Reklama
Świat

Wielkie odkrycia wymagają wielkiej odwagi. 73 lata temu zdobyliśmy Mount Everest

Od tysięcy lat ludzkość walczy z przeciwnościami losu o przetrwanie. Z potencjalnych ofiar staliśmy się myśliwymi. Udomowiliśmy dzikie zwierzęta, wynaleźliśmy koło. Nasi przodkowie opuścili jaskinie, aby budować piramidy. Czy dziś bylibyśmy gotowi na taki krok?

Michał Pogoda
Opinia autorstwa: Michał Pogoda
Dzisiaj 19:53
8 min
73 lata temu Edmund Hillary i Tenzing Norgay wspięli się na Mount Everest, pokonując przeciwności losu i własne ograniczenia. Dziś wejście na dach świata jawi się jako skomercjalizowana atrakcja dla zamożnych. (fot. Shutterstock)
TYLKO NA

29 maja to dzień szczególny z dwóch powodów. Po pierwsze, 29 maja 1921 r. wbito pierwszą łopatę pod budowę portu w Gdyni. I jest to data jak najbardziej symboliczna. Po drugie, tego samego dnia w 1953 r. oficjalnie zdobyliśmy Mount Everest. Co łączy te dwa wydarzenia? Odwaga i chęć działania.

Wyjście ze strefy komfortu

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Wiele tysięcy lat temu, gdy nasi praprzodkowie gnieździli się w niebezpiecznych jaskiniach, truchlejąc ze strachu przed dzikimi zwierzętami. Pojawił się ktoś, kto zaproponował inne rozwiązanie. Musiało to wyglądać mniej więcej tak: „Słuchajcie, zamiast mieszkać w tych wilgotnych, pełnych dzikich stworzeń jaskiniach, może sami sobie zaczniemy budować schronienie?”.

Rozumiem, że to bardzo odważna interpretacja dziejów rodzaju ludzkiego, ale ktoś z taką propozycją kiedyś wyszedł. Nie wiem, jaką odpowiedź usłyszał, musiał być jednak przekonujący. A co usłyszałby dziś? Wyobrażam to sobie tak: po pierwsze, to niebezpieczne!

My, potomkowie wielkich odkrywców, mamy wręcz bzika na punkcie bezpieczeństwa. Na wieczkach od gorącej kawy widnieje obowiązkowy napis informujący o tym, że pijemy gorącą kawę. Dokładnie to, co zamówiliśmy. Gdy Kolumb chciał dziś odnaleźć drogę do Indii, jestem pewien, że nie wypłynąłby z żadnego europejskiego portu. Zatrzymałyby go przepisy BHP.

Reklama
Reklama

Po drugie – i to mój ulubiony argument: zawsze tak było! Zawsze mieszkaliśmy w jaskiniach, więc się nie wychylaj. Przynieś drew na koło paleniska, bo jesteś leń i symulant. Wydaje się zabawne? To raczej śmiech przez łzy.

Niezwykła historia zwykłej puszki. Śmieć wart krocie

Odkrywanie nowych ziem, eksploracja głębin oceanicznych, zdobywanie szczytów, pokonywanie barier – to wszystko wiąże się z ogromnym ryzykiem. Wspomniany już Kolumb miał co najwyżej mgliste pojęcie o tym, gdzie płynie, ale dopiął swego – wypłynął.

Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana

Przenieśmy się na chwilę w Himalaje, do obozu IX. Jest 29 maja 1953 r., godzina 4:00 rano, wysokość 8500 metrów nad poziomem morza. Wieje silny wiatr, temperatura to jakieś minus 30 stopni Celsjusza. Wręcz wymarzone warunki na spacer po górach, prawda?

Reklama
Reklama

Dwóch śmiałków – Edmund Hillary, 33-letni Nowozelandczyk, pszczelarz i utalentowany alpinista, oraz Tenzing Norgay, 39-letni Szerpa, jeden z najbardziej doświadczonych wysokogórskich tragarzy tamtych czasów – postanawiają zmierzyć się z górą, której jak dotąd nikt oficjalnie nie zdobył.

O 11:30 dotarli na dach świata. Hillary robi słynne zdjęcie Tenzinga stojącego z czekanem, na którym powiewają flagi brytyjskie, nepalskie, indyjskie i ONZ. Tenzing zostawił w śniegu czekoladki i herbatniki jako ofiarę dla bogów (zgodnie z tradycją Szerpów).

Po powrocie do bazy spytany o powodzenie misji Hillary miał odpowiedzieć: „No cóż, George, skopaliśmy tego sukin****”. 2 czerwca wiadomość dociera do Londynu, zdobycie Everestu staje się prezentem dla koronowanej tego dnia Elżbiety II. Był to jeden z ostatnich wielkich wyczynów rozpadającego się imperium.

Chcieć to móc

Po wojnie polsko-bolszewickiej polskie władze szybko zdały sobie sprawę, że bez własnego sprawnie działającego portu nasz kraj będzie zdany na łaskę i niełaskę Wolnego Miasta Gdańska. Nawiązując do klasyka: lotnisko w Berlinie było, ale to nie my je kontrolowaliśmy. Stąd decyzja o budowie portu w Gdyni. Odwaga i determinacja w działaniu sprawiły, że w latach trzydziestych Gdynia stała się jednym z najlepiej rozwijających się portów w Europie.

Reklama
Reklama

Zdobyła szczyt, przełamała bariery. Historia pewnej Japonki

W ogromnym uproszczeniu podobnie miała się sytuacja ze SpaceX. Musk, który od małego marzył o podboju kosmosu i kolonizacji Marsa, ze zdziwieniem odkrył, że NASA nie prowadzi żadnych działań w tym kierunku. Jak możemy przeczytać w jego biografii pióra Waltera Isaacsona, Musk nie mógł uwierzyć, że NASA nie ma żadnego programu zakładającego podbój Czerwonej Planety.

Tak powstał SpaceX. Czy było łatwo? Oczywiście, że nie! Musk zaryzykował swoje pieniądze i postawił sobie za cel budowę firmy, która w przyszłości ma eksplorować kosmos. Kolejne nieudane próby startu rakiet nie zdołały go powstrzymać. Musk, abstrahując od jego poczynań politycznych, dąży do osiągnięcia celu i jest w tym wyjątkowo dobry!

Czy jest osobą kontrowersyjną? Moim zdaniem nie bardziej niż Kolumb. Co więcej, on doskonale o tym wie.

Reklama
Reklama

Każdemu, kogo uraziłem, pragnę przypomnieć, że wymyśliłem na nowo samochody elektryczne i zamierzam wysłać ludzi na Marsa w statku kosmicznym. Spodziewaliście się, że ktoś taki jak ja, będzie normalnym, wyluzowanym gościem?

Słowa te padły w programie Saturday Night Live 8 maja 2021 r. Buta, brak pokory? Oczywiście, ale czy nie tacy właśnie są odkrywcy? Przypomnijcie sobie słowa Edmunda Hillary’ego po zdobyciu Mount Everestu.

Pokorne ciele… czyli konsumpcjonizm w pigułce

Huxley w „Nowym wspaniałym świecie” w przeciwieństwie do Orwella przedstawia dystopijny świat, w którym to nie strach jest motorem napędowym. Dobrem nadrzędnym jest konformizm, wspomagany narkotyczną somą. Mówiąc ogólnie: ma być miło i przyjemnie! Po co się starać, narażać, rozwiązywać trudne zagadnienia? Skoro można wygodnie i bezpiecznie żyć? Brzmi znajomo?

Do jakiegoś czasu jak mantrę wiele osób powtarza slogan o tym, że sztuczna inteligencja zabierze nam pracę. Co ciekawe, do tego stwierdzenia zdystansował się Sam Altman, dyrektor generalny OpenAI, twórca ChatGPT, o czym mogliście przeczytać na naszym portalu.

Reklama
Reklama

Sam Altman odwołuje „apokalipsę”. Szef OpenAI przyznał się do błędu

Idąc za mantrą, nauka programowania nie ma sensu, programować za nas będzie w magiczny, jak się wydaje, sposób sztuczna inteligencja. Pisanie książek nie ma sensu, zrobi to AI. Przypomnijcie sobie oburzenie po słowach naszej Noblistki. Nie ma zatem sensu być dziennikarzem, prawnikiem, księgowym, inżynierem, lekarzem (są tacy, którzy twierdzą, że AI stawia dużo lepsze diagnozy niż człowiek, zapominając zupełnie przypadkiem, jak mniemam, że lekarz ponosi odpowiedzialność prawną za swoje słowa, chat bot – nie!).

Po co zdobywać umiejętności, skoro można zostać influencerem lub innym TikTokerem? Taki trend panuje na starym kontynencie, a co z resztą świata? Chińczycy zdają się nie powielać tego schematu. AI w ich mniemaniu wydaje się być tylko narzędziem wspierającym, a nie zastępującym pracę ludzi. Podobnie rzecz się ma w Indiach. Te społeczeństwa nie pytają: po co się czegoś uczyć, ale kiedy się tego nauczymy i jak to wykorzystamy?

W Polsce od lat uczniowie są przeciążeni wiedzą, książkami, obowiązkami, muszą wkuwać matematykę, co dla wielu ma być najgorszą ze zbrodni. Wymaga się od nich nauki wierszyków, piosenek, podstawowych dat z historii kraju i świata. Muszą czytać opasłe tomiszcza, zamiast oglądać kotki w mediach społecznościowych.

Reklama
Reklama

Przykłady mogę mnożyć, tylko po co? Fajnie jest mieć fajne rzeczy, odwiedzać fajne miejsca i robić sobie fajne selfie. Dobrze jest, jak jest dobrze i to dobrze.

73 lata temu Edmund Hillary i Tenzing Norgay wspięli się na Mount Everest, pokonując przeciwności losu i własne ograniczenia. Dziś wejście na dach świata jawi się jako skomercjalizowana atrakcja dla zamożnych, kolejny task na korpo-liście z obowiązkowym selfie na górze. Ma być miło i bezpiecznie, koniecznie z dużym uśmiechem na twarzy!

Pamiętacie animację Pixara „Wall-E”? Poznajemy w niej świat, w którym ludzkość wegetuje na statku kosmicznym zarządzanym przez sztuczną inteligencję. Poza odpoczywaniem pasażerowie nie mają większych obowiązków. Czy nie do takiego stanu dążymy?

Reklama
Reklama

Każdy, kto korzysta z komputera, a praktycznie każdy z nas korzysta, bankomat to również komputer, tylko odpowiednio skonfigurowany, używa amerykańskiego systemu operacyjnego na urządzeniu wyprodukowanym w Azji.

Europa nigdy nie kojarzyła się z pokorą, niestety z niemądrym cielaczkiem coraz częściej. Naiwnym jest myślenie, że pracując coraz mniej, będzie nas stać na coraz więcej. Zamiast mówić o cielątkach, porozmawiajmy o kołaczach, których, jak wiadomo, nie ma bez pracy.

Jaś Kapela i koniec lewicy ludowej. Od obrony robotników do pogardy wobec kasjerek

I na koniec banał wypowiedziany przez Steve’a Jobsa:

Reklama
Reklama

Ludzie wystarczająco szaleni, by sądzić, że mogą zmienić świat, są tymi, którzy go zmieniają.

Dlaczego banał? Samo szaleństwo to za mało, potrzebna jest jeszcze: odwaga, determinacja w działaniu, wiedza i ciężka praca. A tego nie znajdziemy, przeglądając bezmyślnie media społecznościowe

Źródło: Zero.pl
Michał Pogoda
Michał PogodaPiszę o wielkich sprawach w skali mikro, na ogół z przymrużeniem oka. O tym, jaki wpływ na jednostkę wywierają biznes, technologia, kultura i nauka - autor zewnętrzny