Reklama
Biznes

Niezwykła historia zwykłej puszki. Śmieć wart krocie

W przeciwieństwie do plastiku aluminium można przetapiać niemal bez końca. Polski system działa sprawnie – problem w tym, że w grze o największe zyski pozostajemy głównie dostawcą surowca.

Michał Pogoda
Opinia autorstwa: Michał Pogoda
Wczoraj 20:26
6 min
Możemy być narodem złomiarzy, doskonale segregującym śmieci, możemy cieszyć się z rekordowych statystyk, ale nie tu leżą prawdziwe pieniądze. (fot. John New / Shutterstock)
TYLKO NA

System kaucyjny wprowadzony w Polsce w 2025 roku to nie tylko plastik – obejmuje on również puszki aluminiowe o pojemności do 1 litra. Aluminium, w przeciwieństwie do plastiku, jest wręcz stworzone do recyklingu. Przyjrzyjmy się bliżej temu procesowi i sprawdźmy, kto na nim zarabia.

Gwiazdą tego tekstu pozwolę sobie uczynić czerwoną puszkę o pojemności 330 mililitrów, wypełnioną specjalną, podobno uwielbianą przez obecnego prezydenta USA, słodzoną wodą. Podejrzewam, że wielu osobom zarówno sama puszka, jak i zbieranie aluminium kojarzy się z tanim piwem i osobami przeszukującymi kosze, jednak nie o tym jest ten felieton. W przypadku aluminiowej puszki możemy bowiem spokojnie ocenić, a nawet docenić książkę po okładce.

Co jest cenniejsze: opakowanie czy zawartość?

Nam, konsumentom, ciężko jest sobie wyobrazić, aby opakowanie było cenniejsze od nabywanego produktu. Nawet najpiękniejsze jest dopełnieniem zawartości, nigdy na odwrót. Chyba że kupujemy słodzony napój w puszce. Wtedy to aluminium jest cenniejsze. Ten diabeł ubiera się u Prady! Nie dziwi zatem, że w Polsce już przed wprowadzeniem systemu kaucyjnego na opakowania aluminiowe poziom selektywnej zbiórki wahał się pomiędzy 75 a 80 proc.

Czy 80 proc. to dużo? Mówiąc krótko: tak! Dla porównania w USA tylko 10 z 50 stanów wprowadziło system kaucyjny na opakowania aluminiowe. Wśród nich, co chyba nikogo nie dziwi, Kalifornia. I właśnie tam, gdzie system działa od lat, udało się osiągnąć najwyższy w tym kraju poziom selektywnej zbiórki, który w Polsce oddolnie sami wypracowaliśmy.

Reklama
Reklama

Warto zauważyć, że segregacją aluminium w Polsce zajmują się również sortownie i pośrednio gminy, które w zależności od ceny i czystości metalu mogą otrzymać od 4 tys. do 6,5 tys. zł za tonę. Przynajmniej tak ma wyglądać sytuacja w chwili, gdy piszę te słowa. Jak widać, Polacy nie gęsi i na tym etapie swoje umiejętności mają.

Co dzieje się ze zwróconą puszką?

Wróćmy do naszej bohaterki. Po tym, jak puszka została oddana i wypłacono za nią należną kaucję, zostaje zgnieciona i wyrusza w drogę do tak zwanego operatora. Operatorem może być Krajowy System Kaucyjny Zwrotka S.A., który jest tak polski, jak ruskie pierogi są rosyjskie, lub inny podmiot z zagranicznym kapitałem. Na tym etapie coś ewidentnie nie zagrało.

Następnie trafia do huty. Często do Konina, gdzie przetapiane jest jakieś 60 do 75 proc. aluminium w naszym kraju. Dla uczciwości należy dodać, że huta owa należy do Szwedów, a rodzimy biznes ma stosunkowo niewielki udział w całym procesie. 

Reklama
Reklama

Ukraińcy coraz śmielej wchodzą w polskie nieruchomości. Gonią ich Białorusini

A dlaczego przetapianie aluminium jest opłacalne? Jak już pisałem, aluminium to metal stworzony do recyklingu. Produkcja aluminium pierwotnego z rudy boksytu jest bardzo energochłonna, wymaga między innymi bardzo drogiego procesu elektrolizy. Przetapianie złomu pochłania jakieś 5 proc. energii potrzebnej do wytopienia aluminium pierwotnego. Powtórzę: mówimy o oszczędności energii na poziomie 95 proc.

Niech nikogo zatem nie zwiodą marketingowe zaklęcia wielu producentów sprzętu elektronicznego. Hasło: „nasze produkty wykonane są z recyklingowanego aluminium” to nie żadna ochrona środowiska, zmniejszenie emisji, walka o lepsze jutro i tym podobne – to czysta kalkulacja. Gdyby te firmy tak dbały o środowisko, jak twierdzą, pozwoliłyby na prostą wymianę podzespołów w swoich urządzeniach, czego od lat nie robią. To jednak temat na inny felieton.

Reklama
Reklama

Mamy przetopione aluminium, co dalej? Abyśmy mogli powołać kolejną puszkę do życia i zamknąć proces, potrzebna jest walcownia. Niestety, w tym procesie również nie przodujemy. Polska jest importerem netto blach aluminiowych. Nie oznacza to oczywiście, że niczego nie produkujemy, ale produkcja jest za mała, zwłaszcza w segmencie przemysłu lotniczego czy samochodowego.

Do czego porównać tę sytuację? Wyobraźmy sobie, że posiadamy spory sad. Potrafimy o niego dbać, opanowaliśmy praktycznie do perfekcji proces zbierania owoców, ale aby zjeść dżem, musimy sprzedać zebrane owoce sąsiadowi, który je przerobi, a gotowy produkt odsprzeda ze sporym zyskiem.

Czytaj też: Reforma samorządowa w Polsce. Czy likwidacja powiatów to dobry pomysł?

Nie jest to najlepszy biznesplan, jaki można sobie wyobrazić. Jestem pewien, że większość z nas szukałaby sposobu na lepszy zarobek. Zwróćmy uwagę, że mamy ogromne doświadczenie w recyklingu miedzi i ugruntowaną pozycję na tym rynku. KGHM Polska Miedź to jedna ze spółek Skarbu Państwa, a co za tym idzie – polska nie tylko z nazwy, mająca ogromny wpływ na budżet naszego kraju. To strategiczne przedsiębiorstwo. 

Reklama
Reklama

Polska – kraj złomiarzy 

Czego nam brakuje? Inwestycji w przemysł ciężki. Mamy zaplecze edukacyjne, studiowałem na Akademii Górniczo-Hutniczej metalurgię metali nieżelaznych, do których zalicza się między innymi miedź, aluminium oraz metale szlachetne. Mimo iż studiów nie skończyłem i upłynęło już trochę czasu, wiem, że brakuje nowoczesnych hut i walcowni, gotowych sprostać najwyższym międzynarodowym standardom produkcyjnym. Moje zdanie, co oczywiste, się nie liczy, ale uczyli mnie profesorowie, którzy tak twierdzili. Aby historia naszej czerwonej puszki zakończyła się happy endem, sami powinniśmy wyprodukować jej następczynię.

Możemy być narodem złomiarzy, doskonale segregującym śmieci, możemy cieszyć się z rekordowych statystyk, ale nie tu leżą prawdziwe pieniądze. Posiadając sad i umiejętności, powinniśmy sprzedawać przetwory najwyższej klasy, nie tylko owoce.

Źródło: Zero.pl
Michał Pogoda
Michał PogodaPiszę o wielkich sprawach w skali mikro, na ogół z przymrużeniem oka. O tym, jaki wpływ na jednostkę wywierają biznes, technologia, kultura i nauka - autor zewnętrzny