Mogłoby się wydawać, że burza po wypowiedziach Jasia Kapeli wygłoszonych w „Porannych rozmowach Zero” u naszego redakcyjnego kolegi Jacka Prusinowskiego spowodują, że poeta, patowojownik i stypendysta ministerialnych programów w jednej osobie, na chwilę zamilknie.
Nic z tych rzeczy. Kapela nabrał swady. Kapela znów uderzył. Tym razem na platformie X. Broniąc ministerialnego projektu powszechnych emerytur dla artystów napisał: „Jeśli jednak naprawdę uważacie, że osoby pracujące na kasie powinny zarabiać więcej niż artyści, naukowcy czy pracownicy organizacji pozarządowych, to jesteśmy jako kraj zgubieni”.
Emerytury dla artystów. Czytaj także:
- Kradzież metodą „na artystę”. Stanowski: wstydu nie macie
- Dopłaty do emerytur artystów? „Biedni zapłacą za bogatszych”
- Kto jest artystą w epoce streamów erotycznych?
- Łepkowska broni wsparcia dla artystów. „Dopłacamy też do emerytur rolników”
Kapela w prologu do swojego wpisu zaznacza, że co prawda docenia pracę fizyczną i ma nawet „terenowe doświadczenie”, bo spędził trzy dni w ubojni drobiu na potrzeby literackie. To ważny detal, bo w tej narracji krótkie zetknięcie z pracą fizyczną działa trochę jak homologacja empatii – wystawiona samemu sobie i natychmiast użyta jako tarcza przeciwko krytyce.
Kapela spędził w ubojni trzy dni. Czy to miarodajna perspektywa czasowa? Inni spędzają tam po dwadzieścia albo trzydzieści lat – dzień w dzień, bez wytchnienia, wśród ryków mordowanych zwierząt, krwi i zapachów, których nie sposób wytępić żadną chemią. Wiem, wiem, używam tu kolorowych świateł sentymentów dla podkreślenia argumentacji. Ale skoro demagogicznych chwytów używa Kapela, to i mnie wolno.
Zaskoczenie w odczycie inflacji za maj. Co przyniosą kolejne miesiące?
Lewica, która zapomniała o robotnikach i klasach ludowych
Długofalowa perspektywa czasowa, uprzywilejowany start, dom od rodziców czy łut szczęścia – tych splotów nie sposób bagatelizować. Są ważne. Nie wolno przechodzić obok bez należnego namysłu, a przede wszystkim – estymy. Kapeli jednak wolno to umniejszać.
Ale czy jemu w istocie wolno? Tutaj pojawiają się zasadne wątpliwości. Przemawia przecież jeden z luminarzy lewicy, która przynajmniej w sferze deklaratywnej, winna mieć baczenie na najbardziej delikatne warstwy społeczeństwa. Socjalista tradycyjny, karmiony nie „Płomieniami” Brzozowskiego, lecz „Germinalem” Zoli, do świata pracującego proletariatu winien podchodzić z należytą powagą i poszanowaniem.
Nastrój ledwie zakamuflowanej pogardy dla motłochu, dla wdów i sierot, dla – mówiąc językiem Dostojewskiego – „skrzywdzonych i poniżonych”, dla prostaczków ledwo wiążących koniec z końcem oraz pracujących przy taśmach produkcyjnych od bladego świtu albo na kasach w przy osiedlowych sklepikach, był tradycyjnie domeną lepiej sytuowanych arystokratów. Z wysokości urodzenia czy społecznego statusu na klasy ludowe patrzyli ci, którym los sprzyjał od kolebki. „Parszywa biedoto” – cedził Gaudil, główny bohater „Czarnego rynku w Paryżu” w reż. Claude’a Autan-Lary. W słynnej scenie, gdy padają te słowa, Gaudil z wyraźnym wstrętem patrzy na episjerów i roboli, słowem – na paryski proletariat. On mógł, był tym lepszym, zamożniejszym i mądrzejszym.
Kapela wydaje się być emanacją końca lewicy, tej która widziała swoją rolę w obronie ludzi słabszych, gorzej sytuowanych i niewidzialnych dla systemu. Zamiast wrażliwości na upokorzenie, biedę czy społeczne wykluczenie coraz częściej pojawia się język pogardy wobec tych, którzy nie mieszczą się w inteligenckim wyobrażeniu „postępowego społeczeństwa”.
Dawna lewica miała być głosem kasjerek, robotników i ludzi żyjących od pierwszego do pierwszego – dziś część jej przedstawicieli sprawia wrażenie bardziej zainteresowanych pouczaniem tych ludzi niż walką o ich godność i bezpieczeństwo.
Sejm przegłosował ustawę, prezydent zapowiedział weto. „Jestem strażnikiem Konstytucji”
Marks, Engels i współczesny salonowy radykalizm
Dzisiejsza lewica coraz rzadziej zajmuje się tym, co przez dekady stanowiło fundament jej politycznej tożsamości – poprawą warunków życia klas niższych, walką o prawa pracownicze, dostępem do edukacji czy bezpieczeństwem socjalnym. Zamiast tego coraz częściej koncentruje się na przebudowie samego człowieka i społeczeństwa: wykorzenionego z tradycji, płynnego tożsamościowo, pozbawionego trwałych punktów odniesienia i wspólnego kodu kulturowego.
Szczególnie w wydaniu amerykańskim i francuskim lewica uczyniła głównym polem ideologicznej walki przeszłość. Nie chodzi już o krytyczną refleksję nad kolonializmem, niewolnictwem czy dawnym wyzyskiem, bo te zjawiska od dawna podlegają moralnemu osądowi, lecz o potrzebę symbolicznego odrzucenia całego dziedzictwa Zachodu.
Kapela, niczym jego protoplasta Saint-Just, chciałby do intelektualnej cnoty zmuszać. „Era kasjerek dobiega właśnie końca, już teraz powoli zastępują je roboty. Ktoś te roboty musi projektować. Obawiam się, że to nie będą zwolnione kasjerki, które przekwalifikujemy na zostanie doktorami mechatroniki. Strasznie parszywy i małowzroczny jest ten antyintelektualizm, choć oczywiście może przynosić krótkotrwałe korzyści polityczne” – utyskuje w swoim wpisie publicysta Krytyki Politycznej. Cóż to znaczy „przekwalifikujemy”? Kim jesteście, aby o tym decydować? Jak będziecie „przekwalifikowywać”? Saint-Justowskim przymusem?
Jak łatwo z pozycji stypendysty, z wygodnej Warszawy, decydować w imieniu innych o ścieżkach zawodowego rozwoju, odbierać innym pracę i oddawać ją bezdusznej maszynie.
No cóż, może inspiratorem Kapeli był jednak Marks – ten prawdziwy, bez upiększeń i perfum propagandy? Idol lewicy był człowiekiem kłótliwym, wichrzycielem, który huśtał się między szampanem a lombardem. Wobec swoich publicystycznych adwersarzy bywał bezwzględnie małostkowy i złośliwy. Spał do południa. Był pełną gębą burżujem.
Korzystał z finansowego wsparcia przyjaciół. A o niedoli proletariatu dowiadywał się z relacji wyzyskującego robotników fabrykanta, niejakiego Engelsa.
Być może największym problemem współczesnej lewicy nie jest dziś nawet jej ideologiczny chaos, lecz utrata elementarnej zdolności rozumienia ludzi, w imieniu których kiedyś chciała przemawiać.

