Reklama
Moto

12 punktów za sprawdzenie telefonu pod światłami to nie kara, tylko represja

Nasz redakcyjny kolega dostał absurdalny mandat: 12 punktów karnych i 500 zł. Policja zauważyła przez okno, że wziął do ręki telefon, gdy auto stało zatrzymane pod światłami. Mandat ten przyjął, choć policja doskonale wie, że nakłada go bezprawnie i przepisy działają na jej niekorzyść.

Tymon Grabowski
Opinia autorstwa: Tymon Grabowski
Dzisiaj 12:54
7 min
Telefon w samochodzie: policja karze za nieistniejące wykroczenie. Nowe, nie znałem. (fot. Pixabay - The Digital Way)
  • Od lat obowiązuje art. 45 ustawy Prawo o ruchu drogowym, który zakazuje używania podczas jazdy telefonu wymagającego trzymania słuchawki lub mikrofonu w ręku.
  • Sankcja za złamanie zakazu jest horrendalnie wysoka – nie w kwestii pieniędzy, ale liczby punktów karnych. Przewidziano ich za to aż 12, gdy za przekroczenie prędkości o 30 km/h dostaniemy siedem punktów.
  • Nasuwa się pytanie, czy dotknięcie telefonu w czasie zatrzymania auta też jest karalne? Policja i sądy twierdzą że tak, ale z prawa nic takiego nie wynika i trzeba wykonywać fikołki logiczne, żeby to udowodnić. 

W pełni rozumiem ludzi, którzy wolą przyjąć bezprawnie nałożony mandat i mieć tzw. święty spokój, tak jak stało się i w tej sytuacji. Gdyby jednak dotyczyło to mnie – z całą pewnością nie przyjąłbym mandatu, uznając że żaden przepis nie zakazuje wzięcia do ręki telefonu w trakcie zatrzymania pojazdu. Stosowanie wszelkich interpretacji rozszerzających w tym przypadku wydaje się nieuzasadnione, ponieważ prawo w tej sprawie jest naprawdę jasne i oczywiste, podobnie jak intencje ustawodawcy. 

Zacznijmy od art. 45 Prawa o ruchu drogowym

Dokładnie jest to ustęp 2., punkt 1. 

Kierującemu pojazdem zabrania się:

1) korzystania podczas jazdy z telefonu wymagającego trzymania słuchawki lub mikrofonu w ręku

Reklama
Reklama

Wiemy czym jest telefon, jest to urządzenie umożliwiające prowadzenie rozmowy na odległość. Nieistotne jest, czy mamy go w trybie samolotowym, czy jest w ogóle wyłączony – umożliwia, więc nie wolno z niego korzystać. Wypada jeszcze zapytać, czy przeniesienie telefonu z miejsca na miejsce można nazwać korzystaniem z niego – moim zdaniem nie, ale przyjmijmy, że chodzi o sytuację, gdy ktoś faktycznie odblokował ekran i coś na tym urządzeniu działał. Tego nie wolno robić podczas jazdy.

Nowe przepisy już obowiązują. Dostaniesz grzywnę za patrzenie na samochody

Podczas jazdy, czyli w trakcie, gdy pojazd się porusza. Przepis nie mówi nic o zakazie korzystania z telefonu podczas zatrzymania. Jazda i zatrzymanie to dwie różne kategorie uczestnictwa w ruchu drogowym. Oczywiście, że pojazd zatrzymany również jest uczestnikiem ruchu drogowego, ale zatrzymanie ma nawet swoją konkretną definicję w prawie o ruchu drogowym, a brzmi ona tak:

unieruchomienie pojazdu niewynikające z warunków lub przepisów ruchu drogowego, trwające nie dłużej niż 1 minutę, oraz każde unieruchomienie pojazdu wynikające z tych warunków lub przepisów.

Z tego wynika, że jeśli zatrzymamy się pod światłami na dowolny czas, to doszło do zatrzymania pojazdu. Czyli nie trwa wtedy jazda, więc i przepis z artykułu 45 .nie znajduje tu zastosowania. To ma zresztą sens, ponieważ pykanie w telefon, gdy pojazd stoi w miejscu, nie powoduje żadnego zagrożenia. Gdyby w tym czasie ktoś ruszył i pokonał choćby jeden metr, to mandat byłby należny, bo pojawiłaby się jazda, ale gdy auto stoi, to z pewnością nikogo nie rozjedzie. 

Reklama
Reklama

Co to znaczy „wymagającego trzymania słuchawki w ręku”?

Przecież do korzystania z telefonu wcale nie trzeba trzymać go w ręku. Nic tego nie wymaga. Można używać go, gdy leży na podstawce, na stole, jest zamocowany w uchwycie i tak dalej. Zgaduję jednak, że w brzmieniu przepisu chodzi o „korzystanie wymagające trzymania w ręku”, czyli każda inna forma korzystania jest podczas jazdy dozwolona. Podkreślam: można odblokować ekran telefonu umieszczonego w uchwycie i na przykład przełączać piosenki w aplikacji również gdy samochód jedzie, nic tego nie zabrania. 

Włoszka ukarana za trzymanie telefonu w czasie jazdy. Twierdzi, że to była cukinia

Policja i sądy a założenia prawa karnego

Prawo karne mówi tak: in dubio pro reo, czyli niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego. Ma to zastosowanie także do wykroczeń w ruchu drogowym. Czy ma ona tutaj zastosowanie? Zaryzykuję twierdzenie, że nie, ponieważ żadnych wątpliwości nie ma: przepis mówi o korzystaniu podczas jazdy. Nie mówi o korzystaniu przez uczestnika ruchu – to byłoby znacznie szersze ujęcie – ale szczególnie podkreśla, że chodzi o czas trwania jazdy. Na jakiej więc podstawie policja karze za używanie telefonu również podczas zatrzymania pojazdu? Ano zapewne na takiej, że mamy już kilka wyroków sądów – niestety, skandalicznych – gdzie sąd zupełnie sprzecznie z przepisami stwierdził, że zatrzymanie i jazda to jedno i to samo.

Powołam się tu na bardzo ciekawy artykuł zamieszczony w serwisie Strefa BRD autorstwa radcy prawnego Witolda Matejki. Wspomina on kilka wyroków sądów, od których włos jeży się na głowie, m.in. wyrok z 2013 r. z Wrocławia, gdzie kierowcę ukarano za korzystanie z telefonu przyczepionego rzepem do kierownicy, chociaż nie ma do tego żadnej podstawy prawnej. 

Reklama
Reklama

Chodzi jednak pewnie o znany wyrok sądu rejonowego w Warszawie z kwietnia 2017 r., gdzie wykonując niezwykłą gimnastykę logiczną sąd próbował wykazać, że pojazd unieruchomiony przez warunki ruchu również znajduje się „podczas jazdy”, bo przecież tę jazdę wkrótce podejmie. Bardzo trudno przestrzegać przepisów, jeśli w każdym momencie sąd może „dozmyślać” niekorzystne dla oskarżonego brzmienie artykułu ustawy, dopisać do niego uzasadnienie, w którym nic nie trzyma się sensu i na tej podstawie nas ukarać. W przywoływanym wyroku sąd w Warszawie zrównał jazdę z uczestnictwem w ruchu. Czyli pieszy idący po chodniku i korzystający z telefonu, będący uczestnikiem ruchu, powinien również być ukarany tak samo jak kierowca. Rowerzysta wyciągający telefon czekając na zielone światło – także. Czemu by nie? 

Ten przepis wymaga pilnej zmiany

Nie jestem prawnikiem, raczej Januszem prawa, ale należy zmienić jego brzmienie w taki sposób, żeby nie było najmniejszej wątpliwości, kto i kiedy nie może korzystać z czego. Mam zatem propozycję, którą uznaję za wstępną i wymagającą dalszej dyskusji lub poprawek, ale przynajmniej jest od czego wyjść:

Kierującemu pojazdem zabrania się:

korzystania z przenośnych urządzeń elektronicznych innych niż zamontowane w uchwycie, z wyłączeniem okoliczności z art. 2 ust. 29. 

Reklama
Reklama

Tym sposobem mamy pewność, że każde urządzenie elektroniczne, z którego korzystamy podczas jazdy, musi być zamontowane w uchwycie, a wyłączenie z drugiej części zdania dotyczy właśnie zatrzymania pojazdu. Nie wątpię, że ktoś o większej wiedzy prawniczej sformułowałby to lepiej, ale mam wrażenie, że wszystko będzie lepsze niż to kuriozum, które mamy teraz.