Kraj

Wymiar sprawiedliwości doszedł do ściany. I nie chodzi tylko o sędziów

W dyskusjach o funkcjonowaniu polskiego wymiaru sprawiedliwości zbyt dużo uwagi poświęcamy sędziom, a zdecydowanie zbyt mało ogółowi pracowników sądów. Sytuacja ujawniona przez Zero.pl, że ludzie po siedmiu latach dobrej pracy nie dostają awansów, bo sądy nie mają pieniędzy na podwyżki, źle świadczy o naszym państwie.

Patryk Słowik
Opinia autorstwa: Patryk Słowik
Dzisiaj 11:07
5 min
W dyskusjach o funkcjonowaniu polskiego wymiaru sprawiedliwości zbyt dużo uwagi poświęcamy sędziom, a zdecydowanie zbyt mało ogółowi pracowników sądów. (fot. Wojciech Olkusnik/East News/Twiiter)

„Mieli dostać awans po siedmiu latach pracy, ale wielu asystentów sędziów nadal czeka na decyzje. Sądy tłumaczą się brakiem pieniędzy, choć Ministerstwo Sprawiedliwości zapewniało wcześniej, że środki na reformę są zabezpieczone. Niektórzy dostali podwyżki wynoszące jedynie 309 zł brutto” – tak zaczyna się nasz dzisiejszy tekst autorstwa Bartosza Michalskiego.

I z tą wiedzą w głowie odpowiedzmy sobie na pytanie: dlaczego wymiar sprawiedliwości funkcjonuje w Polsce źle?

Skupiamy się na sędziach

My, dziennikarze, uwielbiamy pisać o sędziach. Ten wydał głupi (naszym zdaniem) wyrok, tamten wydał wyrok świetny, jeszcze inny ukradł spodnie, a kolejny zawinął pendrive'a.
Opisujemy neosędziów i paleosędziów, zastanawiamy się, czy wyrok jest wyrokiem, czy tylko świstkiem papieru wydrukowanym przy kawie i ciasteczkach.

Wreszcie: zastanawiamy się, jak to możliwe, że – jak przyznaje Waldemar Żurek – 60 proc. Polaków nie ufa sądom. I po chwili zastanowienia podajemy odpowiedzi, z których niemal wszystkie sprowadzają się do oceny polityków i sędziów.

Reklama
Reklama

Tymczasem sprawa jest prostsza i trudniejsza zarazem. Większości Polaków spory typu neo i paleo nie obchodzą. Większość Polaków oczekuje prostej rzeczy: rozstrzygania spraw sądowych możliwie szybko, a nie wyznaczania terminów na 2030 r. Tymczasem w ciągu dekady 2015–2025 średni czas postępowań sądowych wydłużył się o 55 proc.

Politycy, wbrew pozorom, znają odpowiedź na pytanie, co należałoby zrobić, aby udrożnić sądownictwo. Rząd Prawa i Sprawiedliwości wpisywał w różne strategie wzmocnienie części asystencko-administracyjnej sądów. Tyle że tego w praktyce nie realizował. Wszelkie podwyżki pracownicy sądów i prokuratur musieli sobie wywalczyć podczas ulicznych protestów.

Obecna władza też wie, że trzeba odciążyć sędziów w wielu czynnościach, a powierzyć je innym pracownikom sądów. Tyle że z tą wiedzą niewiele robi.

Reklama
Reklama

Przyjęto co prawda nowelizację ustawy, która miała zwiększyć zainteresowanie pełnieniem stanowisk asystenckich w sądach przez młodych prawników. Ale w następstwie za pozytywnym komunikatem poszedł negatywny: w sądach nie awansuje się dobrych pracowników, spełniających ustawowe wymogi, bo brakuje pieniędzy.

Doszliśmy do ściany

Nazwa stanowiska – asystent sędziego – może być dla wielu myląca. Nie mówimy o ludziach parzących kawę i porządkujących dokumenty. Asystenci – co zresztą napisaliśmy dziś w Zero.pl – od lat stanowią kluczowe ogniwo w mechanizmie funkcjonowania polskich sądów. To oni – za wynagrodzeniem ok. 6 tys. zł miesięcznie na rękę – przygotowują projekty uzasadnień, analizują wielotomowe akta, wyszukują orzecznictwo i wspierają sędziów w codziennej pracy. W wielu wydziałach ich rola dawno przestała być wyłącznie pomocnicza. Bez doświadczonych asystentów tempo rozpoznawania spraw byłoby jeszcze wolniejsze niż dziś.

Ale to przecież nie tylko sprawa asystentów – w sądach pracuje wiele innych osób. W sekretariatach, w archiwach. I coraz częściej selekcja na te stanowiska jest negatywna. Państwo samo skazuje sądy na odpływ najlepszych ludzi i coraz trudniejszą rekrutację nowych. A ci, którzy już pracują w sądzie, rozglądają się za inną pracą.

I to wszystko bynajmniej nie dlatego, że praca w sądzie jest mało prestiżowa albo że młody prawnik nie chce być asystentem sędziego. Ludzie – uwaga, odkryję teraz Amerykę – chcą być godziwie wynagradzani za pracę. I jeśli widzą, że więcej można zarobić w prywatnej firmie niż w sądzie, pójdą do prywatnej firmy.

Reklama
Reklama

W grudniu 2025 r. o pracownikach sądów zrobiło się głośno. Oto bowiem część z nich postanowiła zaprotestować w Sejmie. Politycy, w ramach poszukiwania oszczędności, postanowili bowiem obciąć finansowanie sądów powszechnych (w porównaniu do złożonej obietnicy) o 165 mln zł, z czego 95 mln zł miało być przeznaczone na wynagrodzenia pracowników sądów.

Na sali sejmowej pojawiła się płachta „Oddajcie pieniądze pracownikom sądów”. Straż marszałkowska wyprowadziła z galerii dla widzów działaczkę związku zawodowego pracowników sądów.

Cóż, nie jestem przekonany, czy od tego w sądach sprawy potoczą się sprawniej i bardziej merytorycznie. Bez ludzi, którzy codziennie przygotowują akta, piszą projekty uzasadnień i prowadzą sekretariaty, żadna reforma się nie uda.

Źródło: Zero.pl