Reklama

Nowe przepisy już obowiązują. Dostaniesz grzywnę za patrzenie na samochody

Reklama

29 stycznia 2026 r. wchodzą w życie nowe przepisy prawa o ruchu drogowym. Tym razem mandat mogą dostać nie tylko uczestnicy ruchu, ale także osoby patrzące na samochody, których właściciele biorą udział w niezgłoszonym zlocie.

Zdjęcie z nielegalnego wyścigu. / Fot. archiwum prywatne
(fot. Tymon Grabowski / Inne)
  • Nowe przepisy precyzują, jakie manewry będą zagrożone więzieniem od 29 stycznia tego roku.
  • Spotkania motoryzacyjne wymagają teraz zgłoszenia do gminy.
  • Nie powinno się patrzeć na spotkania motoryzacyjne bez upewnienia się, że zostały zgłoszone do gminy – grozi za to grzywna.

Reklama

Można do pewnego stopnia zrozumieć intencje, jakie przyświecały ustawodawcy przy produkowaniu nowej, kolejnej już w ciągu ostatnich miesięcy rozbudowanej nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym. Chodziło o wyeliminowanie nielegalnych wyścigów ulicznych czy driftowania po rondach.

Przy okazji zawarto jednak w tej noweli przepisy mocno kontrowersyjne, które uderzają właściwie nie wiadomo w kogo i za co. Nagle bowiem okazuje się, że karalne nie są już same zachowania niebezpieczne, ale nawet samo spotykanie się fanów motoryzacji. Omówię po kolei nadchodzące zmiany w dwóch najważniejszych kwestiach.

Po pierwsze: definicja wyścigu i driftowania

Wcześniej nie było ich w polskim prawie. Teraz już wiemy, że wyścig to rywalizacja kierujących co najmniej dwoma pojazdami mechanicznymi w ruchu lądowym z zamiarem pokonania odcinka drogi w jak najkrótszym czasie, z naruszeniem zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym.


Reklama

Ale wyścigiem jest też celowe doprowadzanie do utraty styczności z nawierzchnią choćby jednego koła, odbywające się bez zezwolenia. Te dwie rzeczy wrzucono do jednego prawnego worka, za który grozi pozbawienie wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Czyli nie ma już mandatów za drift na rondzie, teraz jest więzienie.


Reklama

Ale i tu mamy interesujące rozszerzenie sankcji, ponieważ karze pozbawienia wolności do lat 3 podlega też ten, kto czyni przygotowania do nielegalnego wyścigu pojazdów mechanicznych. Definicji przygotowań nie podano, natomiast można łatwo wywnioskować – na przykład jeśli ktoś montuje do swojego samochodu dyferencjał typu „szpera” potrzebny przy drifcie, a zarazem nie jest zawodnikiem żadnej ligi driftingowej ani nie planuje brać udziału w zawodach, to znaczy, że prowadzi przygotowania do nielegalnego wyścigu.

Wykrycie dyferencjału o zwiększonym tarciu podczas badania technicznego jest względnie łatwe, inne modyfikacje (jak np. w układzie kierowniczym) też nietrudno spostrzec, więc jest szansa, że ktoś ze stacji kontroli pojazdów pojedzie prosto do aresztu pod zarzutem przygotowań do nielegalnych wyścigów. 

Wydaje mi się, że w nowym stanie prawnym nielegalne wyścigi znacznie zyskały na atrakcyjności. Jeśli za coś grozi najwyżej mandat, to nie warto nawet się w to bawić. Teraz, gdy za wyścigi i drift idzie się za kraty, za ich uprawianie można zyskać naprawdę dużo punktów ulicznego respektu. Teraz przejazd ronda driftem w swoim BMW E46 to już nie dziecinna zabawa, jeśli ktoś to zrobi – będzie miał naprawdę szacunek na dzielni. 


Reklama

I po drugie: spotkania motoryzacyjne

Od teraz w myśl nowego artykułu 65ja trzeba będzie zgłosić takie spotkanie (obejmujące więcej niż 10 pojazdów) do urzędu gminy zgodnie z przepisami ustawy o zgromadzeniach, czyli na nie więcej niż 30 i nie mniej niż 6 dni przed wydarzeniem. Zgłoszenie wcale nie jest takie proste, bo trzeba podać organizatora spotkania i przesłać jego zdjęcie, a urząd gminy może odmówić wydania zezwolenia z bardzo wielu powodów.


Reklama

Podpięcie spotkania motoryzacyjnego pod ustawę o zgromadzeniach jest niezwykłym prawnym fikołkiem, ponieważ „zgromadzenie” w myśl ustawy to zgrupowanie ludzi „w celu odbycia wspólnych obrad lub w celu wspólnego wyrażenia stanowiska w sprawach publicznych”.

Tymczasem nowy artykuł 65ja definiuje zgromadzenie jako „Spotkanie właścicieli, posiadaczy lub użytkowników pojazdów samochodowych na otwartej lub ogólnodostępnej przestrzeni, którego celem jest prezentacja pojazdów samochodowych”. 

Zgoda na organizację spotkania może nie zostać wydana z wielu przyczyn, a najprostsza z nich to uzasadnienie, że zgromadzenie ma szansę zagrażać życiu lub zdrowiu uczestników. Może być też ono w każdym momencie rozwiązane, np. jeśli organizator nie pozostaje w kontakcie z obserwatorem ze strony gminy lub nie posiada stosownego identyfikatora. Są to wszystko przepisy ustawy o zgromadzeniach, które jak najbardziej można w tej sytuacji zastosować. 


Reklama

Kara dla organizatora: od 2000 zł 

Kara za organizację niezgłoszonego spotkania to minimum 2000 zł grzywny. Przewidziano też jednak kary za uczestnictwo w nim, nawet jeśli ktoś nie ma samochodu ani prawa jazdy. Można więc otrzymać mandat za patrzenie na samochody. Ważne, aby patrzeć umyślnie – karze podlega ten, kto w spotkaniu uczestniczy jako widz.


Reklama

Nie ma w prawie definicji widza, ale można uznać, że to ktoś, kto widzi. Zatem jeśli idąc ulicą zobaczysz stojące koło siebie samochody, a wśród nich co najmniej jeden poddany modyfikacjom, nie patrz więcej w tę stronę i nie podchodź do nich. Nie możesz być pewny/pewna, czy jest to przypadkowa sytuacja, czy niezgłoszone spotkanie motoryzacyjne. 

Ktoś powie: to będzie martwe prawo

Ja odpowiem: to po co je uchwalać? Mamy znowu do czynienia z sytuacją, gdzie władze ustanawiają przepis, z którego potem ludzie się śmieją. Wyobraźmy sobie policję, która skrupulatnie wyłapuje ludzi patrzących na samochody.

O, zobacz, jaki ciekawy Dodge Challenger. – STÓJ, POLICJA! – i policjant wręcza mandat w wysokości 20 zł. Jest to zupełne kuriozum, którego cel widzę tylko w jednej sytuacji: jeśli policja potrzebuje akurat ukarać kogoś, kogo osobiście nie lubi albo ma ochotę gnębić. Nie potrafię natomiast zrozumieć, w jaki sposób karanie kogoś, kto biernie przyglądał się zmodyfikowanym pojazdom, ma wpłynąć na porządek społeczny. 


Reklama

Na koniec tylko takie podsumowanie

Od ustalania prawa nie powstaje żadna nowa rzeczywistość. Jeśli istnieje grupa ludzi ignorujących przepis A, to po ustaleniu pokrewnego wobec niego przepisu B, będą oni ignorowali już dwa przepisy: A i B. Można to porównać do sytuacji, w której ze względu na kradzieże kieszonkowe zakaże się wejścia na peron kolejowy bez ważnego biletu.

Utrudni to niezwykle życie ludziom odbierającym i odprowadzającym kogoś na pociąg (np. żeby pomóc z bagażami), a kieszonkowcy nawet nie zauważą, że teraz łamią już dwa przepisy: ten o zakazie kradzieży i ten o zakazie przebywania na peronie bez ważnego biletu. 


Reklama