznej rewolucji UE. Koszty dla Polski liczone są już w bilionach

Fabryki przenoszą się poza UE, bo poza jej granicami nie muszą borykać się z wysokimi kosztami energii, z ciężarem opłat związanych z koniecznością zakupu unijnych uprawnień do emisji (ETS). Prowadzi to do różnych paradoksów.

Reklama
Reklama

Można to pokazać na przykładzie stali, która jest podstawowym materiałem używanym w produkcji masztów do turbin wiatrowych. Europejskie huty stali tymczasem masowo się zamykają, a produkcja koncentruje się na innych kontynentach. W krajach UE w 2025 r. wyprodukowano 126,2 mln ton stali (dane World Steel Association). Dla porównania, w Chinach było 960,8 mln ton. W ten sposób Europa uzależnia się od importu strategicznego surowca przemysłowego, który – o ironio! – jest niezbędny w procesie transformacji energetycznej, na której tak nam zależy. A przecież równie istotne są jeszcze inne zastosowania stali – kłania się tutaj przemysł obronny (przypomnijmy – podobno Europa stawia na budowanie swojej potęgi militarnej).

Pod ogromną presją jest też europejskie rolnictwo. Nowy pośredni cel klimatyczny UE – zredukowanie emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. do 2040 r. (w porównaniu z 1990 r.) – bezlitośnie wymusi ścięcie emisji z hodowli zwierząt i nawożenia upraw. Chcąc go osiągnąć, trzeba będzie redukować pogłowie bydła i ograniczać powierzchnię upraw. A przecież w tak niespokojnych czasach, kiedy globalną gospodarką co i rusz wstrząsają konflikty i zaburzenia w łańcuchach dostaw, nie powinniśmy narażać na szwank naszego bezpieczeństwa żywnościowego.

Zielony Ład puka także dosłownie do drzwi domów. System ETS2, oznaczający opłaty z tytułu ogrzewania domów emisyjnymi paliwami, wydrenuje kieszeń niejednego Polaka, który będzie musiał kupić nowy, ekologiczny piec. Oczywiście, w debacie publicznej podkreśla się, że dostaniemy z UE pieniądze na łagodzenie kosztów związanych z tą transformacją (mowa o instrumencie znanym jako Społeczny Fundusz Klimatyczny z budżetem 65 mld euro). Czy jednak nie lepiej byłoby nie tworzyć problemów, by później je rozwiązywać – a zamiast tego pozwolić Europie się bogacić, tak, by wymiana źródeł ogrzewania na bardziej ekologiczne (bez przymusu) stała się dla jej obywateli czymś naturalnym i czymś, na co mogą sobie pozwolić?

Reklama
Reklama

Pytania o politykę klimatyczną nie są przeciwko ochronie środowiska

Takich pytań jest wiele, ale nie można oprzeć się wrażeniu, że nie można ich zadawać w przestrzeni publicznej. „Ale co z klimatem?!” – usłyszy zaraz w odpowiedzi każdy, kto ośmieli się powiedzieć, że unijna polityka transformacji energetycznej pożera własne idee, bo zamiast prowadzić nas do Europy zasobnej i silnej, kieruje nas na kurs utraty konkurencyjności wobec reszty świata. A przecież o problemie UE z konkurencyjnością pisał w swoim raporcie człowiek, którego trudno uznać za eurosceptyka – Mario Draghi, szef Europejskiego Banku Centralnego.

Niby coś się zmienia. Regulacje, które doprowadziły do niebotycznych kosztów energii w UE, potępiał otwarcie w Parlamencie Europejskim polski premier Donald Tusk. Z krytyką Zielonego Ładu występowała szefowa włoskiego rządu Giorgia Meloni. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz apelował do KE o przemyślenie polityki klimatycznej w motoryzacji, widząc, co dzieje się z dawną perłą w koronie niemieckiego przemysłu.

UE sama nie zbawi planety, a płaci wysoką cenę za to, że się stara

To wszystko działo się w 2025 r. I co? I nic. Bruksela niby ma świadomość tego wszystkiego, ale dalej brnie w wyśrubowane klimatyczne regulacje, bo przecież nowy cel redukcyjny na 2040 r. został przegłosowany w marcu br.

Towarzyszyła mu ta sama narracja, co zawsze: trzeba przyspieszyć transformację, bo wtedy staniemy się bardziej konkurencyjni, trzeba wspierać niskoemisyjne technologie produkcji, bo wtedy będziemy mogli sobie produkować stal, chemię, wszystko, co chcemy. Problem w tym, że słyszymy to od lat, a efektów nie widać.

Reklama
Reklama

Wujek Sam umarł. Ukraina, Chiny i koniec dominacji USA

Pojedyncze głosy i kuluarowe rozmowy musi zastąpić uczciwa, otwarta debata o tym, dokąd prowadzi nas polityka klimatyczna i czy nie trzeba jej zrewidować. Taka debata musi być też wolna od histerycznych sugestii, że samo zadawanie pytań równa się chęci dewastacji środowiska naturalnego, bo to zwyczajnie nieprawda.

W tej debacie warto też pamiętać o tym, że UE sama nie zbawi planety, bo to nie tylko od naszych wysiłków zależy efekt walki z globalnym ociepleniem. Od 1990 r. zredukowaliśmy emisje o ok. 35 proc., a reszta świata zwiększyła je w tym czasie o 65 proc. Zielone nadzieje ulotniły się jak dym z kominów fabryk, które wygnaliśmy z Europy.

Źródło: Zero.pl