Reklama
Reklama

Siedem lat pracy i tylko 309 zł brutto podwyżki. Frustracja w sądach rośnie

TYLKO NA

Mieli dostać awans po siedmiu latach pracy, ale wielu asystentów sędziów nadal czeka na decyzje. Sądy tłumaczą się brakiem pieniędzy, choć Ministerstwo Sprawiedliwości zapewniało wcześniej, że środki na reformę są zabezpieczone. Niektórzy dostali podwyżki wynoszące jedynie 309 zł brutto.

Awans dla asystenta sędziego po 7 latach pracy. W wielu sądach odmowy
Awans dla asystenta sędziego po 7 latach pracy. W wielu sądach odmowy (fot. Zero.pl)
  • Nowe przepisy miały ułatwić awans asystentów sędziów po siedmiu latach pracy. W praktyce część sądów odmawia podwyżek z powodu braku pieniędzy.
  • Różnica między stanowiskiem asystenta i starszego asystenta to średnio około 1,5 tys. zł brutto. Zdarzają się jednak podwyżki dużo niższe, nawet o 309 zł brutto.
  • Ministerstwo Sprawiedliwości zapewnia, że środki na wzrost wynagrodzeń zostały zabezpieczone. Sądy wskazują jednak na problemy budżetowe.

W kwietniu wprowadzono zmiany, które miały zwiększyć atrakcyjność zawodu asystenta sędziego. Już po miesiącu widać, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, niż zapowiadano. Osoby spełniające formalne wymogi do awansu nie dostają go z powodu braku pieniędzy. Nie dotyczy to wszystkich sądów, a to tylko pogłębia poczucie chaosu i nierówności. W zależności od miejsca zatrudnienia niektórzy asystenci awansują i otrzymują podwyżki, a inni słyszą, że nie ma pieniędzy na podniesienie ich wynagrodzeń. Resort sprawiedliwości przekonuje jednocześnie, że żadne wnioski o dodatkowe finansowanie nie wpłynęły.

Awans nie jest w tym przypadku sprawą wyłącznie prestiżową. Różnica wynagrodzenia między stanowiskiem asystenta a starszego asystenta sędziego to średnio około 1,5 tys. zł brutto. Przy średnich zarobkach w wysokości 7,5 tys. zł brutto nie jest to kwota niezauważalna dla budżetu domowego. Dla wielu osób to pierwsza realna szansa na wyższe wynagrodzenie po kilku latach pracy w sądzie. Niektórzy po awansie dostali jednak podwyżki znacznie niższe. Jedna z naszych rozmówczyń – mimo spełnienia wszystkich kryteriów – otrzymała zaledwie 309 zł brutto więcej.

Zmiany, które miały podnieść prestiż zawodu i zatrzymać kadry w sądach, coraz częściej wywołują frustrację. Tym bardziej że problem nie dotyczy pojedynczych przypadków, lecz setek osób w całym kraju.

Reklama
Reklama

Miał być impuls dla sądów

W środowisku asystentów sędziów nowelizacja ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych była wyczekiwana od miesięcy. Najważniejsza zmiana dotyczyła skrócenia wymaganego stażu pracy potrzebnego do awansu na stanowisko starszego asystenta sędziego – z dziewięciu do siedmiu lat. Wprowadzono również nowy stopień zawodowy – młodszego asystenta sędziego.

„Od kilku lat, zwłaszcza w dużych ośrodkach miejskich, obserwuje się trudności w obsadzaniu stanowisk asystenckich w sądach. Kandydaci posiadający odpowiednie kwalifikacje i predyspozycje preferują zatrudnienie w wolnych zawodach prawniczych lub sektorze prywatnym” – czytamy w uzasadnieniu projektu wspomnianej ustawy.

Nowe przepisy otworzyły ścieżkę awansu również dla osób z zaliczonym egzaminem sędziowskim, prokuratorskim, adwokackim, radcowskim, notarialnym albo komorniczym. Ustawodawca zrezygnował jednocześnie z wcześniejszego wymogu pozytywnych ocen okresowych.

Reklama
Reklama

W teorii wszystko wyglądało obiecująco. W uzasadnieniu projektu obiecywano: „Rozwiązanie to jest ukierunkowane na zapewnienie asystentom sędziego realnej perspektywy awansu finansowego w trakcie kariery zawodowej. Zagwarantuje ono, że awans zarówno pomiędzy dotychczasowymi stanowiskami asystenta sędziego i starszego asystenta sędziego, jak i nowym stanowiskiem młodszego asystenta sędziego oraz stanowiskiem asystenta sędziego nie będzie miał wyłącznie symbolicznego i prestiżowego znaczenia, lecz będzie się wiązał z polepszeniem warunków płacowych”.

Praktyka pokazała jednak, że w skali kraju nowe przepisy nie doprowadziły do „polepszenia warunków płacowych”, lecz do pogłębienia nierówności między asystentami. O tym, czy asystent zarobi więcej, nie decydują dziś kompetencje czy staż, ale to, pod jaki adres trafił jego wniosek.

Setki osób czekały na awans

Skala problemu wykracza daleko poza jednostkowe przypadki. Z danych przekazanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości wynika, że pod koniec 2025 r. 770 osób legitymowało się ponad siedmioletnim stażem pracy na stanowisku asystenta. Kolejne 631 osób to pracownicy z egzaminami zawodowymi lub stopniem naukowym doktora (dane z sierpnia 2025 r.).

– Podkreślić przy tym trzeba, że dane te nie zakładają sytuacji, w której ktoś spełnia te dwa warunki. Tak więc część z tych 631 osób może pokrywać się z osobami spełniającymi kryterium stażu – mówi w rozmowie z Zero.pl Urszula Łobodzińska, wiceprzewodnicząca związku zawodowego pracowników sądów KNSZZ „Ad Rem”.

Reklama
Reklama

Dodaje, że związkowcy wiedzą jedynie o nielicznej grupie asystentów, którzy awans już otrzymali. 

„Jesteśmy przygotowani”

Jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości zapewniali, że budżet jest gotowy na falę awansów.

Marta Kożuchowska-Warywoda, dyrektor Departamentu Kadr i Organizacji Sądów Powszechnych i Wojskowych w MS, podkreślała w rozmowie z Prawo.pl, że kwestia ta była konsultowana z Departamentem Budżetu i Inwestycji.

– Staż siedmiu lat wynika z analizy możliwości budżetowych, choć pojawiały się propozycje, by było to pięć lat. Jesteśmy przygotowani na takie awanse asystentów – zapewniała.

Reklama
Reklama

Takie deklaracje miały uspokoić środowisko. Związkowcy rekomendowali więc asystentom, by po wejściu zmian w życie składali wnioski o przeszeregowanie.

Dziś wielu z asystentów mówi jednak wprost, że zostali wprowadzeni w błąd.

„Pieniędzy nie ma”

Do Krajowego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Ad Rem” zaczęły napływać wiadomości z całego kraju. Scenariusz wygląda podobnie: asystent spełnia nowe kryteria, składa wniosek o awans, po czym słyszy, że sąd nie ma środków na podwyżkę.

Część wniosków pozostaje bez rozpoznania. Część kończy się decyzją odmowną.

Reklama
Reklama

W efekcie w jednym mieście asystent po siedmiu latach pracy otrzymuje wyższe stanowisko i podwyżkę, a w innym – mimo identycznego stażu i kwalifikacji – pozostaje na dotychczasowym stanowisku.

– Jedynym kryterium decydującym o przeszeregowaniu jest posiadanie stosownych środków przez dany sąd – mówi Urszula Łobodzińska.

Dodaje, że do związku zgłosiło się bardzo dużo osób, którym już odmówiono awansów ze względu na brak środków bądź cały czas nie rozpoznano ich wniosków.

Związek zawodowy wystąpił już do ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka o pilną interwencję. W piśmie skierowanym do resortu związkowcy podkreślają, że sytuacja prowadzi do nierównego traktowania pracowników.

Reklama
Reklama

Pismo związku zawodowego „Ad Rem” do ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka (fot. Facebook)

„Osoby spełniające te same kryteria i znajdujące się w tożsamej sytuacji, ale w różnych częściach kraju, zatrudnione są na różnych stanowiskach i otrzymują różne wynagrodzenie” – czytamy w piśmie.

I właśnie to najbardziej podgrzewa dziś emocje.

Dziewięć odmów

Magdalena Baran, prezes Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy, przyznaje w odpowiedzi dla Zero.pl, że podległy jej sąd odmawia awansów asystenckich z powodu ograniczeń budżetowych. Wpłynęło dziewięć wniosków i żaden nie został uwzględniony.

Reklama
Reklama

Jednocześnie sąd informuje, że na awanse asystentów sędziów na lata 2025 i 2026 nie zaplanowano żadnych środków finansowych.

To szczególnie istotne w kontekście wcześniejszych zapewnień ministerstwa, że pieniądze są zabezpieczone.

Warszawski sąd dodaje także, że nie występował bezpośrednio do Ministerstwa Sprawiedliwości o zwiększenie puli na wynagrodzenia, ponieważ formalnie robi to jednostka nadrzędna.

Według danych sądu obecnie 19 asystentów spełnia wymogi formalne do awansu.

Reklama
Reklama

„Czekamy na środki”

Z kolei rzecznik Sądu Okręgowego w Toruniu, sędzia Andrzej Walenta, informuje Zero.pl, że na rozpatrzenie oczekuje dziewięć wniosków o awans. Najstarszy pochodzi z 3 kwietnia.

– Żaden z wniosków nie spotkał się z odmową, a wszystkie oczekują na pokrycie poprzez zabezpieczenie odpowiednich środków finansowych – przekazał.

Toruński sąd zapewnia przy tym, że formalności dopełnił: zapotrzebowanie finansowe trafiło do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku już 14 kwietnia.

– Z chwilą otrzymania środków finansowych nie będzie problemów z awansami na stanowiska starszych asystentów sędziów – zapewnia rzecznik.

Reklama
Reklama

W Sądzie Okręgowym w Kaliszu sytuacja wygląda podobnie.

Prezes sądu Małgorzata Pilarczyk w odpowiedzi na pytania Zero.pl przyznaje, że doszło do wstrzymania awansów asystentów z uwagi na brak środków finansowych.

Dotyczy to sześciu osób spełniających formalne kryteria.

Polski sąd (fot. Shutterstock / Shutterstock)

Reklama
Reklama

Sąd wskazuje jednocześnie, że nie występował do Ministerstwa Sprawiedliwości o dodatkowe pieniądze, ale przesłał analizę dotyczącą awansów do Sądu Apelacyjnego w Łodzi.

Sądy proszą, ministerstwo nie widzi problemu

W tym miejscu dochodzimy do największego absurdu całej sytuacji.

Sądy mówią o braku pieniędzy. Informują o analizach finansowych i oczekiwaniu na dodatkowe środki. Ministerstwo Sprawiedliwości przekonuje, że do Departamentu Budżetu i Inwestycji nie wpłynął żaden wniosek o dodatkowe finansowanie awansów.

Resort w odpowiedzi dla Zero.pl podkreśla, że w budżecie zabezpieczono środki na wzrost wynagrodzeń pracowników sądów, w tym asystentów.

Reklama
Reklama

Ministerstwo wylicza, że w 2025 r. wynagrodzenia asystentów wzrosły znacznie bardziej niż średnia w budżetówce. Przeciętne wynagrodzenie zasadnicze brutto asystenta miało zostać podniesione z 6426 zł do 7690 zł, a starszego asystenta – z 6833 zł do 9000 zł.

W 2026 r. średnie wynagrodzenie starszego asystenta ma wynosić już 9203 zł.

Jednocześnie resort przypomina, że decyzje o awansach należą do prezesów sądów i mają charakter fakultatywny.

Dla samych asystentów ma to jednak coraz mniejsze znaczenie. Oni widzą przede wszystkim, że mimo spełnienia ustawowych kryteriów nadal pozostają na niższych stanowiskach.

Reklama
Reklama

Podwyżka o 309 zł brutto

Z informacji przekazanych nam przez związek zawodowy pracowników sądów KNSZZ „Ad Rem” obecnie różnica między wynagrodzeniem asystentów sędziów a starszych asystentów sędziów wynosi ok. 1,5 tys. zł brutto.

Jednak są też niechlubne wyjątki.

Urszula Łobodzińska w rozmowie z Zero.pl przyznaje, że mimo awansu jej wynagrodzenie wzrosło o zaledwie… 309 zł brutto.

– Zaistniała sytuacja po prostu godzi w poczucie sprawiedliwości, co ma miejsce, nomen omen, w resorcie sprawiedliwości. Jest to po prostu przykre – mówi nasza rozmówczyni.

Reklama
Reklama

To zdanie dobrze oddaje nastroje w środowisku.

– To jest naprawdę skandal. Polityka dofinansowywania biedniejszych sądów doprowadziła do tego, że małe jednostki mają na podwyżki, a duże nie – mówi jeden z asystentów sędziego w warszawskim sądzie. Poprosił o zachowanie anonimowości z obawy przed konsekwencjami służbowymi.

Inna nasza rozmówczyni, która także chce zachować anonimowość, dodaje, że czuje się dyskryminowana. – Aż się odechciewa pracować – wskazuje.

– Nic nie sprawia, że chce się zostawać w tej pracy. Nie ma możliwości awansu, nie ma możliwości rozwoju, brak nagród i niskie wynagrodzenia – dodaje kolejna osoba.

Reklama
Reklama

Dla wielu asystentów problem nie sprowadza się wyłącznie do pieniędzy. Chodzi także o poczucie stabilności i elementarnego uznania dla wieloletniej pracy.

Ludzie, bez których sądy nie działają

Asystenci sędziów od lat stanowią kluczowe ogniwo w mechanizmie funkcjonowania polskich sądów. To oni przygotowują projekty uzasadnień, analizują wielotomowe akta, wyszukują orzecznictwo i wspierają sędziów w codziennej pracy.

W wielu wydziałach ich rola dawno przestała być wyłącznie pomocnicza. Bez doświadczonych asystentów tempo rozpoznawania spraw byłoby jeszcze wolniejsze niż dziś.

Zwłaszcza, że z roku na rok liczba wakatów sędziowskich rośnie.

Reklama
Reklama

Jak wskazuje „Rzeczpospolita”, liczba nieobsadzonych stanowisk sędziowskich sięga już tysiąca, co bezpośrednio przekłada się na przewlekłość postępowań. Obecnie na wyrok czeka się średnio o miesiąc dłużej niż w 2024 r. i blisko pół roku dłużej niż w roku 2011. W niektórych kategoriach spraw, m.in. upadłościowych, procesy w pierwszej instancji ciągną się średnio ponad cztery lata.

Mimo takiego zakresu obowiązków i odpowiedzialności, asystenci są grupą zawodową, która przez lata pozostawała w cieniu. Wynagrodzenia były niskie, ścieżka rozwoju ograniczona, a liczba obowiązków stale rosła. Nie podpisują się oni również pod swoją pracą. Oficjalnie przygotowują projekty uzasadnień, postanowień, zarządzeń itd. W praktyce jednak sędziowie po prostu składają podpis pod takim dokumentem.

– Ułatwienie awansu na starszego asystenta sędziego było pomysłem naszego związku zawodowego, który miał na celu uatrakcyjnienie zawodu oraz zatrzymanie w sądach doświadczonych pracowników. W ostatnich latach był bowiem bardzo duży problem z rotacją kadr i w ogóle obsadzaniem wolnych etatów. Ministerstwo niestety nasz pomysł nieznacznie wypaczyło, ale przede wszystkim nie przygotowało finansowo sądów na wdrożenie nowych przepisów – mówi Urszula Łobodzińska.

Reklama
Reklama

Problem braku kadr dostrzega także samo ministerstwo. W odpowiedzi na nasze pytania wskazało, że w budżecie na 2026 r. zabezpieczono środki na 325 nowych etatów asystentów sędziów.

Tyle że same nowe etaty nie uratują systemu, jeśli z powodu frustracji i braku obiecanych podwyżek będą z niego odchodzić doświadczeni pracownicy.

95 mln zł i poprawka

Związkowcy mają też własną teorię dotyczącą źródła problemu.

Ich zdaniem środki na awanse mogły zostać ograniczone po poprawce nr 9 do ustawy budżetowej, w wyniku której z budżetu sądów zdjęto 95 mln zł przeznaczonych na wynagrodzenia pracowników.

Reklama
Reklama

Przeciwko tej decyzji protestowali przedstawiciele środowiska. To wtedy w Sejmie pojawił się transparent z napisem „oddajcie pieniądze pracownikom sądów”. Protestujący zostali wyprowadzeni z sali przez straż marszałkowską.

– Bardzo obawiamy się, że stosowne środki były zabezpieczone w projekcie ustawy budżetowej na rok 2026, ale zostały zabrane poprawką nr 9 – mówi Urszula Łobodzińska.

Ministerstwo nie potwierdza jednak wprost takiego scenariusza.

Chaos zamiast reformy

Cała sytuacja coraz bardziej przypomina reformę wdrożoną połowicznie.

Reklama
Reklama

Z jednej strony ustawodawca stworzył nowe możliwości awansu. Z drugiej – system finansowania sądów nie został do nich dostosowany w sposób jednolity i przejrzysty.

Na szali postawiono wiarygodność państwa jako pracodawcy.

Bo jeśli resort zapowiada zmiany i zapewnia, że pieniądze są zabezpieczone, a po kilku tygodniach pracownicy słyszą od swoich przełożonych, że środków nie ma, trudno mówić o budowaniu zaufania. Zwłaszcza w grupie zawodowej, która już wcześniej czuła się niedoceniana.

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama