15-letnia Ola trafiła do legnickiego szpitala z ostrym bólem brzucha. Ostatecznie – w wyniku przedłużającej się diagnozy – straciła jajowód. Po publikacji jej historii przez Zero.pl sprawą zajął się rzecznik praw pacjenta. Wszczęto postępowanie wyjaśniające dotyczące przebiegu leczenia nastolatki oraz organizacji udzielania świadczeń w placówce.

- 15-letnia Ola przez ponad dwie doby była odsyłana między oddziałami legnickiego szpitala. Mimo nasilających się objawów nikt przez wiele godzin nie zlecił podstawowego USG.
- Pierwsze badanie obrazowe wykonano dopiero ponad dobę po przyjęciu. Konsultacja ginekologiczna – dzień później. Kiedy Ola trafiła w końcu do wrocławskiej placówki, jajowodu nie dało się już uratować.
- Rzecznik praw pacjenta wszczął postępowanie wyjaśniające po publikacji Zero.pl. Ma ono ustalić, czy doszło do opóźnienia diagnostyki i czy organizacja opieki była zgodna z aktualną wiedzą medyczną.
- Matka Oli, Kinga Mucha, ma jeden apel: nie każdy ból brzucha to jelitówka, którą można zbagatelizować – czasem potrzebne są szybkie badania obrazowe i szybka decyzja.
Historię Oli opisaliśmy w Zero.pl jako pierwsi pod koniec kwietnia, w ramach cyklu o zapaści w systemie ochrony zdrowia.
W ubiegłym roku 15-latka przez ponad dwie doby była odsyłana między oddziałami Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy, czekając na podstawową diagnostykę i konsultację ginekologiczną. Ostatecznie trafiła do placówki we Wrocławiu, gdzie jeszcze tego samego dnia przeprowadzono pilną operację. Lekarze nie byli już jednak w stanie uratować jajowodu pacjentki.
„Musieliśmy usunąć jajowód. Gdyby córka trafiła do nas dwa dni wcześniej, uratowalibyśmy go” – takie słowa usłyszała po operacji Kinga Mucha, matka dziewczynki.
Sprawa Oli u rzecznika praw pacjenta
Teraz przebieg leczenia nastolatki analizuje rzecznik praw pacjenta. Postępowanie ma wyjaśnić m.in. to, czy pacjentce zapewniono świadczenia zgodne z aktualną wiedzą medyczną oraz czy organizacja opieki nie doprowadziła do opóźnienia diagnostyki i leczenia.
„W procesie udzielania świadczeń zdrowotnych pacjentce potencjalnie doszło do szeregu nieprawidłowości organizacyjnych i diagnostycznych, polegających w szczególności na opóźnieniu wdrożenia właściwej diagnostyki obrazowej, braku terminowej konsultacji specjalistycznej oraz wielokrotnym przekazywaniu pacjentki między oddziałami bez podjęcia adekwatnych działań terapeutycznych” – czytamy w piśmie Biura RPP do kierownika szpitala. Dokument do wiadomości dostała także mama Oli.
Biuro RPP skierowało również szereg pytań dotyczących wskazania dokładnej chronologii udzielania świadczeń zdrowotnych nastolatce, ewentualnych ograniczeń kadrowych, organizacyjnych lub sprzętowych czy przyczyn opóźnienia wykonania USG.
Placówka ma również udostępnić RPP dokumentację medyczną z czasu pobytu nastolatki.
– Przede wszystkim jestem zaskoczona. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Ale cieszę się, bo może lekarze będą mieli większą świadomość wagi swoich decyzji. Chciałabym, żeby trudnej historii Oli nie musiała powtarzać inna nastolatka. I żeby problemy ginekologiczne młodych dziewczyn przestały być marginalizowane – zaznacza w rozmowie z Zero.pl Kinga Mucha.
Jak dodaje: „nie każdy ból brzucha to jelitówka, którą można zbagatelizować, kiedy wyniki CRP są prawidłowe”.
O reakcję na wszczęcie postępowania wyjaśniającego przez rzecznika praw pacjenta zapytaliśmy legnicki szpital.
„Przekazaliśmy RPP wyczerpujące wyjaśnienia oraz pełną dokumentację dotyczącą procesu diagnostyczno-leczniczego prowadzonego wobec pacjentki. Informujemy, że szpital prowadził diagnostykę oraz leczenie pacjentki prawidłowo, zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, obowiązującymi procedurami oraz standardami udzielania świadczeń zdrowotnych. W przedmiotowej sprawie nie doszło do błędu medycznego ani naruszenia praw pacjenta” – czytamy w oświadczeniu przesłanym przez rzecznika prasowego placówki.
Sprawa nastoletniej Oli. Dziewczyna straciła jajowód
Przypomnijmy: dramat nastolatki zaczął się 12 stycznia 2025 r. Ola trafiła na SOR z silnym bólem brzucha, gorączką i wymiotami. Rodzina podejrzewała zapalenie wyrostka robaczkowego, ale matka nastolatki od początku informowała lekarzy także o problemach ginekologicznych córki. Dwa lata wcześniej wykryto u niej torbiel jajnika, która jednak samoistnie pękła.
Mimo nasilających się objawów przez wiele godzin nie wykonano jednak podstawowego badania obrazowego. Dziewczynka była kierowana między SOR-em, pediatrią i chirurgią dziecięcą. Wykonywano badania krwi i badania palpacyjne, ale nie zlecono USG.
– Reakcja osoby w okienku była opryskliwa. Zamiast sprawnej ścieżki diagnostycznej, zrobili badanie palpacyjne brzucha i odesłali nas na doraźną pediatrię. Z jednego budynku do drugiego. Z chorym dzieckiem, które ledwo stoi na nogach – relacjonowała matka nastolatki.
Stan Oli się pogarszał. Wymiotowała coraz częściej, nie była w stanie siedzieć na krześle, zwijała się z bólu na podłodze poczekalni. Rodzina prosiła o pomoc.
– I tu wraca najważniejsze pytanie: dlaczego przez cały ten czas nikt nie zrobił USG? Przecież to powinno być podstawowe badanie – podkreślała Kinga Mucha.
Pierwsze USG wykonano dopiero ponad dobę po przyjęciu dziewczyny do szpitala. Badanie wykazało dużą zmianę torbielowatą w miednicy małej. Konsultacja ginekologiczna odbyła się jednak dopiero kolejnego dnia.
– Do poniedziałku nie działo się nic. W poniedziałek po godzinie 10 córkę zabrano na USG i po nim powiedziano mi, że będzie mieć konsultację dopiero kolejnego dnia – relacjonowała matka 15-latki.
Torbiel jajowodu i decydujące dwa dni
Dopiero po ponad dwóch dobach od przyjazdu do szpitala zapadła decyzja o przewiezieniu Oli do innej placówki – we Wrocławiu. Tam lekarze działali natychmiast. Jeszcze tego samego wieczoru dziewczynka trafiła na blok operacyjny.
W trakcie zabiegu okazało się, że problemem nie była torbiel jajnika (jak wcześniej podejrzewano), lecz skręcona torbiel jajowodu, która doprowadziła do niedokrwienia i martwicy. Konieczne było usunięcie jajowodu oraz oczyszczenie jamy brzusznej.
– Te dwa dni, o których mówił lekarz, nie zniknęły same. Odebrano nam je brakiem USG w niedzielę, odsyłaniem między oddziałami, błędnym tropem jelitówki, przesunięciem konsultacji ginekologicznej o dobę – mówiła Kinga Mucha.
