Reklama
Reklama
Reklama

Bond, James Bond. Historia twórcy szpiega wszech czasów

TYLKO NA

Są bohaterowie, którzy żyją dłużej niż ich twórcy. James Bond jest jednym z nich – a jego ojciec, Ian Fleming, to postać równie barwna, co tragiczna, uwikłana w historię, która momentami przypomina własne powieści.

Ian Fleming James Bond
Wyobraźcie sobie pisarza tak barwnego, że jego biografia staje się scenariuszem miniserialu. Życie Fleminga to pasmo wzlotów i upadków, tytanicznej pracy i hulaszczego trybu życia. (fot. Chris Jackson / Getty Images)

28 maja 1908 r. urodził się Ian Fleming – oficer brytyjskiej marynarki wojennej, dziennikarz, pisarz i twórca Jamesa Bonda. 118. rocznica urodzin to doskonała okazja, aby przyjrzeć się zarówno autorowi, jak i jego największemu dziełu. Dziełu, które nie tylko go przeżyło, ale którego stał się ofiarą.

Żyje się tylko dwa razy

Wyobraźcie sobie pisarza tak barwnego, że jego biografia staje się scenariuszem miniserialu. Życie Fleminga to pasmo wzlotów i upadków, tytanicznej pracy i hulaszczego trybu życia. Bond stał się popularny między innymi dlatego, że Fleming doskonale wiedział, o czym pisze. Pisarska fantazja to jedno, a obserwacje poczynione w trakcie lat pracy w wywiadzie – drugie. Zacznijmy jednak od początku.

Czytaj też: Telewizja ZERO: Gdzie oglądać? Aktualny program tv i ramówka na czwartek

Twórca 007 pochodził z majętnej brytyjskiej rodziny. Jego ojciec zginął w okopach I wojny światowej, a mowę na pogrzebie wygłosił sam Winston Churchill. Śmierć ojca była dla młodego Iana ciosem i, co nietrudno zgadnąć, wpłynęła na całe jego życie. Ian, młodszy brat Petera, nieustannie rywalizował z bratem. Różnica pomiędzy nimi polegała na tym, że Peter (również pisarz) był tym dobrym synem, a Ian potrafił stwarzać problemy.

Reklama
Reklama

Jak na chłopca z majętnej rodziny przystało, matka wysłała młodego buntownika do Eton – kuźni przyszłych premierów imperium, nad którym nigdy nie zachodziło słońce. Przypomnę, że w tamtych czasach Wielka Brytania była prawdziwą potęgą. Fleminga ciężko było jednak nazwać pilnym uczniem. Po ukończeniu szkoły uczęszczał do Royal Military College w Sandhurst, który jednak porzucił.

Kolejnym przystankiem na jego edukacyjnej drodze była willa Tennerhof – prywatna szkoła z internatem znajdująca się w austriackich Alpach, prowadzona przez Ernana Forbesa Dennisa (byłego szpiega i pracownika MI6) oraz jego żonę Phyllis Bottome, znaną brytyjską powieściopisarkę. Historia zaczyna układać się w całość, prawda? Szkoła kładła nacisk na naukę języka niemieckiego i sporty zimowe. Zastanawialiście się kiedyś, skąd w książkach brytyjskiego autora tyle pasji do narciarstwa? Odpowiedź brzmi: Tennerhof.

Młody Fleming zna języki, pochodzi z wyższych sfer, co gwarantuje mu odpowiednią pozycję społeczną, pracuje dla Reutersa i nie bardzo wie, co ze sobą zrobić. Kobieciarz, miłośnik trunków i tytoniu – żyje tak, jak gdyby miał przed sobą kolejne życie.

Reklama
Reklama

W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości

Rok 1939 zmienia wszystko. Fleming wstępuje do Naval Intelligence Division (wywiadu marynarki wojennej) i zostaje osobistym asystentem jego szefa, admirała Johna Godfreya – pierwowzoru M, bezpośredniego przełożonego Bonda. W trakcie sześciu lat służby bierze udział w planowaniu operacji specjalnych i pomaga w tworzeniu jednostek komandosów. Sam, zdaniem przełożonego, jest zbyt cenny, aby ginąć na froncie. Uczestniczy w operacjach dezinformacji Niemców, z czym wiąże się ciekawa historia.

Trump uderzy na Kubę? Ekspert: Prezydent marzy o szybkim sukcesie

W 1941 roku Fleming udaje się w podróż służbową do Lizbony. Na miejscu decyduje się na śmiały krok: planuje spotkać się w lokalnym kasynie z niemieckimi szpiegami i, mówiąc kolokwialnie, oskubać ich z kasy. Niestety, po kilku godzinach gry przy stole sam zostaje bez grosza przy duszy. Jak to się jednak mówi: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jeśli pamiętacie „Casino Royale”, scena, w której Bond gra z Le Chiffre’em, inspirowana była właśnie tą historią – z tą różnicą, że Bond, w przeciwieństwie do Fleminga, wygrywa. Po latach autor, mówiąc o swoich powieściach, stwierdził:

W 90 proc. to moje własne doświadczenia. Nie mam na myśli szpiegostwa, ale pracując w biurze wywiadu marynarki, byłem świadkiem wielu intryg.

Reklama
Reklama

Skoro już przy Casino Royale jesteśmy – pamiętajmy, że to pierwsza część przygód 007, mimo iż sfilmowana została wiele lat później. Co prawda pierwszą, nieoficjalną i wręcz żenującą próbę podjęto już w 1967 roku. Niestety, film ten jest doskonałym dowodem na to, że gwiazdorska obsada to nie wszystko. Mimo iż grają tam wielcy tamtych czasów, scenariusz jest fatalny. Siłą Jamesa Bonda jest jego historia. Dla powojennej, zmęczonej Wielkiej Brytanii była ona wręcz wyjątkowa.

Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że 007 uratował swój kraj. Po II wojnie światowej, gdy mieszkańcy Wysp byli bombardowani kolejnymi kryzysami, a żywność była reglamentowana, Bond stanowił doskonałą odskocznię od szarej rzeczywistości. Pokazywał, że Zjednoczone Królestwo nadal jest w grze i gra w niej pierwsze skrzypce.

Szpieg, który mnie kochał

W Casino Royale możemy doszukać się również silnego polskiego akcentu. Pierwowzorem Vesper Lynd, tajemniczej i wyjątkowo pięknej agentki oraz towarzyszki Bonda, miała być Krystyna Skarbek – jedna z najodważniejszych kobiet II wojny światowej. Sam Churchill miał ją nazywać swoją ulubioną agentką.

Jednak to, co przez lata stanowiło o sile marki, jaką bez wątpienia jest James Bond, stało się również jego zgubą. Przedmiotowe traktowanie kobiet z czasem musiało wywołać kontrowersje. Kolejne ofiary bondowskich intryg zirytowały środowiska feministyczne na tyle, że twórcy serii postanowili w roli M, wspomnianego wcześniej szefa 007, obsadzić kobietę – Judi Dench. Pomogło? Mniej więcej tak jak gaszenie ognia benzyną. Spory i kontrowersje wokół 007 trwają do dziś.

Reklama
Reklama

Zwróćmy jednak uwagę na bardzo istotną sprawę. Filmy o Bondzie to nie tylko zabawne opowiastki szpiegowskie o facecie, którego nie da się zabić. To również historia mody i kobiecego piękna – zaczynając od Ursuli Andress, a kończąc na Léi Seydoux.

Diamenty są wieczne

Marka Jamesa Bonda pozostaje jednym z najsilniejszych brytyjskich aktywów kulturowych na świecie, obok Beatlesów, Harry’ego Pottera i Premier League. Szacuje się, że Amazon zapłacił około miliarda dolarów za uzyskanie pełnej kontroli kreatywnej nad serią. Pozwólcie, że powtórzę: miliarda dolarów! To bardzo dużo zer za kogoś, kto oferuje tylko dwa.

Prawa do wizerunku, muzyki, współpraca z największymi markami świata – to coś, co wyróżnia tę serię. Pamiętacie scenę, w której Bond jedzie z Vesper do kasyna w Czarnogórze? Vesper pyta Bonda, czy nosi Rolexa, na co on odpowiada, że… Omegę! Mam wrażenie graniczące z pewnością, że wypowiedzenie tych kilku słów kosztowało bardzo dużo pieniędzy. Na tyle dużo, że za niewielki procent tej kwoty mógłbym spokojnie zwiedzić świat w stylu Bonda i osiąść na Jamajce.

Reklama
Reklama

GoldenEye

Pisarz, tak jak statek, potrzebuje bezpiecznej przystani. Dla Fleminga była nią jamajska posiadłość GoldenEye. Dlaczego Jamajka? W styczniu 1942 roku Ian został wysłany do Kingston (stolicy Jamajki) na konferencję poświęconą zwalczaniu niemieckich okrętów podwodnych w regionie Karaibów.

Jak na miłośnika przygód i kobiet przystało, Jamajka była miłością od pierwszego wejrzenia – miłością, której pozostał wierny do końca życia. Już w 1946 roku kupił 15 akrów ziemi w Oracabessie i zbudował tam willę, którą nazwał GoldenEye (od nazwy operacji wywiadowczej, którą planował podczas wojny). Warto zaznaczyć, że to właśnie tam powstały wszystkie powieści o Bondzie. Ile ich dokładnie było?

Żyj i pozwól umrzeć

Dwanaście, plus opowiadania. Kolejne przygody 007 opisywali autorzy wybrani przez rodzinę Fleminga, a nad dalszymi losami Bonda do dziś czuwa wydawnictwo Ian Fleming Publications. Wróćmy jednak na Karaiby. Fleming, jak na tamte czasy, narzucił sobie wręcz tytaniczne tempo pracy. Napisanie kolejnych przygód 007 zajmowało mu od 6 do 8 tygodni. Pisał po trzy, trzy i pół godziny rano i około godziny wieczorem.

W dobie twórczości Remigiusza Mroza może nie wydawać się to niczym szczególnym, ale wtedy było wyczynem godnym uwagi, biorąc pod uwagę styl życia autora. Powiedzieć, że Fleming dużo palił, to nie powiedzieć nic – autor szpiega wszech czasów miał w zwyczaju kończyć dzień trzema paczkami papierosów. Jeśli doliczymy do tego spore, nawet jak na tamte lata, ilości alkoholu, otrzymamy obraz człowieka, który ryzykował znacznie więcej niż jego bohater.

Reklama
Reklama

Aluminium i system kaucyjny. Czy recykling się opłaca?

Podobno miłość wybacza wszystko, niestety nie samą miłością żyje człowiek. Po kinowym sukcesie drugiej ekranizacji przygód Bonda, „Pozdrowień z Rosji”, Ian był u kresu sił. Poważnie chory, zmarł tuż przed premierą „Goldfingera” – 12 sierpnia 1964 r., po ataku serca podczas gry w golfa. Za ironię losu można uznać fakt, że Bond – zarówno w powieści, jak i w filmie – pokonał Aurica Goldfingera. Jednak życie to nie film i Fleming, tak jak w Lizbonie w 1941 r., tak i teraz, grając o najwyższe stawki, przegrał. Zmarł w dniu 12. urodzin swojego syna, Caspara. Sam osierocony za młodu, osierocił swoje jedyne dziecko.

Źródło: Zero.pl
Michał Pogoda
Michał PogodaPiszę o wielkich sprawach w skali mikro, na ogół z przymrużeniem oka. O tym, jaki wpływ na jednostkę wywierają biznes, technologia, kultura i nauka - autor zewnętrzny
Reklama
Reklama