Reklama
Reklama
Reklama

Burza w Polsce po decyzji Zełenskiego. „Potrzebna strategia równowagi”[WYWIAD]

TYLKO NA

Decyzja ukraińskiej armii o nadaniu jednej z jednostek imienia „Bohaterów UPA” wywołała w Polsce polityczną debatę i ostre reakcje – od zapowiedzi możliwych sankcji symbolicznych po głosy wzywające do umiarkowanej odpowiedzi. Tomasz Piechal podkreśla jednak, że mamy do czynienia z trwałą asymetrią pamięci i konfliktem narracji historycznych, które coraz częściej przenikają do bieżącej polityki.

white-91
Tomasz Piechal: Potrzebna strategia równowagi, nie konfrontacji (fot. Jakub Szymczuk/Shutterstock)

Marcin Darmas, Zero.pl: Ukraińska armia ochrzciła jedną ze swoich jednostek imieniem „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii”. W odpowiedzi, prezydent Karol Nawrocki chce pozbawić Wołodymyra Zełenskiego Orderu Orła Białego. Natomiast premier Donald Tusk jest zwolennikiem umiarkowanych retorsji. Jak pan ocenia tę sytuację?

Tomasz Piechal, autor podcastu „Szkice Wschodnie”: Zacząłbym od tego, że mamy do czynienia z dużą asymetrią podejścia do tej kwestii. Polska patrzy na UPA przede wszystkim przez pryzmat rzezi wołyńskiej i zbrodni na ludności polskiej. To dla nas kontekst oczywisty i jednoznaczny.

Natomiast po stronie ukraińskiej akcent pada przede wszystkim na walkę niepodległościową – opór wobec Związku Radzieckiego, walkę z komunizmem i rosyjską dominacją po II wojnie światowej. W tym sensie UPA została włączona do procesu budowania nowoczesnej ukraińskiej tożsamości państwowej. Wszelkie formy jej upamiętnienia – z ukraińskiej perspektywy – nie są więc wymierzone w Polskę, a przede wszystkim w Rosję i na użytek wewnętrzny.

Czyli w Ukrainie ten temat nie jest odbierany tak samo jak w Polsce?

Reklama
Reklama

Zdecydowanie nie. Co więcej, przez lata była to głównie pamięć regionalna, silniejsza na zachodzie Ukrainy. Reszta kraju miała do UPA albo stosunek obojętny, albo wręcz negatywny – zwłaszcza na wschodzie kraju. Dopiero później – po aneksji Krymu i wraz z początkiem wojny na Donbasie - mit regionalny został przeniesiony na poziom państwowy i zaczął pełnić ważną funkcję w postmajdanowej polityce historycznej Ukrainy.

Warto w związku z tym pamiętać, że dla przeważającej większości ukraińskiego społeczeństwa wiedza o UPA jest stosunkowo świeża i często oparta na narracji heroicznej – bez jej ciemnych kart. Wielu ludzi po prostu nie zna albo nie rozumie polskiej perspektywy, choć w ostatnich latach – wraz z utwardzeniem stanowiska Warszawy - coraz mocniej zaczyna ona się przebijać do świadomości społecznej. Mimo to nadal ostre reakcje Warszawy najczęściej są tam odbierane ze zdziwieniem.

Czy twarda polityka wobec Kijowa ma sens?

W Polsce coraz częściej pojawiają się głosy o konieczności ostrzejszej reakcji państwa. Czy pana zdaniem, takie działania byłyby adekwatne?

To o tyle trudne pytanie, że nie ma tutaj dobrych, szybkich i łatwych rozwiązań. Z jednej strony Polska ma pełne prawo i powinna twardo przypominać o prawdzie historycznej oraz własnej pamięci narodowej. Z drugiej – musimy mieć świadomość konsekwencji politycznych, wpływu również na relacje międzyludzkie, społeczne.

Reklama
Reklama

Jeżeli postawimy wyłącznie na ton konfrontacyjny, będziemy pogłębiać proces polsko-ukraińskiej antagonizacji i oddalanie się Kijowa od Warszawy. A przecież współpraca polsko-ukraińska jest dziś kluczowa w wielu obszarach – od bezpieczeństwa po przemysł zbrojeniowy i wymianę wojskowego know-how.

Czyli polityka historyczna zaczyna wpływać na bieżące interesy strategiczne?

Wpływała, wpływa i – wiele na to wskazuje – będzie wpływać coraz mocniej. Widzimy, że te napięcia nie znikną. To kolejny rozdział długotrwałego konfliktu pamięci. On będzie budował wzajemne pretensje i utrudniał współpracę.

Tymczasem inne państwa, które nie mają tak trudnych kart historycznych z Ukrainą, rozwijają relacje z Kijowem szybciej i skuteczniej. Dla nas realnym ryzykiem pozostaje to, że przez ten spór zaczniemy zostawać w tyle.

Reklama
Reklama

Czy możliwe jest oddzielenie kwestii historycznych od bieżącej współpracy politycznej i wojskowej?

Przede wszystkim musimy znaleźć modus operandi, w którym z jednej strony jasno i twardo prezentujemy nasze stanowisko w kwestiach historycznych, ale z drugiej nie pozwalamy, by całkowicie zdominowały one współpracę strategiczną.

Niezależnie od emocji i sporów historycznych, Polska i Ukraina są dziś na siebie skazane geopolitycznie. Ukraina posiada ogromne doświadczenie wojskowe i technologiczne zdobyte podczas wojny. To wiedza, z której Polska może korzystać.

„Strategia równowagi” jako model dla polskiej polityki wobec Ukrainy

Jaka powinna być odpowiednia strategia polskiego państwa w relacjach historycznych z Ukrainą?

Reklama
Reklama

Kijów rzeczywiście często zaczyna być bardziej „responsywny” wraz z twardą postawą, a nie w wariancie nadmiernej koncyliacyjności. Problem polega jednak na tym, że pewnych procesów już się nie zatrzyma.

Ulice Bandery czy upamiętnienia UPA będą się pojawiać. Te procesy zaszły już bardzo daleko. Dlatego pytanie brzmi nie tyle „czy to zatrzymać”, bo to może być nierealne, ale jak zarządzać naszymi relacjami mimo tych sporów.

Czyli potrzebna jest strategia równowagi?

Reklama
Reklama

Tak. Być może nawet pewien podział ról – z jednej strony stanowczość w kwestiach historycznych, z drugiej utrzymywanie kanałów współpracy politycznej i wojskowej.

Bo jeśli całkowicie odetniemy się od Ukrainy, to sami również na tym stracimy. Trzeba pamiętać, że istnienie silnej armii ukraińskiej pozostaje jednym z najważniejszych czynników ograniczających agresywne działania Rosji wobec regionu.

Dlatego niezależnie od trudnych emocji i sporów historycznych, Polska musi nauczyć się tym umiejętnie zarządzać. Tak, aby nie zapominając o prawdzie historycznej, nie tracić szans na współpracę w teraźniejszości i przyszłości.

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama